Minister skarbu zaoferował kompromis prawnikom gazowego giganta: razem rzućmy akcje na giełdę.
Andrzej Mikosz, minister skarbu, studził wczoraj nastroje wśród związkowców Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG). I uchylił rąbka tajemnicy otaczającej plany rządu wobec giełdowej spółki.
Związki niepokoją się losem należnych pracownikom akcji PGNiG. By załoga mogła je objąć, resort skarbu musiałby zbyć przynajmniej jedną akcję. Poprzedni szef resortu obiecywał zrobić to do sześciu miesięcy od giełdowego debiutu spółki, czyli do 21 marca 2006 r. Po wyborach to już nieaktualne.
— Minister zapewnił nas jednak, że proces przekształceń w spółce doprowadzi do uzyskania przez pracowników prawa do zbycia akcji w 2007 r. — mówi Bolesław Potyrała, szef Solidarności w PGNiG.
Pracownicy mogliby wtedy sprzedać papiery równolegle z publiczną ofertą akcji należących do skarbu państwa. Przeszkodą jest obecna ustawa o prywatyzacji, która umożliwia to pracownikom dopiero po dwóch latach od uzyskania praw do nich.
— Rozpoczęły się prace nad zmianą w ustawie. Gdyby więc MSP planowało sprzedaż swoich akcji w maju 2007 r., to w lutym pracownicy mogliby objąć świadectwa depozytowe. Wówczas też musieliby powiedzieć, czy chcą sprzedać akcje równolegle z państwem czy też nie — mówi Bolesław Potyrała.
Z tego wynikałoby, że resort skarbu przewiduje prywatyzację PGNiG w 2007 r. Dotychczas przedstawiciele PiS zapowiadali, że PGNiG zostanie wycofany z giełdy, by skarb państwa mógł przejąć pełną kontrolę nad systemem przesyłu gazu w Polsce (Gaz System i pakiet akcji, jaki PGNiG posiada w EuRoPol Gazie). Ponownie na GPW miałaby — pod inną nazwą — trafić już przekształcona spółka tylko z majątkiem dystrybucyjnym i poszukiwawczo-wydobywczym. O tych planach minister nie chciał jednak wczoraj rozmawiać ze związkami.



