Zarządzający strefami nie mają łatwego życia

Marta Sieliwierstow
opublikowano: 17-11-2009, 00:00

We wszystkich 14 strefach w Polsce w rekordowych latach 2006-07 firmy zainwestowały po około 10 mld zł.

We wszystkich 14 strefach w Polsce w rekordowych latach 2006-07 firmy zainwestowały po około 10 mld zł.

Od pewnego czasu Specjalne Strefy Ekonomiczne, a raczej ich zarządcy mają pod górkę. Kryzys gospodarczy zmniejszył zainteresowanie inwestorów rozpoczynaniem nowych projektów. Dodatkowych trudności przysporzył brak przepisów dotyczących planów rozwoju SSE, stare przestały obowiązywać 5 sierpnia 2009 r. Nowe weszły w życie dopiero 9 października 2009 r. Brak planów powodował, że przez ten czas zarządzający SSE nie mogli wydawać nowych zezwoleń na działalność, bo brakowało podstawy prawnej do prowadzenia rokowań.

— Projektów inwestycyjnych jest w tym roku zdecydowanie mniej niż w latach poprzednich. Dlatego dodatkowe utrudnienia dla inwestorów są bardzo ryzykowne, może to być bowiem zawsze argument za tym, żeby projekt inwestycyjny wycofać z Polski czy też ograniczyć jego wielkość — uważa Tomasz Konik z Deloitte.

Jednak, jak zapewniają przedstawiciele Państwowej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ), mimo to specjalne strefy ekonomiczne świetnie poradziły sobie w czasie kryzysu. Spadek inwestycji na ich terenie jest mniejszy, niż obawialiśmy się na początku kryzysu — podkreślają.

Początkowo Specjalne Strefy Ekonomiczne miały działać jedynie do 2012 r., za zgodą Unii Europejskiej okres ten został wydłużony do 2017 r., a w ostatnich miesiącach zapadła decyzja o przedłużeniu terminu funkcjonowania stref do 2020 r. Ale czy to już naprawdę ostatnie słowo w tej sprawie — czas pokaże.

— Kiedy do końca działalności stref zostało 10 lat, zarówno przedsiębiorcy, jak i zarządcy powinni się zastanowić, jaki typ inwestycji ma teraz największe szanse powodzenia. W przypadku inwestycji kapitałochłonnych, które wymagają wybudowania fabryki, uruchomienia linii produkcyjnej itp., zanim przedsiębiorstwo zacznie zarabiać, może minąć kilka lat, a dopiero wtedy będzie mogło skorzystać ze zwolnienia z podatku dochodowego, czyli odnieść wymierne korzyści z funkcjonowania w strefie — zauważa Agnieszka Kobak z DLA Piper.

Z badań przeprowadzonych przez Deloitte w maju 2009 r. wynika, że aż 77 proc. firm działających w SSE uważa, że obecne kryteria włączania do nich terenów prywatnych są nie do zaakceptowania.

Agnieszka Kobak wyjaśnia, że aby włączyć teren prywatny do specjalnej strefy ekonomicznej, inwestor musi zagwarantować poniesienie określonych nakładów inwestycyjnych czy też utworzenie określonego minimum nowych miejsc pracy. Wysokość wymaganych nakładów zależy od stopy bezrobocia na danym terenie.

— Ministerstwo Gospodarki jest świadome problemu. Pojawił się nawet projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie kryteriów, których spełnienie umożliwia objęcie niektórych gruntów specjalną strefą, jednak został on zablokowany i zdjęty z porządku obrad Rady Ministrów — tłumaczy Tomasz Konik.

Choć strefom zostało jeszcze tylko 10 lat życia, to może to być aż 10 lat, które przyniosą kolejne inwestycje, nowe miejsca pracy i inwestycje liczone w miliardach — choćby dlatego warto wykorzystać ten czas jak najlepiej i nie tracić go na zbędną biurokrację.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Sieliwierstow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu