Nie zgrywaj milionera. Bądź nim naprawdę

opublikowano: 02-07-2019, 22:00
aktualizacja: 27-09-2021, 09:59

Gromadzenie majątku ma niewiele wspólnego z twoimi dochodami, a ma dużo wspólnego z twoją skłonnością do oszczędzania.

W bestsellerze „Potęga pieniądza“ Morgan Housel, wspólnik Collaborative Fund, firmy venture capital, wspomina, jak w pierwszej dekadzie XXI w. pracował w Los Angeles jako osoba odprowadzająca samochody na parking. W jego pamięci zapisał się facet jeżdżący porsche, któremu nadał imię Roger. Oczywiście, uchodził go za bogacza. Aż pewnego razu przyjechał starą hondą. Tak samo było w następnym i kolejnym tygodniu.

„Co się stało z porsche?“ – spytał Morgan, a zdetronizowany król życia bez odrobiny zażenowania wyjaśnił, że brykę zabrał mu bank, gdy przestał spłacać raty kredytu. Gość kierował się zasadami „zastaw się, a postaw się” i „kup teraz, zapłać później“. Świat jest pełen takich Rogerów, o czym świadczą rejestry dłużników i bankrutów.

Dla lansu:
Dla lansu:
Jest wiele powodów, dla których ludzie pakują się w biedę. Jeden zdecydowanie się wyróżnia: pławienie się w luksusie i konsumpcja na pokaz.
Adobe Stock

Gdy biedni się dorabiają...

Skąd się bierze bogactwo? Na pewno nie z pożyczania pieniędzy. A może „najważniejsze w życiu to dobrze wybrać sobie rodziców“, jak mawiał Oscar Wilde. Pamiętacie anegdotę o tym, jak John D. Rockefeller doszedł do swojej fortuny? Kiedyś znalazł na ulicy ziemniaka. Upiekł go na ognisku i sprzedał. Za zarobione pieniądze kupił dwa ziemniaki i je również sprzedał. Operację powtórzył wiele razy, a potem… potem dostał duży spadek. Śmieszne, ale czy prawdziwe?

Marka o niczym nie świadczy

Ktoś, kto jeździ samochodem wartym 100 000 dolarów, może być zamożny. Ale jedyną informacją, jaką posiadasz na temat jego majątku, jest to, że ma on o 100 000 dolarów mniej niż miał, zanim kupił ten samochód (albo że jego zadłużenie wzrosło o tę kwotę). To wszystko, co wiesz o tym człowieku.

Morgan Housel
wspólnik Collaborative Fund i dziennikarz biznesowy w książce „Potęga pieniądza. Ponadczasowe lekcje o bogactwie, chciwości i szczęściu“

Z jednej strony w Ameryce i innych krajach rozwiniętych mobilność społeczna jest ostatnio zatrważająco niska, co oznacza, że bez wsparcia rodziny coraz trudniej piąć się po drabinie materialnej i zawodowej. Z drugiej – ciągle pojawiają się nowi tzw. self made milionerzy, czyli menedżerowie, przedsiębiorcy, inwestorzy, którzy do wielkich pieniędzy doszli sami.

Według badań dr. Thomasa Stanleya, socjologa z Atlanty (USA), autora książek „Sekrety amerykańskich milionerów” i „Przestań zgrywać milionera. Lepiej nim zostań”, aż 82 proc. milionerów dorobiło się majątku, startując od zera. Nie ma jednak wśród nich zbyt wielu absolwentów Harvardu tudzież innych renomowanych szkół. Są natomiast niepozorni pracusie bądź spryciarze po lokalnych koledżach, często bez studiów wyższych, żyjący znacznie skromniej, niż pozwalają im na to zasoby. Mogłoby się wydawać, że na liście amerykańskich krezusów znajdują się głównie prominentni adwokaci, lekarze, architekci, przedstawiciele show-biznesu i inni farciarze zarabiający ponad 1 mln USD rocznie. Nic bardziej mylnego. Tylko 8 proc. przedstawicieli tej grupy to milionerzy. Natomiast zarobki statystycznego milionera wynoszą… 140 tys. dolarów rocznie.

Paradoks? Bynajmniej. Im więcej zarabiamy, tym bardziej się zadłużamy – to jednostki o skromnych dochodach ostrożniej korzystają z kredytów, sklepowych okazji, a także są bardziej skłonne do odkładania na czarną godzinę.

... elita stwarza pozory

Skąd zainteresowanie dr. Stanleya milionerami? Jego ojciec dostarczał gazety mieszkańcom dwóch dzielnic: w pierwszej, którą nazywał niebieską, dominowali robotnicy i niższa klasa średnia, druga, którą określał jako białą, należała do klasy średniej i wyższej. O dziwo „niebiescy” klienci bardziej byli skłonni płacić na czas, dawać napiwki i świąteczne premie. O „białych” mówiło się natomiast, że są zbyt wyniośli lub chciwi, by uczciwie nagradzać roznosicieli prasy.

Ojciec Thomasa Stanleya doszedł do innego wniosku: uchodzący za bogatych żyją ponad stan, a ich notoryczny brak gotówki bierze się z wysokich kosztów utrzymania domów, samochodów i innych luksusów. Skromni mieszkańcy „niebieskiej” dzielnicy często wydają mniej, niżby mogli, w rezultacie zawsze mają trochę grosza przy duszy.

Od zera do milionera
82proc.

Tylu milionerów w USA dorobiło się bogactwa, zaczynając od zera – swój majątek zawdzięczają swojej pracy i przedsiębiorczości, a nie bogatej rodzinie czy wygranej na loterii.

W dorosłym życiu Thomas Stanley przeprowadził wiele badań, aby zweryfikować teorię swojego ojca gazeciarza. Musiał przyznać mu rację. Wyliczył, że właścicielami 86 proc. aut prestiżowych marek są niemilionerzy. Co innego wyglądać na milionera, a co innego być nim naprawdę. Szczególnie dzisiaj, w dobie mediów społecznościowych, łatwo tworzyć coś, co psychologowie nazywają iluzją cyfrowej szczęśliwości – pokazywać sukcesy, osiągnięcia i status, którego faktycznie nie mamy. Jeśli kolega z pracy spędził urlop na Majorce, my musimy go przebić wakacjami na Malediwach. Tak nakręca się spirala niepotrzebnych wydatków i pożyczek, a naszych znajomych i tak nie obchodzą nasze zdjęcia z bajkowej plaży. Jak przekonuje „Washington Post”: „Jest mnóstwo słów, żeby opisać przyczyny kłopotów finansowych wielu ludzi, ale jedno zdecydowanie się wyróżnia: udawacze”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane