Zamiast polityki zaczyna liczyć się gospodarka

opublikowano: 16-03-2017, 22:00

Giełdy i waluty będą coraz mniej obawiać się politycznych harcowników. O rozwoju sytuacji na rynkach zadecydują twarde dane makro

Amerykański dolar osłabił się do innych walut, a na giełdy powróciły zwyżki. To efekt wiadomości ze środowego wieczora. Amerykański bank centralny (Fed) zrobił wtedy to, co zapowiadał — podwyższył stopy procentowe i podtrzymał plan kolejnych dwóch podwyżek w 2017 r. Większe znaczenie miały wyniki wyborów w Holandii.

Wygrała je partia obecnego premiera, uzyskując około 20 proc. miejsc w parlamencie. Antyunijna Partia Wolności Geerta Wildersa znalazła się wśród trzech kolejnych, które zdobyły po około jednej ósmej miejsc w parlamencie.

Zdaniem naszych rozmówców, ma to dużo większe znaczenie niż rozczarowanie tych, którzy liczyli, że Fed zasugeruje nie trzy, lecz cztery podwyżki stóp procentowych w 2017 r. I wcale nie dlatego, że Geert Wilders miałby szansę stworzyć koalicję rządzącą w rozdrobnionym holenderskim parlamencie (mandaty zdobyło prawdopodobnie 13 partii).

— Rynek w zasadzie nie obawiał się przejęcia władzy przez Geerta Wildersa. Obawiał się, że jego zwycięstwo będzie miało wymiar symboliczny — podkreśla Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego. Okazało się jednak, że ośrodki badania opinii publicznej dość trafnie przewidywały poparcie dla poszczególnych sił politycznych Holandii. To zaś przekłada się na wiarę w sondaże z Francji, gdzie o urząd prezydencki zabiega Marine Le Pen, a sondaże nie dają jej szans na zwycięstwo.

— Wyniki wyborów w Holandii obniżają ryzyko przed wyborami we Francji, bo widać, że sondaże właściwie pokazują poparcie dla eurosceptyków — zaznacza Konrad Białas, główny ekonomista DM TMS Brokers.

— Tym, co będzie wpływać teraz na kierunki ruchu indeksów giełdowych i walut, są czynniki płynące stricte z gospodarki, czyli dane makroekonomiczne i działania banków centralnych. Mimo że na jesieni odbędą się wybory w Niemczech, wpływ polityki na notowania będzie z każdym dniem coraz mniejszy. Jedynym czynnikiem politycznym, jaki może się liczyć, są działania administracji Donalda Trumpa — dodaje Marcin Kiepas, analityk niezależny.

Wiara w stymulację gospodarki przez amerykański rząd maleje jednak z dnia na dzień. Rafał Sadoch z mBanku nie wierzy, że swoje programy stymulacyjne Donald Trump wprowadzi w życie w 2017 r. Także Konrad Białas zauważa, że na razie cisza o inwestycjach infrastrukturalnych za oceanem.

Zdyskontowane dobre otoczenie

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Ogólnie otoczenie gospodarcze sprzyja rynkom akcji. Nasi rozmówcy podkreślają jednak, że może być to nieco złudne. — Z jednej strony mamy odbicie w globalnym wzroście gospodarczym. Z drugiej banki centralne, które — tak jak Fed — powoli zaostrzają politykę monetarną, albo takie, które — jak NBP czy Europejski Bank Centralny — nie robią nic. Natomiast rynki akcji bardzo dużo dobrych wieści już zdyskontowały. Dojrzały do korekty, nawet taktycznej — komentuje Mariusz Adamiak.

— Okres dobrej koniunktury po wyborach w Stanach Zjednoczonych powinien się skończyć, a na horyzoncie nie widać nowych czynników, które mogą pociągnąć giełdy do góry. Zakładam, że WIG20 przekroczy 2300 pkt., ale trzeba się wtedy będzie zastanowić nad realizacją zysków przed wiosenną korektą, po której widziałbym jeszcze jedną falę wzrostową, bazującą na psychologii tłumu, tzn. akcje potaniały, więc warto je kupić — dodaje Marcin Kiepas.

Jego zdaniem, na koniec roku WIG20 będzie w okolicach 2000 pkt. Impulsem do definitywnej przeceny będą rosnące problemy gospodarek wschodzących z obsługą długów dolarowych, co natomiast będzie konsekwencją wzrostu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. — Obecnie o tym się nie mówi. Podobnie ucichł temat Chin — rzuca Marcin Kiepas.

— Chiny mają dobry początek roku, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Ale widać, że jest on ciągnięty za uszy przez rządowe programy infrastrukturalne — tłumaczy Mariusz Adamiak. Konrad Białas uważa wręcz, że polskie banki są już drogie, a indeks WIG20 poszedł ostatnio do góry przez zakupy „benchmarkowe” związane z udziałem polskich spółek w indeksach MSCI. Uważa też, że nie wygasły lokalne, polskie rodzaje ryzyka politycznego.

— Póki jest dobrze, powinniśmy podążać za trendami globalnymi. Ale gdy tylko globalnie pojawią się czarne chmury, skala spadków indeksu WIG20 będzie większa niż indeksów DAX, S&P; 500 czy indeksów rynków wschodzących — podkreśla Konrad Białas.

Status quo na euro i franku

Jeśli chodzi o rynek walut, to nasi rozmówcy są dość zróżnicowani w prognozowaniu relacji EUR/USD. Większość zakłada umocnienie euro. Rafał Sadoch i Marcin Kiepas obstawiają, że na koniec roku kurs będzie wynosił 1,15. Konrad Białas — 1,10.

— Osłabienie dolara jest krótkotrwałe. Na koniec roku EUR/USD znajdzie się w okolicach parytetu — oponuje Mariusz Adamiak. Różnice zdań względem głównej pary walutowej nie przeszkadzają jednak w dość zgodnym prognozowaniu kursu złotego względem euro. Nasi rozmówcy widzą euro po 4,30-4,45 zł. Jedynie Rafał Sadoch jest gotów rozważać 4,20 zł za euro, ale jak sam przyznaje, istnieje ryzyko, że będzie drożej. Frank szwajcarski powinien się utrzymywać powyżej 4 zł, nie przekraczając jednak 4,10 zł. Są to więc poziomy ciut wyższe od obecnych.

— Dopiero pod koniec 2017 r. frank może zejść poniżej 4 zł. Przy głównej stopie procentowej na poziomie 1,5 proc. złoty jest jednak zupełnie nieatrakcyjny dla inwestorów, więc nie ma dużego potencjału do umocnienia — uważa Konrad Białas. Na wzrost stóp procentowych w wyniku decyzji Rady Polityki Pieniężnej (RPP) nie ma zaś co liczyć. Nie tylko dlatego, że RPP wysyła takie sygnały.

— Polscy eksporterzy borykają się z rosnącymi kosztami będącymi konsekwencją wzrostu płac. Z punktu widzenia firm, które lokują za granicą, znaczna część sprzedaży to istotny problem wpływający na utrzymanie rentowności. Myślę więc, że RPP, biorąc pod uwagę równowagę i rozwój całej gospodarki, nie będzie reagować nerwowo na pojawianie się czynników mogących skłaniać do podwyżek stóp procentowych. Z punktu widzenia równowagi makroekonomicznej utrzymanie kursu euro na poziomie 4,30- -4,50 zł to dobra rzecz — wyjaśnia Mariusz Adamiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu