Liczna grupa pracowników pikietowała wczoraj centrum szkoleniowo-konferencyjne warszawskiej Fabryki Samochodów Osobowych (FSO). Miejsce na pikietę wybrano nieprzypadkowo. W auli odbywało się walne. Akcjonariusze, w tym główny właściciel spółki — ukraińskie Ukravto, mieli przegłosować m.in. uchwałę zatwierdzającą obniżkę wynagrodzeń i wypowiedzenie układu zbiorowego. Mimo protestów załogi, uchwała została przegłosowana. Zarząd tłumaczy, że był to niezbędny krok, bo wysokie koszty funkcjonowania fabryki — w tym koszty wynagrodzeń — odstraszają firmy, które mogłyby ulokować produkcję nowych samochodów na Żeraniu.
— Prowadzimy obecnie w tej sprawie rozmowy z kilkoma firmami spoza Europy. Z jedną z nich rozmowy są bardziej zaawansowane — twierdzi tajemniczo Janusz Woźniak, prezes FSO.

Autozamieszanie
Sytuacja zakładu (kolejny raz w ostatnim dziesięcioleciu) jest dramatyczna. Według danych firmy Samar, tegoroczna produkcja samochodów na Żeraniu spadła o ponad połowę. Do końca maja powstało tylko 15,5 tys. aut. W firmie ogłaszane są przerwy produkcyjne. Wczoraj fabryka też nie pracowała, bo według prezesa Woźniaka około 500 osób wzięło urlop na żądanie, by wziąć udział w pikiecie. Obecnie firma produkuje w zasadzie jeden kompletny samochód: chevrolet aveo. Prawa do jego produkcji wygasają jednak z końcem 2011 r. Poza tym FSO wytwarza jeszcze wysyłane na Ukrainę zestawy do produkcji lanosa. Sama produkcja lanosa została przeniesiona dwa lata temu przez właściciela FSO na Ukrainę. W tym związkowcy zakładu upatrują jedną z przyczyn kłopotów zakładu.
— Skończyła nam się licencja. Poza tym auta z przestarzałym silnikiem nie mogliśmy już w Polsce sprzedawać, a na inwestycje w nowy napęd nie było nas stać — tłumaczy Janusz Woźniak.
Grożą strajkiem
Odpiera też zarzuty stawiane przez związkowców, którzy twierdzą, że główny akcjonariusz nie wywiązuje się ze zobowiązań inwestycyjnych dotyczących wielkości produkcji i stanu zatrudnienia (wczoraj pisaliśmy o apelu, jaki w tej sprawie pracownicy wysłali do premiera Donalda Tuska).
— Co roku te kwestie bada audytor i nic takiego nie stwierdził. Co więcej, nasz właściciel bierze aktywny udział w staraniach ulokowania na Żeraniu produkcji nowych aut. Na walnym przedstawiciele Ukravto wyrazili także zgodę, by pieniądze z wydzierżawionych lub sprzedanych przez nas terenów fabrycznych — a tych mamy dużo — wpływały na nasze konto i mogły być wykorzystywane na bieżącą działalność — zapewnia prezes Woźniak.
Tymczasem związki są coraz bardziej zdesperowane. Poza wysłaniem listu do premiera wczoraj wręczyli szefowi rady nadzorczej (z ramienia Ukravto) petycję. Domagają się w niej wycofania się z decyzji dotyczącej wypowiedzenia układu zbiorowego i obniżki płac. Chcą też, by Ukraińcy zaprezentowali "prawdziwe zamiary" wobec fabryki. Grożą, że jeśli ich postulaty płacowe nie zostaną zrealizowane, wejdą w spór zbiorowy. W grę wchodzi także strajk.