Zajeżdżałem siebie i ludzi wokół

opublikowano: 05-07-2018, 22:00

Bycie dobrym prezesem to ciągła nauka. Lekcje Stefana Batorego, twórcy iTaxi i Booksy, to kij, marchewka i zbyt mocno zawiązane sznurówki

Stefan Batory dziś pewnie świętuje jeszcze zakończenie inwestycyjnej rundy B w projekcie Booksy — międzynarodowej platformie do rezerwacji usług, z której korzystają klienci głównie w Stanach Zjednoczonych, gdzie obecnie również mieszka. Od funduszy venture capital uzyskał właśnie blisko 50 mln zł, a w sumie, w ciągu kilku lat od wprowadzenia platformy na rynek — około 80 mln zł. Apetyt ma większy. Stoi on również za powstaniem aplikacji do zamawiania taksówek iTaxi czy notowanej na NewConnect spółki eo Networks. W środowisku twórców technologicznych biznesów jest podawany za przykład tego, któremu sukces już udało się odnieść. Nam, podczas PB SPIN, przyznał się do tego, jakie błędy popełniał, z jednej strony goniąc za sukcesem, z drugiej — odpuszczając samemu sobie. Zrobił to po amerykańsku, bo w Polsce przyznawać się do porażek w biznesie wciąż nie wypada.

Kiedyś wydawało mi się, że ludzi trzeba podsumowywać, mówić im o wszystkich błędach. Dziś wiem, że lepiej jest ich pozytywnie motywować — podkreślił Stefan Batory, twórca iTaxi, Booksy i eo Networks.
Zobacz więcej

LEKCJA BIZNESU:

Kiedyś wydawało mi się, że ludzi trzeba podsumowywać, mówić im o wszystkich błędach. Dziś wiem, że lepiej jest ich pozytywnie motywować — podkreślił Stefan Batory, twórca iTaxi, Booksy i eo Networks. Fot. Marek Wiśniewski

Od porażki do sukcesu

Cofamy się więc kilka lat. Jest rok 2006. Czerwiec. Piątek, godz. 18. Od kilku miesięcy wraz z zespołem eo Networks pracuje nad zastąpieniem starego systemu informatycznego u brytyjskiego klienta i uruchomieniem nowego. Właśnie nastąpił czas jego „odpalenia”. Cztery, trzy, dwa, jeden… Wystrzelił już korek od szampana. Przedwcześnie.

System po chwili działania zwalnia i przestaje prawidłowo działać. Rozwścieczony klient dzwoni raz za razem. Grozi zerwaniem kontraktu i nałożeniem na młodą spółkę kar, które mogą doprowadzić ją do bankructwa. Termin na rozwiązanie problemu jest krótki, zespół pracuje nocą. Bezskutecznie.

— Gdy klient zadzwonił ponownie, przyznałem, że sobie nie poradziliśmy. Poddałem się i czekałem tylko na informację o rozwiązaniu umowy. To była najdłuższa chwila milczenia. O dziwo, w słuchawce usłyszałem, że dostajemy jeszcze jedną szansę, klient w nas uwierzył. To dodało mi energii. Szybko wykryliśmy błędy i system zaczął działać jak należy. Wcześniej twierdziłem, że porażka rodzi kolejną porażkę, a sukces rodzi sukces. Tamto doświadczenie nauczyło mnie, że każdą porażkę trzeba traktować jak lekcję — mówił Stefan Batory.

Spółka eo Networks w następnych latach była klasyfikowana jako jedna z najszybciej rozwijających się w Europie Środkowo-Wschodniej, a w rankingu Deloitte Technology Fast 50 widniała siedem razy z rzędu.

Bez chwili wytchnienia

To doświadczenie z jednej strony otworzyło firmę na szybki rozwój, z drugiej ujawniło również drugą, ciemniejszą, stronę bycia menedżerem.

— Przez wiele lat nie pozwalałem odetchnąć ani sobie, ani ludziom wokół. Zajeżdżałem siebie i innych. Wiele osób z zespołu się wypaliło, wiele odeszło — przyznał Stefan Batory.

Przypomniał przy tej okazji historię o drwalach startujących w konkursie, jaką opowiedział mu wspólnik. Jeden z zawodników piłował pień bez wytchnienia, drugi co chwilę robił przerwę, co zadziwiało publikę. Wygrał ten drugi. Pytany potem, po co te przerwy, odpowiedział: „ostrzyłem piłę”.

— Pierwszy raz po siedmiu latach poszedłem wtedy na urlop — dodał przedsiębiorca.

Ale tak samo jak wcześniej zapędził się w chęć rozwoju, tak tym razem zbyt mocno zwolnił i pozwolił na rozluźnienie pracownikom. Wszyscy zaszyli się w wypracowanej przez lata „sferze komfortu”. Rynkowa konkurencja prześcignęła firmę, a ta traciła klientów. Biznes znów stanął przed widmem bankructwa. Konieczne stało się wprowadzenie inwestora i pozyskanie zewnętrznego finansowania.

Wypowiadanie własnych myśli

Kolejna przywołana opowieść: o ludziach łupiących kamienie. Przechodzący obok trójki robotników turysta każdego z nich zapytał „co robisz?”. Pierwszy odpowiedział „łupię kamienie”, drugi — „buduję mur”, trzeci — „buduję katedrę”, a przecież każdy z nich wykonywał dokładnie tę samą czynność.

Stefan Batory przyznał, że długo zajęło mu nauczenie się, jak skutecznie dzielić się z zespołem własną wizją rozwoju biznesu. Gdy jego firma zatrudniała już ponad 100 osób, zdecydował się zatrudnić kilku menedżerów. Nie sprawdzili się. Wymienił więc zespół na nowy. I znów bez efektu — zaczął generować straty, zamiast przynosić firmie zysk.

— Ci ludzie nie byli źli w tym, co robili, to ja nie pokazałem im mojej wizji. Nie umiałem przekazać tego, co rodziło się w mojej głowie — zaznaczył przedsiębiorca.

Długo zajęło mu także nauczenie się doceniania i chwalenia pracowników za drobne, codzienne zadania. Motywacja, w której jest „za dużo kija, a za mało marchewki”, nie najlepiej sprawdza się w praktyce. Sama premia to też za mało. Oczy na to otworzyli mu dopiero menedżerowie z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych.

O efekcie pracy często decydują też czynniki zewnętrzne lub drobiazgi, które trudno od razu wychwycić. Do własnego biznesu warto więc nabrać odrobinę dystansu. Ostatnia obrazująca to historia, tym razem z prywatnej puli wspomnień twórcy iTaxi i Booksy: będąc w szczytowej formie fizycznej, zdecydował się wystartować w ultramaratonie wokół Balatonu. O ile pierwsze 100 km pokonał w satysfakcjonującym dla siebie czasie, o tyle wraz z kolejnymi kilometrami zaczęły pojawiać się problemy — silny ból wierzchniej części stóp. Nie pozwalał mu już ani biec, ani pokonać reszty trasy marszem. Zrezygnował. Podczas wizyty u ortopedy usłyszał: „za mocno zawiązał pan sznurówki”. Wywołało to stan zapalny.

— W życiu i w biznesie nie zawsze mamy kontrolę nad wszystkim, ale z każdej sytuacji powinniśmy wyciągać lekcję i następnym razem… sznurówek nie zawiązywać aż tak mocno — powiedział bohater PB SPIN.

 

PB SPIN SUKCES PASJE INNOWACJE

PB SPIN to druga edycja wyjątkowego wydarzenia, które jak żadne inne gromadzi w jednym miejscu ikony polskiej nauki i biznesu. Wszyscy mówcy odnieśli sukces w swojej dziedzinie, a ich nazwiska znane są na całym świecie. Opowiedzieli o pasjach, których rozwijanie stało się nie tylko źródłem energii do intensywnej pracy, ale także zaowocowało innowacjami — nie w skali lokalnej, a globalnej. Ich wystąpienia stanowić mogą źródło inspiracji, pokazujące Polakom, że każdy z nas może podbić świat. Spotkanie odbyło się 6 czerwca w Warszawie i było śledzone przez gości zgromadzonych w biurowcu Ufficio Primo oraz przez użytkowników pb.pl, którzy mogli oglądać stream z wydarzenia. Wszystkie wystąpienia zamieszczone zostały na stronie spin.pb.pl — obszerne relacje będą ukazywać się na łamach „Pulsu Biznesu” w każdy piątek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Zajeżdżałem siebie i ludzi wokół