Z polskiego na nasze

Jacek Konikowski
24-02-2006, 00:00

Gonzales od lat jest tłumaczem przysięgłym w Sądzie Okręgowym w Lublinie. Jest? Właściwie już sam nie wie...

— W sądzie twierdzą, że nim jestem, ale Ministerstwo Sprawiedliwości (MS) już takiej pewności nie ma. Raz twierdzi, że nie, potem — że tak. Tonteria! — Gonzales José Gerardo Arroyo González jest wkurzony.

Mimo prawnych rozterek, Hiszpan nadal pracuje dla lubelskiego sądu i prokuratury, tłumacząc dziesiątki urzędowych dokumentów. Podobnie jak kilka tysięcy jego kolegów po fachu, którzy z dnia na dzień stracili uprawnienia.

A ponieważ je stracili, trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy po Polsce krąży kilkadziesiąt tysięcy nieważnych umów, zeznań, aktów urodzenia i zgonu, dokumentów handlowych?

Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że winni bałaganu są tłumacze przysięgli, którzy nie znali nowych przepisów i tłumaczyli nielegalnie. Tłumacze odbijają piłeczkę: nie wiedzieliśmy, bo nikt nas o tym nie poinformował.

Feralny wpis

Do połowy zeszłego roku tłumacze mogli spać spokojnie. Przepisy były czytelne. Tłumacza przysięgłego ustanawiał — bezterminowo — prezes sądu okręgowego, wpisując go na sądową listę tłumaczy przysięgłych — i tylko on mógł go odwołać. Tłumacze żartowali, że uprawnienia może im odebrać tylko śmierć lub prezes.

— Z tym spokojem to bym nie przesadzał... Telefon z sądu o pierwszej w nocy z żądaniem natychmiastowego stawienia się na komisariacie gdzieś pod Warszawą i tłumaczenie zeznań przestraszonego Koreańczyka to jeden z „uroków” pracy tłumacza przysięgłego pracującego dla sądu. Dobrze, kiedy przyślą po ciebie radiowóz. Na to, że cię odwiozą z powrotem, nawet nie licz — mówi Sławomir Mierzawski, tłumacz.

Ale od pół roku większości tłumaczy nie jest już do śmiechu. Na początku 2005 roku weszła bowiem w życie ustawa o profesji tłumacza przysięgłego. Zmieniła warunki, jakie trzeba spełnić, by wykonywać ten zawód. Najważniejsza różnica: obowiązek wpisu na listę tłumaczy przysięgłych, prowadzoną nie przez sądy okręgowe, lecz Ministerstwo Sprawiedliwości. Każdy nowy tłumacz, by się na niej znaleźć, musi zdać egzamin.

Zgodnie z art. 33 ust. 1 ustawy dotychczasowi tłumacze mogli uniknąć egzaminu, wysyłając do MS wniosek o ponowny wpis na listę tłumaczy. Ten przepis dał im na to pół roku — dokładnie do 27 lipca 2005 roku. Ci, którzy nie dokonali wpisu, w świetle ustawy przestali być tłumaczami przysięgłymi. Mogą nimi zostać ponownie, ale już według nowych zasad: muszą skończyć filologię i podyplomowe studia translatorskie oraz zdać ministerialny egzamin.

Logiczne. Problem, że większość tłumaczy dowiedziało się o tym „po fakcie”. Ważny wpis uzyskało jedynie 3400 z 10 800 tłumaczy przysięgłych, ustanowionych przez prezesów sądów okręgowych. Ci, którzy nie wpisali się w terminie, utracili uprawnienia i oficjalnie nie są już tłumaczami przysięgłymi.

Ale pracują nadal.

Rzecznik — obrońca

— O tym, że nie jestem już tłumaczem przysięgłym, dowiedziałam się przypadkowo od kolegi, też tłumacza. Zbaraniałam. Tym bardziej że cały czas pracuję. Do tej pory przetłumaczyłam kilkadziesiąt dokumentów dla sądu, prokuratury i osób prywatnych, głównie przedsiębiorców. Na każdym przystawiłam okrągłą pieczęć. Czasem to były błahe sprawy, czasem — poważne. Tłumaczyłam m.in. wniosek o przysposobienie dziecka za granicą. Innym razem — wniosek o umorzenie postępowania w sprawie kradzieży mercedesa wartego 130 tys. zł. Na jego podstawie firma ubezpieczeniowa wypłaciła grube odszkodowanie. Dla jednej z prokuratur tłumaczyłam akt oskarżenia w sprawie Czecha podejrzanego o przemyt marihuany. Mam też sporo tłumaczeń w sprawach cywilnych. Niedawno tłumaczyłam umowę licencyjną na sprzedaż programu komputerowego, wartego kilkaset tysięcy złotych dla jednej z firm bukmacherskich. Gdy powiedziano mi, że nie jestem już tłumaczem — nie uwierzyłam i zadzwoniłam do MS. Urzędnik z wydziału tłumaczy przysięgłych powiedział mi wprost, że każdy, kto nie wpisał się na listę MS i po 27 lipca dokonywał tłumaczeń — nieważne: dla sądu, prokuratury czy prywatnie — zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń — twierdzi Teresa Rosikiewicz, tłumacz z Zielonej Góry, gdzie co trzeci tłumacz przysięgły stracił prawo wykonywania zawodu.

— Po powrocie z zagranicy, w sierpniu zeszłego roku, zadzwoniłam do ministerstwa, by zapytać o nowe przepisy. I usłyszałam, że nie mam już prawa do żadnych tłumaczeń przysięgłych — mimo że tytuł otrzymałam dożywotnio. Ostrzeżono mnie, że gdybym jednak je robiła, będą nieważne — mówi Paulina Malinowska, tłumacz z języka francuskiego.

— Mit! Nigdy nie straszyliśmy tłumaczy wyciąganiem konsekwencji z faktu, że wykonują swą pracę — zaprzecza Bolesław Cieślik, naczelnik wydziału tłumaczy przysięgłych w Ministerstwie Sprawiedliwości.

— Odebranie nam prawa do wykonywania zawodu stoi w sprzeczności z przepisami art. 41 § 1 i 2 kodeksu karnego, przewidujących odebranie komuś prawa wykonywania zawodu (musi to nastąpić na mocy prawomocnego wyroku i być skutkiem przestępstwa). Poza tym, na listę tłumaczy przysięgłych wpisali nas prezesi sądów okręgowych — i tylko oni mogą nas z nich wypisać. Tak stanowi prawo — twierdzi Renata Muszyńska, tłumacz.

Sytuacja jak z dowcipu o Chińczyku, który chciał aresztować Rosjanina. Chińczyk mówi: ręce do góry! Na co Rosjanin: nie ty mnie ustanowiłeś i nie ty mi będziesz rozkazywał!

Tłumaczy poparli: Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Polskie Towarzystwo Tłumaczy Ekonomicznych, Prawniczych i Sądowych TEPIS.

Społeczny interes

Nie byłoby oczywiście sprawy, gdyby tłumacze na czas dokonali wpisu na ministerialną listę. W końcu wysłanie danych adresowych i jednego zaświadczenia to żaden wysiłek. Ci jednak zasłaniają się, że nikt im nie powiedział o ustawie dotyczącej ich zawodu.

— Gdybym wiedział, że taka ustawa wchodzi w życie, no to bym ją przeczytała. Ale skąd mogłam wiedzieć? Nie jesteśmy — w większości — zrzeszeni w żadnej korporacji tłumaczy, a zatem i z tej strony nie dostaliśmy żadnej informacji. Sądy, i owszem, powiadomiły swoich tłumaczy, ale problem, że nie wszystkie — mówi Muszyńska.

— Nie znam takiej ustawy, w której byłby zapisany obowiązek powiadamiania jej adresatów. To nieprawda, że MS nie powiadomiło tłumaczy. Informacja była zamieszczona na naszej stronie internetowej i w prasie. Część sądów okręgowych informowała o zmianach swoich tłumaczy, choć wcale nie musiała. Mimo to wielu tłumaczy i tak nie zareagowało. Na przykład w Warszawie, choć stołeczne sądy dwukrotnie przesłały tłumaczom powiadomienie, spora ich część nie wpisała się na listę. W Zielonej Górze była nawet konferencja — twierdzi Bolesław Cieślik.

— Owszem, była — ale poświęcona prezentacji programu komputerowego dla tłumaczy. Jedynie na początku padła zdawkowa informacja o nowej ustawie i że dotychczasowi tłumacze nie tracą uprawnień — opowiada Teresa Rosikiewicz.

Nieznajomość prawa nie zwalnia… wiadomo. Tym bardziej że ustawa o danym zawodzie nie ukazuje się co miesiąc. Ale — zdaniem prawników — ustawodawcy mogli to przewidzieć.

— Fakt, nieznajomość prawa szkodzi, ale logicznie myśląc, mało kto śledzi wszystkie zmiany legislacyjne. Ustawodawcy chyba zabrakło wyobraźni. W tym konkretnym przypadku znajomość przepisów leży bowiem w interesie społecznym, a nie tylko samych tłumaczy, dlatego w ustawie mógłby się znaleźć ustęp mówiący o obowiązku poinformowania zainteresowanych — twierdzi mecenas Andrzej Piotrowski z Kancelarii Adwokackiej Piotrowski, Stepułajtys, Łazowski.

Sprytny prawnik

Tłumacze są w strachu. Co będzie, jak się ludzie dowiedzą? Czy ich tłumaczenia są ważne? Czy sądy mogą podważać sprawy, w których tłumaczyli na przykład dokumenty handlowe?

— Można mieć wątpliwości, czy po 27 lipca tłumaczenia dokonane przez tłumaczy, którzy nie starali się o ustawowy wpis, mają walor tłumaczeń przysięgłych... — ocenia mec. Zbigniew Drzewiecki z kancelarii prawnej Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy.

— Absurdalne przepisy w ustawie o zawodzie tłumacza mogą pociągać za sobą konsekwencje. Wykazanie, że dokumenty tłumaczyła osoba bez uprawnień, może wzruszać różne postępowania, przeprowadzane z wykorzystaniem „złych” tłumaczeń. Prywatnie uważam jednak, że sądy zachowają rozsądek, że będą zwracały uwagę na jakość tłumaczeń — twierdzi mecenas Piotrowski.

A jeżeli jakiś sprytny prawnik dostrzeże w tym szansę na unieważnienie np.: międzynarodowej umowy handlowej?

— Teoretycznie ma szansę, bo — zgodnie z kodeksem postępowania cywilnego — dokumenty może tłumaczyć jedynie tłumacz przysięgły — i z pewnością mamy do czynienia z naruszeniem procedur sądowych. Praktycznie jednak, jak wspomniałem, sędziowie zapewne wezmą pod uwagę jakość tłumaczenia, a nie osobę tłumacza — mając na względzie niejasność przepisów ustawy i fakt, że jakość tłumaczenia nie miała wpływu na treść wyroku — dodaje Piotrowski.

Oby! Czy jednak zagraniczne sądy podejdą do sprawy równie liberalnie?

Dalsza część historii przypomina słynny „Paragraf 22” choć dotyczy art. 33.

„Paragraf 33”

Wizja skandalu sprawiła, że Ministerstwo Sprawiedliwości zmieniło interpretację pechowego art. 33. Według prawników z departamentu legislacyjno-prawnego MS tłumacze nadal mogą pracować dla sądów i prokuratur, a ich tłumaczenia są ważne, ale w świetle prawa już… nie są tłumaczami przysięgłymi. Paradoks? Tak wynika z interpretacji MS: „Art. 33 ust. 4 cyt. ustawy stanowi, że osoby, o których mowa w ust. 1, mogą wykonywać czynności tłumacza przysięgłego oraz posługiwać się dotychczasowymi pieczęciami tłumacza przysięgłego, do czasu wpisu na listę tłumaczy przysięgłych oraz uzyskania pieczęci tłumacza przysięgłego, nie dłużej jednak niż w okresie 2 lat od dnia wejścia w życie ustawy. Literalna wykładnia użytego w wymienionym przepisie określenia »osoby, o których mowa w ust. 1« wskazywałaby zatem, że chodzi o wszystkie te osoby, które uzyskały uprawnienia tłumacza przysięgłego na podstawie przepisów dotychczasowych”.

W ocenie MS nie oznacza to, że dotychczasowi tłumacze przysięgli, którzy nie złożyli wniosku o wpis na listę tłumaczy przysięgłych MS, utracili uprawnienia. Przeciwnie! W dalszej części interpretacji czytamy bowiem, że: „Stosownie do przepisu art. 33 ust. 4 ustawy, mogą oni wykonywać czynności tłumacza przysięgłego i posługiwać się dotychczasowymi pieczęciami do dnia 27 stycznia 2007 r., tj. przez okres 2 lat od dnia wejścia w życie ustawy o zawodzie tłumacza przysięgłego”.

I to powinno uspokoić obawy tłumaczy. Ale zakończenie ministerialnego dokumentu jest zaskakujące: „Należy jednocześnie podkreślić, iż osoba, która nie złożyła w wyznaczonym terminie (czyli do lipca 2005 r.) wniosku o wpis na listę tłumaczy przysięgłych, lecz nadal wykonuje czynności tłumacza przysięgłego, wywodząc swoje uprawnienia z art. 33 ust. 4, nie jest tłumaczem przysięgłym w rozumieniu ustawy z dnia 25 listopada 2004 r. (…). Osoby takie utraciły bowiem definitywnie możliwość »automatycznego« wpisu i jeżeli będą chciały zostać tłumaczem przysięgłym, zmuszone będą zdać egzamin na tłumacza przysięgłego”.

Słowem: mogą tłumaczyć i „autoryzować” swą pracę urzędową pieczęcią, ale w świetle prawa nie są tłumaczami...

Jakieś podsumowanie? Głos specjalisty.

— Treść art. 33 ust. 1 ustawy z 29 listopada 2004 r. o zawodzie tłumacza przysięgłego wskazuje na sytuację, w której tłumacze przysięgli, którzy nie złożyli w odpowiednim terminie wniosku o wpis na listę tłumaczy przysięgłych, tracą dotychczasowe uprawnienia i — chcąc wykonywać swój zawód — muszą ponownie zdać egzamin na tłumacza przysięgłego. Taka interpretacja wynika z zasady ignorantia iuris nocet (nieznajomość prawa szkodzi). Ale pozostaje pytanie, czy intencją ustawodawcy było pozbawienie uprawnień zawodowych legalnie działających tłumaczy przysięgłych, którzy — z jakichkolwiek względów — nie złożyli w terminie wniosku o wpisanie na listę tłumaczy przysięgłych. Wydaje się, że takie odbieranie uprawnień do wykonywania zawodu tylko ze względu na uchybienie wymogom formalnym nie mieści się w standardach demokratycznego państwa prawa. W ramach takich standardów mieściłoby się za to np. rozwiązanie, polegające na tym iż osoby, które już uzyskały uprawnienia tłumacza przysięgłego i niejednokrotnie wiele lat wykonywały ten zawód, byłyby — zgodnie z zasadą ochrony praw nabytych — automatycznie wpisane na nową listę tłumaczy przysięgłych — mówi mecenas Zbigniew Drzewiecki.

Z ostatniej chwili

Trwają prace nad dwoma projektami nowelizacji ustawy o tłumaczach przysięgłych: ministerialnym i poselskim. W obu brzmienie zmieni art. 33 ust. 1 i ust. 4. Zmiana ma umożliwić dopisywanie do listy tych tłumaczy, którzy nie zrobili tego w terminie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Z polskiego na nasze