Z tygla do City

Karol Jedliński
24-11-2006, 00:00

Umiesz liczyć — licz na Wielką Brytanię. Ona przyjmie każdą liczbę księgowych z Polski. Natychmiast.

Według brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych od wejścia Polski do Unii Europejskiej ponad 400 tys. Polaków podjęło pracę na Wyspach. O tylu mówią oficjalne dane. Nieoficjalne szacunki podają, że nawet kilkaset tysięcy więcej. W sumie około 2 proc. pracujących w Wielkiej Brytanii to nasi rodacy. We wszystkich zawodach Polacy stanowią największy odsetek zatrudnionych pochodzących z Europy Wschodniej — 65 proc. w przetwórstwie spożywczym, 54 proc. w rolnictwie. Dane potwierdzają to, z czym zwykle kojarzy się wyjazd na saksy do Zjednoczonego Królestwa — praca jest tylko w fabrykach, restauracjach, hotelach czy na farmach. Na najniższych stanowiskach.

W tym tyglu zdarzają się jednak wyjątki. Według ostatnich badań przeprowadzonych przez brytyjską firmę rekrutacyjną Joslin Rowe Polacy stanowią około 3 proc. księgowych zatrudnionych w ostatnim roku w Wielkiej Brytanii. Oznacza to dwukrotny wzrost w stosunku do zeszłego roku. Spośród 60 tys. Polaków zarejestrowanych tylko przez londyński urząd pracy od 2004 r., prawie 6 proc. podjęło pracę w księgowości.

— To rosnący trend. Na przykład w tym roku w Irlandii zarejestrowało się 190 proc. więcej księgowych z Polski niż w 2005 r. — zaznacza Tara Ricks, dyrektor zarządzający Joslin Rowe.

Fucha dla Hindusa

W tym segmencie rynku pracy Polaków okrzyknięto „nowymi Hindusami”, bo przed nimi właśnie imigranci z dawnej kolonii uzupełniali braki kadrowe firm brytyjskich. Tamtejsze portale internetowe i gazety pełne są ofert pracy dla księgowych. A znajomość języka polskiego staje się przy rekrutacji dodatkowym atutem. „Polish accountant boom” jest więc w dużym stopniu odpowiedzią na zapotrzebowanie pracodawców.

— Borykamy się z chronicznym brakiem wykwalifikowanych księgowych. Kiedy nie starcza nam Brytyjczyków, sięgamy po inne nacje — pragmatycznie tłumaczy Tara Ricks.

Na celownik poszli więc Pakistańczycy, Hindusi, Australijczycy czy przybysze z RPA. Ale najbliższe i najbogatsze źródło nowych pracowników to przecież Polska. Przybywa średnich i dużych przedsiębiorstw, a one potrzebują przewodników po gęstniejącej sieci przepisów. Wprowadzane co rusz nowe przepisy, skomplikowane zasady międzynarodowej księgowości, biznesowa moda na budowanie korporacji — wszystko to kreuje podaż na księgowych. I podnosi ich, i tak już niemałe, gaże.

— Praca jest, lecz firmy szukają osób z doświadczeniem. Dlatego na początek cudzoziemców czeka kilka lat stażów — zaznacza Krzysztof Wach, 31-letni starszy księgowy ds. podatków, pracujący w londyńskiej kancelarii księgowej HW Fischer & Co.

Najlepsi w jego zawodzie z łatwością wspinają się po szczeblach kariery. Przechodząc na emeryturę, zwalniają na przykład stanowisko szefa finansowego w którejś z korporacji czy szefa zespołu opiekującego się kilkoma setkami zamożnych biznesmenów.

— Na początek płaca dla osoby bez większego doświadczenia waha się w granicach 18-22 tys. funtów rocznie — mówi Dorota Baran pracująca w Edynburgu jako asystentka księgowej w firmie Cairn Energy.

Dyplom proszę

Potem jest już tylko lepiej, ale też wymagania pracodawców rosną. Irlandzki Manpower szuka szefa zespołu ds. płatności, odpowiedzialnego za działania w kilku krajach w Europie. Pracy dużo, jeszcze więcej płacy, bo około 35 tys. funtów rocznie. A kandydat musi się pochwalić m.in. płynnym angielskim plus na przykład polskim, doświadczeniem na podobnym stanowisku i minimum czterema latami pracy jako księgowy ds. płatności. Dodatkowym atutem są dyplomy potwierdzające kwalifikacje zawodowe. Ale one są właśnie największym problemem i wyzwaniem dla przyszłych fachowców przyjeżdżających z Polski.

— Zależnie od wybranej specjalizacji można zdobywać kwalifikacje w różnych ośrodkach. Zwykle łączy je to, że ich certyfikaty są uznawane na całym świecie, oraz niebagatelne sumy, jakie trzeba wydać na ich uzyskanie — podkreśla Dorota Baran.

Przyszli księgowi w Wielkiej Brytanii zwykle aspirują do tego, by dopisać sobie po nazwisku od trzech do pięciu literek. Właśnie tyle znaków liczą skrócone nazwy najbardziej prestiżowych certyfikatów. Bo na Wyspach formalnie nie trzeba mieć dyplomów, by pracować jako księgowy. Zakaz wstępu dla ludzi niezrzeszonych w którejś z zawodowych organizacji obowiązuje jedynie w przypadku spraw związanych z audytami i upadłościami. Jednak bez tytułu „chartered accountant” (dyplomowanego księgowego) nie ma nawet co myśleć o karierze w branży. Do organizacji ACCA (Association of Chartered Certified Accountants) należy już około tysiąca Polaków, na całym świecie takich osób jest ponad 100 tysięcy.

Jak trafić do tego grona? Mieć wolne ponad 5 tys. funtów i być gotowym na intensywną naukę przez kilka lat. Kurs przygotowujący do jednego z kilkunastu niełatwych egzaminów kosztuje od 100 do 800 funtów.

Pięćdziesiąt kawałków

Spore sumy i nie mniejsza wiedza potrzebne są też do tego, by uzyskać wstęp do CIMA — Chartered Instiute of Management Accountants (profil zarządczy) czy AIA — Association of International Accountants (profil międzynarodowy).

— Mniejszą popularnością wśród Polaków cieszy się jedynie organizacja CIPFA, edukująca kadry na potrzeby administracji publicznej — zaznacza Dorota Baran.

Zawrotne ceny i czas, jaki jest potrzebny na uzyskanie dyplomu (2-4 lata) przy jednoczesnym zapotrzebowaniu rynkowym na wykwalifikowanych księgowych, wymusiły na wielu firmach kompromis.

— Moi szefowie chcą, żebym się rozwijała i być może wesprą mnie finansowo, kiedy rozpocznę swoje starania o dyplom — zaznacza Dorota Baran.

Pracodawca Krzysztofa Wacha zapłacił mu za ostatnie pół roku studiów potrzebnych do stania się pełnoprawnym członkiem ACCA. Jego szef zgodził się także na to, by polski księgowy uczęszczał na kursy w godzinach pracy. Odważna inwestycja, ale w dobrego gracza. Krzysztof Wach jest finalistą ogólnobrytyjskiego konkursu na stażystę roku wśród księgowych. Zanim trafił do HW Fischer & Co, przez kilka lat praktykował m.in. w Izbie Lordów. Jeśli Dorocie Baran powiedzie się równie dobrze, to najpewniej i jej nie ominą oferty pracy, jak ta z dużego koncernu w hrabstwie Essex.

Co oferuje? 50 tys. funtów rocznie dla księgowego. Czego wymaga? Doświadczenia, doskonałej znajomości przepisów brytyjskich i polskich. I oczywiście dwujęzyczności. O dyplomie nawet nie wspomniano, bo to oczywiste.

— Coraz częściej nasi inwestorzy wybierają Europę Środkową. Szukają więc wsparcia w przedzieraniu się przez gąszcz przepisów w Polsce czy w Czechach — uzasadnia Don Egginton, profesor ekonomii na Uniwersytecie Bristolskim.

Pole do popisu

Księgowi wcale nie są tak nudni, za jakich uchodzą. Duża część z nich to stali lokatorzy tzw. Square Mile, czyli londyńskiego City. Krzysztof Wach, absolwent ekonomii, pracuje akurat nieopodal, na West Endzie. Pracę zaczynał od tułaczki po miejskich barach i restauracjach. Z Polski przywiózł ze sobą dwa brązowe medale mistrzostw Polski juniorów w piłce ręcznej. Poopowiadałby więcej o swojej sportowej karierze, ale akurat nie ma za dużo czasu na pogawędki. Właśnie skończył kurs na doradcę podatkowego (CTA, czyli najwyższe możliwe brytyjskie kwalifikacje w dziedzinie podatków), robota pali się mu w rękach. Krzysztof Wach mówi wprost:

— Przeciętna płaca w branży dla osoby z dyplomem ACCA i kilkuletnim doświadczeniem wynosi na początek około 30 tys. funtów rocznie. Dla takich specjalistów wysokie stanowiska menedżerskie czy stanowisko partnera w kancelarii księgowej to nie są mrzonki.

Na razie Krzysztof Wach pracuje w zespole obsługującym artystów, dziennikarzy i pisarzy. Pół żartem mówi, że jest polskim pionierem w swojej firmie. Po tym, jak się sprawdził, zarząd HW Fischer & Co przyjął do księgowości dwie Polki. I na tym, według Krzysztofa Wacha, zapewne się nie skończy. Bo jak przekonuje, coraz więcej pracodawców na własnej skórze doświadcza, że Polacy po prostu dobrze pracują.

Spokojnie na biegun

Choć w niektórych z nich burzy się polska krew. Syn emigranta znad Wisły, 39-letni Wincent Kordula (CIMA), zorganizował własną ekspedycję na oba bieguny. W ten sposób zbierał pieniądze na potrzeby brytyjskiego Krajowego Towarzystwa Osteoporozy. Swoją akcję, którą okrzyknięto mianem ekstremalnej księgowości, nazwał dowcipnie „The Three Poles” („Pole” oznacza zarówno Polaka, jak i biegun).

— Praca na początku nie jest wyjątkowo stresująca i czasochłonna, lecz bardzo rozwijająca. Księgowy niekoniecznie zajmuje się tutaj wklepywaniem danych, a bardziej kreowaniem polityki finansowej i doradzaniem. Dlatego skomplikowane w tym zawodzie słownictwo trzeba znać perfekcyjnie — przekonuje Dorota Baran.

Choć mieszka i pracuje w Wielkiej Brytanii od kilku lat, przed podejściem do egzaminów planuje zapisać się na kurs Business English.

— Pracuję od do, nie siedzę po nocach, śpię spokojnie. Jeśli z rzadka musimy przyjść na przykład w soboty, mamy za to oddzielnie płacone — zaznacza Krzysztof Wach.

Specjaliści spodziewają się, że coraz więcej Polaków będzie aspirować do stanowisk najlepiej wyedukowanych pracowników działów finansowych. W tym roku, według prognoz Joslin Rowe, liczba księgowych podejmujących pracę na Wyspach ma sięgnąć 2,4 tys. Gdyby zsumować ostatnie cztery lata, wychodzi około 6,5 tys. „polish accountants”.

— Dotychczas Polacy podejmowali zajęcia niewymagające wysokich kwalifikacji. Nowy trend może być przełomowy — uważa Don Egginton.

Oby się nie mylił. Bo kto liczy kasę, ten nierzadko trzyma władzę.

Okiem eksperta

Krucho z umiejętnościami

Mamy bardzo dużo ofert dla księgowych w Polsce, więc nie jest łatwo znaleźć kogoś do pracy na podobnym stanowisku np. w Irlandii. Właśnie tam ma swoją siedzibę jeden z naszych klientów, który szuka w Europie Środkowej chętnych na dobrze płatne stanowiska w księgowości. W Polsce na takie ogłoszenie odpowiada co najwyżej kilkadziesiąt osób. W trakcie rekrutacji okazuje się, że sytuacja, możliwości i umiejętności większości kandydatów nie predestynują ich do podjęcia pracy za granicą.

Aleksandra Iwicka

dyrektor Grafton Recruitment Polska

Okiem eksperta

Większe zarobki i wyzwania

W Polsce nie ma jak dotąd zjawiska braku księgowych. Jednak coraz więcej osób decyduje się na karierę np. w Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Są tam nie tylko większe zarobki, ale także większe możliwości oraz chłonny rynek pracy. Przepustką do kariery międzynarodowej staje się choćby certyfikat honorowany na całym świecie. Nie ma jednak na razie polskiego certyfikatu, który byłby uznawany i rozpoznawalny za granicą. Mimo to księgowi z Polski postrzegani są w innych krajach jako dobrze wykształceni, zdolni i rzetelni. A wdrożenie postanowień VIII dyrektywy (regulującej kwestię zwrotu podatku VAT podatnikom mającym siedzibę w innym państwie) otworzy zapewne drzwi do pełnego i łatwiejszego uznawania kwalifikacji nabytych w kraju.

Dorota Wyczółkowska

kierownik działu współpracy z zagranicą w Stowarzyszeniu Księgowych w Polsce

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Z tygla do City