Zaczyna się podręcznikowa rewolucja

Zapowiedzi stworzenia darmowego podręcznika dla pierwszaków nabierają kształtów. Rządowym planom opierają się przedsiębiorcy

W sierpniu tłumy rodziców, co 12 miesięcy ustawiających się w kolejkach w księgarniach i z narastającą frustracją sięgających do portfela, mogą być trochę mniejsze niż zazwyczaj. We wtorek, 21 stycznia, rząd przyjął projekt ustawy zmieniającej prawo oświatowe. Zgodnie z nim już od września pierwszoklasiści mają posługiwać się jednym podręcznikiem, darmowym i zamawianym oraz weryfikowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej (lub resort kultury w przypadku szkół artystycznych). Idea jednego, darmowego podręcznika ma być stopniowo wcielana w życie w kolejnych latach — w przyszłym roku ma zostać wprowadzony w drugiej, a w 2016 r. — w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Właścicielami książek mają być szkoły, które będą przekazywać podręczniki kolejnym rocznikom.

PAŃSTWOWE WYDAWNICTWO: Będzie obowiązywał tylko jeden podręcznik
w pierwszej klasie — te słowa Donalda Tuska z konferencji 10 stycznia wstrząsnęły
wydawcami i sprzedawcami edukacyjnymi. Czas goni, bo rząd chce, by już we wrześniu
rodzice pierwszaków nie musieli płacić za szkolne książki. [FOT. WM]
Zobacz więcej

PAŃSTWOWE WYDAWNICTWO: Będzie obowiązywał tylko jeden podręcznik w pierwszej klasie — te słowa Donalda Tuska z konferencji 10 stycznia wstrząsnęły wydawcami i sprzedawcami edukacyjnymi. Czas goni, bo rząd chce, by już we wrześniu rodzice pierwszaków nie musieli płacić za szkolne książki. [FOT. WM]

Wydawnicza kontra

Wprowadzenie rządowych propozycji w życie może zachwiać rynkiem wydawców edukacyjnych — a w branży książkowej to oni mają największe przychody. Jerzy Garlicki, prezes wydawnictwa WSiP — numeru jeden na rynku — uważa, że koszt podręczników dla polskich rodzin można obniżyć bez przejmowania przez państwo roli wydawców — na przykład zmieniając warunki realizacji programu „Wyprawka szkolna” czy wprowadzając mechanizmy pozwalające na zamawianie książek dla rodzin wielodzietnych przez szkoły bezpośrednio u wydawców. Nowy projekt przyjmuje z dystansem.

— Nieczęste to rozwiązanie na rynku europejskim, więc mamy nadzieję, że ministerstwo edukacji w roli wydawcy sprawi, że polska oświata będzie rozwijać się co najmniej równie szybko, jak w ciągu ostatnich lat — komentuje Jerzy Garlicki.

Branża narzeka na skąpe informacje co do szczegółów rządowego projektu, zwłaszcza tego, jak ma wyglądać współpraca na linii MEN — rynek.

— My, tak jak i inni wydawcy, jesteśmy gotowi do podjęcia natychmiast rozmów na temat najlepszego rozwiązania dla polskich uczniów i nauczycieli, rodziców i szkół. Chodzi o to, by olbrzymiej w tym roku, bo 500-tysięcznej, grupie pierwszoklasistówzapewnić bezpieczny start w edukację — mówi Jerzy Garlicki.

WSiP szacuje wartość rynku podręczników dla pierwszoklasistów na 70 mln zł. Tymczasem koszt stworzenia podręcznika to kilka milionów złotych. Rząd będzie musiał się więc bardzo spieszyć. Podręcznika bowiem, zdaniem Jerzego Garlickiego, nie da się przygotować w niecałe 9 miesięcy.

— Proces pisania, redagowania, ilustrowania itp. zajmuje minimum 1,5 roku, na aprobatę należy przeznaczyć 3 miesiące. W tak ujętym harmonogramie brakuje jeszcze czasu na testowanie rozwiązań przez nauczycieli i przede wszystkim czasu przygotowania tzw. obudowy — mówi prezes WSiP.

Amputowane przychody

Wprowadzenie w życie rządowych zapowiedzi może też mocno zaszkodzić księgarniom, dla których podręczniki to jedno z podstawowych źródeł dochodu — tzw. książki szkolne według danych Biblioteki Analiz mają 30-procentowy udział w obrotach rynku. Dla niektórych stanowią podstawę funkcjonowania — np. notowany na NewConnect PIK specjalizuje się w sprzedaży podręczników, w sezonie otwierając punkty z nimi w galeriach handlowych i z wakacyjnej sprzedaży utrzymując się przez cały rok. Prezes PIK twierdzi jednak, że zyski są bezpieczne, bo podręczniki sprzedawane są na minimalnych marżach.

— Podręczniki dla klas pierwszych to około 8 proc. naszych przychodów, ale na tak zwanym boksie (12 książek) zarabiamy mniej niż 1 proc., więc można powiedzieć, że robimy to dla marketingu. Zarabiamy natomiast na podręcznikach językowych i religii — a to pozostaje — mówi Paweł Żurowski.

Według niego, na nowych regułach stracą głównie księgarnie internetowe, które nie będą mogły wysyłać już całego kompletu książek z minimalnymi marżami. Mariusz Rutowicz, prezes Matrasa — gracza numer dwa na rynku księgarń w Polsce — uważa natomiast, że wcielenie rządowych deklaracji w życie zaszkodzi zwłaszcza małym, niezależnym księgarniom, którychjest ok. 1,5 tys. Wiele z nich posiada podręczniki kupione w ubiegłym roku, których teraz nie będzie komu sprzedać.

— Pojawia się naturalne pytanie, kto pokryje wynikające z tego straty tak wydawców, jak i księgarń, planujących swój biznes w perspektywie dłuższej niż jeden sezon. Zwłaszcza że większość niezależnych księgarń oraz małych sieci utrzymuje się na rynku tylko dzięki sprzedaży podręczników, a zatem nowy pomysł rządu spowoduje masowe bankructwa i zwiększenie bezrobocia — mówi Mariusz Rutowicz.

Według niego, dużo lepszą koncepcją od jednego darmowego podręcznika byłoby bezpośrednie przekazywanie pieniędzy na tzw. wyprawki szkolne rodzinom o niskich dochodach.

— W ten sposób pomoc trafiałaby do naprawdę potrzebujących, a nie do wszystkich, w tym do rodzin o wysokich dochodach, których dzieci uczą się w prywatnych szkołach — uważa Mariusz Rutowicz.

70 mln zł Na tyle szacowana jest wartość rynku podręczników dla pierwszoklasistów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Zaczyna się podręcznikowa rewolucja