Zaskoczenie: Marszałek polny niespodziewanie dostaje szlify. I od razu rusza do szarży

AdS
opublikowano: 25-05-2007, 00:00

FAKTY

Ludwik Dorn został marszałkiem Sejmu i od pierwszych dni urzędowania rozpoczął wojnę. I to na kilku różnych frontach. Z dziennikarzami — bo chce ograniczyć ich swobodę poruszania się po gmachu Sejmu, i z Trybunałem Konstytucyjnym,

któremu bardzo chciał uniemożliwić wydanie wyroku w sprawie lustracji przed graniczną datą 15 maja.

PRZYCZYNY

Bracia Kaczyńscy nie mogli dopuścić, by stanowisko drugiej osoby w państwie zajął ktoś, kto okazałby się tak niewierny jak Marek Jurek. Musiał to być ktoś z najbliższych i najbardziej zaufanych. Niemal pewnym kandydatem był Zbigniew Wassermann, koordynator służb specjalnych. Po tragicznym finale zatrzymania byłej minister Barbary Blidy kandydatura Wassermana zblakła. I padło na Dorna.

SKUTKI

Jeżeli Ludwik Dorn nie powściągnie swego (bez złośliwości — wielkiego) talentu oratorskiego, posiedzenia Sejmu mogą być jeszcze bardziej burzliwe niż dotychczas. Pierwsze posunięcia marszałka wskazują, że nie traktuje swej funkcji tytularnie i zamierza być bardziej aktywnym graczem na scenie politycznej niż jego poprzednicy. A ponieważ polityczna wojna trwa, można go uznać nawet za marszałka polnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AdS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu