Zarządzanie zostawmy zarządom

Andrzej Mikosz
01-09-2003, 00:00

Wyrażenie „corporate governance” stało się w ostatnim czasie jednym ze słów-wytrychów, służących do uzasadniania różnych racji w konfliktach w spółkach publicznych. Zdarza się, że w realizacji jakiegoś modelu dobrych praktyk władztwa korporacyjnego upatruje się leku na całe zło związane z niską wyceną spółek giełdowych. Pojawiają się tendencje do przejmowania odpowiedzialności za strategiczne i operacyjne zarządzanie spółkami przez inwestorów finansowych. Tym czasem polskie firmy giełdowe to w większości spółki kontrolowane, gdzie interes inwestora spotyka się z interesem przedsiębiorcy.

Czym grozi takie jednostronne podejście do rzeczywistości, w sposób dobitny pokazał przykład pewnej znanej niegdyś flagowej spółki warszawskiej giełdy. Od kilku lat władzę w tej spółce przejęli inwestorzy finansowi. Czy te „rządy inwestorów finansowych” przyniosły korzyść tymże inwestorom?...

Polskie spółki istnieją w pewnym napięciu — konflikcie perspektywy, istniejącym między przedsiębiorcą a inwestorem. Przedsiębiorca — o ile nie jest hochsztaplerem — zainteresowany jest długofalowym zwiększeniem wartości swojego przedsiębiorca. Podejmuje ryzyko. Zgadza się nawet na czasową utratę wartości akcji czy przejściowo na niezbyt zachęcające wyniki finansowe. Inwestor patrzy na swoją inwestycję inaczej. Interesuje go raport kwartalny, wzrost wartości akcji liczony od daty ich zakupu do najbliższej daty wyjścia lub stały wpływ dywidendy.

Dlatego wykorzystywanie uprawnień, przyznawanych Inwestorom, musi odbywać się ze świadomością różnicy w podejściu do biznesu różnych osób. Przedsiębiorca zaakceptuje na przykład konieczność ustanowienia zastawu na posiadanych przez niego akcjach w spółce publicznej, dla udzielenia zabezpieczenia dla kredytu udzielonego tej spółce. Inwestor takiego ryzyka i takiej decyzji nie podejmie. I to jego prawo.

Przedsiębiorca oczekuje, że skoro ponosi inne ryzyko związane z działalnością spółki (często nie jest mu tak łatwo sprzedać swojego pakietu na giełdzie), to inwestor zaakceptuje jego zwiększony wpływ na zarządzanie spółką. Absolutyzowanie uprawnień inwestorów wcale nie musi prowadzić do rezultatów upragnionych przez tychże — stałego wzrostu wartości inwestycji. Istnieją przecież takie spółki jak Michelin, która będąc spółką komandytowo-akcyjną, zatem firmą z minimalnym wpływem inwestorów na zarządzanie, daje swoim akcjonariuszom zwrot na kapitale, czy Porsche AG, gdzie spółka (czytaj: — rodzina Porsche) odmówiła publikowania raportów kwartalnych, informując, że nie jest zainteresowana inwestorem, który swoją inwestycję rozpatruje w horyzoncie trzymiesięcznym.

Wydaje się, że istotą praw inwestora i corporate governance „a la polacca” powinno być prawo do trzymania nogi na hamulcu i do czystej, przejrzystej polityki informacyjnej spółki. Każdy inwestor powinien być także równo traktowany tam, gdzie w grę wchodzi prawo do zysku i majątku spółki, z przedsiębiorcą włącznie. Natomiast zarządzanie zostawmy przedsiębiorcom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Mikosz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Zarządzanie zostawmy zarządom