Zagraniczne kliniki uszczuplą kasę NFZ

Alina Treptow
opublikowano: 2014-10-08 00:00

Nawet 100 tys. pacjentów może wyjechać za granicę na operację usuwania zaćmy. Publiczny płatnik zapłaci za to 230 mln zł

Polski rząd, mając na uwadze m.in. napięty budżet Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), z blisko rocznym opóźnieniem przyjął ustawę wdrażającą dyrektywę transgraniczną, która umożliwia leczenie w innych krajach UE.

ZABURZONE PROPORCJE:
ZABURZONE PROPORCJE:
Ponad 80 proc. operacji w Polsce odbywa się w ramach hospitalizacji, a niecałe 20 proc. w trybie jednodniowym,dużo tańszym. Jarosław Pawliński, dyrektor generalny klinik okulistycznych Lexum, uważa, że proporcje powinny być odwrotne.
[FOT. WM]

Wyjazd po wzrok

Zdaniem ekspertów, co się odwlecze, to nie uciecze. Według szacunków Jarosława Pawlińskiego, dyrektora generalnego klinik okulistycznych Lexum, w ciągu najbliższych kilku lat tylko zagraniczne operacje usuwania zaćmy uszczuplą budżet NFZ o 230 mln zł. Po nowy, lepszy, wzrok, jego zdaniem, wyjedzie nawet 100 tys. chorych.

— Dzisiaj na operację czeka około pół miliona osób. Kolejki [średnio półtora roku — red.] są w całej Polsce, a dla pacjenta każdy dodatkowy miesiąc oczekiwania to ryzyko pogłębienia choroby. Spodziewam się więc, że wielu chorych zechce je ograniczyć, szczególnie ci, którzy mieszkają do 100 km od południowej czy zachodniej granicy — uważa Jarosław Pawliński.

Jego zdaniem, czeskie kliniki już przygotowują się do przyjęcia polskich pacjentów. Powstały nawet nowe placówki przy granicy, często z polskimi lekarzami, pielęgniarkami i obsługą administracyjną.

— Oferta czeska jest bardzo konkurencyjna. Przy obecnej wycenie NFZ większość pacjentów nie powinna dopłacać do usługi — twierdzi Jarosław Pawliński.

Oczy regulatora

Procedura wygląda tak: pacjent płaci za granicą z własnej kieszeni, później składa wniosek do NFZ o zwrot kosztów, ale tylko do wysokości limitu obowiązującego w Polsce. Jeśli cena za granicą będzie wyższa niż w kraju, dopłaci do leczenia. Ta możliwość budzi sporo kontrowersji. W Polsce takie dopłaty są niemożliwe, a placówki, które je pobierają, są srogo karane.

Zdaniem ekspertów, tracą również polscy pacjenci, bo jeśli chcą np. lepszą i droższą soczewkę — w Polsce nie mogą zapłacić różnicy — pokrywają całość kosztów leczenia. Robert Mołdach, ekspert ds. ochrony zdrowia Pracodawców RP, zwraca uwagę na nierówność.

— Dyrektywa otworzy drogę do współpłacenia, tylko że nie w Polsce, ale za granicą. Regulator uważa, że poza granicami, gdy tego nie widzi, pacjent może wybrać lepszy standard i dopłacić różnicę, tymczasem w Polsce jest to nieetyczne. To hipokryzja — uważa Robert Mołdach.

To właśnie możliwość współpłacenia, a nie ominięcia kolejki, może być największą pokusą dla pacjenta. Jego zdaniem, z zagranicznej możliwości współpłacenia zechcą skorzystać pacjenci z innymi schorzeniami, co spowoduje, że budżet NFZ straci jeszcze więcej. Oczywiście jest pewien haczyk — chcąc ograniczyć masowe wyjazdy, regulator wprowadził pewne ograniczenie, np. jeśli dany zabieg czy operacja wymaga chociażby jednego noclegu w szpitalu, na wyjazd konieczna jest zgoda NFZ. Andrzej Mądrala, prezes Centrum Medycznego Mavit, uważa, że ta sytuacja powinna skłonić regulatora do zaakceptowania współpłacenia.

— Lobbuje za tym zarówno Polskie Towarzystwo Okulistyczne, jak i przedstawiciele pracodawców — twierdzi Andrzej Mądrala. Jako prezes sieci klinik nie panikuje. Zarządzana przez niego sieć okulistyczna ani nie planuje otwierać w Czechach placówek, ani nie obawia się znacznego odpływu chorych. — Liczę, że zatrzymamy pacjentów wysoką jakością. Oczywiście pod warunkiem, że publiczny płatnik nie zdecyduje się na kolejne obniżenie wyceny usuwania zaćmy. Mamy nadzieję, że zyskamy na zmianach i do naszych klinik zawitają zagraniczni pacjenci — tłumaczy Andrzej Mądrala.