Za polskim mundurem Europa sznurem

  • Alina Treptow
17-03-2016, 22:00

Arlen tka sen o potędze. Andrzej Tabaczyński zbudował odzieżową grupę, która rzuca się w wir europejskich fuzji i przejęć

Gdy ponad 20 lat temu Andrzej Tabaczyński wracał z emigracji, miał BMW (które ukradziono mu zaraz po przyjeździe), porozwodową walizkę, stary koc, prasę do wygładzania spodni oraz bagaż doświadczeń. Po 21 latach były chirurg, a obecnie menedżer zarządza grupą sześciu spółek z branży odzieżowej z dwoma zakładami produkcyjnymi (odzieży i tkanin) i centrum R&D, które zatrudniają łącznie 600 osób oraz generują roczny przychód na poziomie 150 mln zł.

MUNDUR ZAMIAST DIORA:
Wyświetl galerię [1/2]

MUNDUR ZAMIAST DIORA:

By krajowa produkcja mogła przynajmniej w niewielkiej części wrócić do lat świetności, potrzebne są narzędzia wsparcia i przywileje dla firm wytwarzających w Polsce. Choć na polskiego Diora jest w Polsce z późno, odzież i tekstylia specjalistyczne mają szansę stać się naszą specjalnością eksportową — uważa Andrzej Tabaczyński, prezes Arlenu. Grzegorz Kawecki

Google się myli

Arlen, w którego radzie nadzorczej zasiadają tak znane osoby jak Wiesław Kaczmarek (były minister skarbu) i Miron Maicki (były prezes Ruchu), to biznes budowany bez rozgłosu: próżno szukać długiej listy publikacji w gazetach, szyldów w galeriach handlowych, a wyszukiwarka Google’a podpowiada, że nie Arlen, ale Orlen. Wszystko dlatego, że grupa specjalizuje się w produkcji odzieży specjalistycznej — m.in. dla służb mundurowych i personelu medycznego. Na koncie ma zamówienia dla polskiego wojska i policji. Ale nie tylko, bo Arlenowi udaje się przebić z zaprojektowanymi i wyprodukowanymi w Polsce mundurami również na Zachodzie (dostaje zlecenia od brytyjskiej armii i policji). Już znaczna część przychodów jest generowana za granicą — pomagają w tym spółki w Niemczech oraz Wielkiej Brytanii. Zdaniem prezesa Tabaczyńskiego, dalszy wzrost organiczny może nie być tak dynamiczny jak w ciągu ostatnich dwóch dekad.

— Dlatego planujemy rozwijać się dalej również poprzez przejęcia. Mamy tutaj pewne doświadczenia: 11 lat temu przejęliśmy Optex, producenta tkanin z Opoczna. Obecnie na celowniku mamy zachodnioeuropejskich dystrybutorów odzieży specjalistycznej z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, z przychodami 10-15 mln EUR. Mówię dystrybutorów, ponieważ niewiele podmiotów — tak jak my — ma własną produkcję. Większość ze względu na dużą presję cenową w przetargach zdecydowała się na outsourcing produkcji, przede wszystkim na Daleki Wschód — wyjaśnia Andrzej Tabaczyński.

Giełda w tle

Arlen działa na dwóch frontach — mariaże planowane są również w Polsce. Trwają rozmowy w sprawie fuzji z jednym z polskich producentów tkanin. Prezes szacuje, że jeśli doczekają się szczęśliwego zakończenia, powstanie spora grupa.

Na koncie Arlen ma zamówienia dla polskiego wojska i policji. Ale nie tylko, bo udaje mu się przebić z zaprojektowanymi i wyprodukowanymi w Polsce mundurami również na Zachodzie (dostaje zlecenia od brytyjskiej armii i policji). Już znaczna część przychodów jest generowana za granicą — pomagają w tym spółki w Niemczech oraz Wielkiej Brytanii.

— Z przychodami rzędu 250 mln zł — szacuje prezes Arlenu. O ile w przypadku krajowych transakcji, ze względu na rodzaj, nie będą potrzebne duże nakłady, to zagraniczne będą wymagały kapitału zewnętrznego.

— Z tego powodu rozważamy debiut na GPW. Ponieważ musimy się do tego przygotować, mam na myśli perspektywę 2-3 lat — prognozuje Andrzej Tabaczyński. Akwizycje mają być akceleratorem Arlenu na rynkach zagranicznych. Zdaniem prezesa, jako członkowie UE, teoretycznie mamy równe prawa w europejskich przetargach, w praktyce, zdalnie z Polski, trudno jest je wygrywać. — Z doświadczonym partnerem na miejscu byłoby dużo łatwiej — uważa prezes.

Trudniejsza droga

W Polsce prezes ma ambicję stworzenia grupy odzieżowej, która nie tylko projektuje, ale również produkuje.

— Większość naszych konkurentów zleca produkcję na Dalekim Wschodzie. Pokazujemy, że można produkować w Polsce i nadal wygrywać. Jest to oczywiście trudniejsza droga, biorąc pod uwagę, że nadal cena gra pierwsze skrzypce w publicznych przetargach i zamawiający nie zawsze chcą zrozumieć, że oferta droższa o kilkaset tysięcy złotych może oznaczać utrzymanie miejsc pracy w kraju. Liczymy, że nowe prawo zamówień publicznych weźmie ten aspekt pod uwagę — mówi Andrzej Tabaczyński. Jednym z kierunków rozwoju Arlenu będzie poszerzenie asortymentu własnych materiałów: o tkaniny wełniane, bawełniane, specjalistyczne poliestrowo-bawełniane oraz aramidowe.

— Planujemy inwestycje w tym obszarze nie tylko ze względu na rynek odzieży mundurowej, ale też obiciowej. Rynek meblarski jest wart w Polsce ponad 30 mld zł. Pole do współpracy jest szerokie — uważa prezes. Podkreśla, że w produkcji odzieży specjalistycznej — oprócz ceny — liczą się kompetencje. — Strażak potrzebuje tekstronicznego kombinezonu, który będzie go chronił w temperaturze 100 st. Celsjusza, a lekarz fartucha, który nie będzie źródłem bakterii. Tutaj nie ma miejsca na błędy — podkreśla Andrzej Tabaczyński.

Prezes wie, co mówi. Przez wiele lat był lekarzem w Polsce, RPA oraz Wielkiej Brytanii. Do branży, jak twierdzi, trafił przez przypadek, gdy po powrocie z Afryki do Wielkiej Brytanii nie mógł znaleźć posady chirurga. Założył więc ze wspólnikami odzieżowy biznes.

— Choć początkowo weszliśmy w odzież modową, w tym także z wyższej półki, zaczął przyciągać nas niszowy rynek odzieży specjalistycznej i choć konkurencja była i nadal jest olbrzymia, była to dobra decyzja — podsumowuje prezes Arlenu.

OKIEM KONKURENTA
Zmienić dysproporcje

PIOTR WALDEMAR KOWALIK, prezes Unifeq Europe

Unifeq z sukcesem wygrywa przetargi na Zachodzie — w Austrii, Norwegii, Szwecji i Francji. Rynek, choć konkurencyjny, jest bardzo atrakcyjny. Nie notuje dużych zwyżek rok do roku, ale nie musi, ponieważ już jest olbrzymi. Tylko publiczny płatnik na odzież mundurową przeznacza w Polsce około 400 mln zł. Cały rynek zamówień publicznych jest wart w Polsce 150 mld zł, z czego 15 mld zł, czyli co dziesiąty złoty, trafia do zagranicznych firm. Tymczasem szacuje się, że polskie firmy wygrywają za granicą przetargi publiczne o łącznej wartości około 500 mln zł. Dysproporcje są więc olbrzymie i trzeba pracować, aby to zmienić.

OKIEM KONKURENTA
Zmienić dysproporcje

PIOTR WALDEMAR KOWALIK, prezes Unifeq Europe

Unifeq z sukcesem wygrywa przetargi na Zachodzie — w Austrii, Norwegii, Szwecji i Francji. Rynek, choć konkurencyjny, jest bardzo atrakcyjny. Nie notuje dużych zwyżek rok do roku, ale nie musi, ponieważ już jest olbrzymi. Tylko publiczny płatnik na odzież mundurową przeznacza w Polsce około 400 mln zł. Cały rynek zamówień publicznych jest wart w Polsce 150 mld zł, z czego 15 mld zł, czyli co dziesiąty złoty, trafia do zagranicznych firm. Tymczasem szacuje się, że polskie firmy wygrywają za granicą przetargi publiczne o łącznej wartości około 500 mln zł. Dysproporcje są więc olbrzymie i trzeba pracować, aby to zmienić.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Za polskim mundurem Europa sznurem