Czytasz dzięki

Zawiał wiatr od morza

Projekt ustawy przewiduje m.in. dwa typy wsparcia, nowy podatek i obowiązek sięgania po lokalne materiały i dostawców.

Długo oczekiwany projekt ustawy wspierającej rozwój morskich farm wiatrowych ujrzał w środę światło dzienne. Opublikowało go Ministerstwo Aktywów Państwowych odpowiedzialne za regulacje energetyczne. W środę ruszyły też konsultacje publiczne projektu.

Wiatrowcy doczekali się przepisów. Na polskiej części Bałtyku
jeszcze nic się nie kręci. Zainteresowanie jest jednak duże, ale inwestorzy
czekają na specjalne przepisy. Teraz dostali ich projekt.
Zobacz więcej

ALE SIĘ ZAKRĘCI:

Wiatrowcy doczekali się przepisów. Na polskiej części Bałtyku jeszcze nic się nie kręci. Zainteresowanie jest jednak duże, ale inwestorzy czekają na specjalne przepisy. Teraz dostali ich projekt. Fot. Bloomberg

— Na szczegółowe analizy przyjdzie jeszcze czas. Rozpoczynamy szeroką i skonkretyzowaną dyskusję o kluczowej roli, jaką odegrają wiatraki na Bałtyku w zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa energetycznego w procesie transformacji — mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Różnicowe wsparcie

Najważniejszym elementem projektu jest propozycja modelu wsparcia dla morskich wiatraków. Będą dwa rodzaje tego wsparcia: dla farm już zaawansowanych w przygotowaniach do budowy oraz dla projektów. Pierwsze dostaną wsparcie w drodze administracyjnej od prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, drugie, po 2023 r., w drodze aukcji.

Model wsparcia oparty jest na kontrakcie różnicowym odnoszącym się do aktualnej ceny energii. W projekcie jest też mowa o specjalnym podatku od morskich farm wiatrowych, a także o obowiązkach związanych z korzystaniem w trakcie budowy z materiałów i usług lokalnych. Ma to stymulować branżę związaną z sektorem morskiej energetyki wiatrowej oraz pokrewne, np. stoczniową.

Luka straszy

Rząd chce wspierać morskie farmy wiatrowe m.in. ze względu na zobowiązania dotyczące udziału energii odnawialnej w produkcji prądu (do 2030 r. przewiduje się wzrost udziału OZE do około 27 proc.), a także ze względu na ryzyko wystąpienia niedoboru mocy.

„Już w 2016 r. operator sieci przesyłowej zdiagnozował ryzyko wystąpienia tzw. luki generacyjnej. Ryzyko wystąpienia tego zjawiska potwierdził również prezes URE. Morskie farmy wiatrowe są jedyną wielkoskalową, a przy tym zeroemisyjną technologią wykorzystującą odnawialne źródła energii, która ma potencjał w znaczącym stopniu przyczynić się do mitygacji ryzyka wystąpienia niedoborów mocy” — czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy.

Po podobne argumenty sięga PSEW.

— Rozwój farm wiatrowych na Bałtyku przyczyni się do zminimalizowania ryzyka wystąpienia niedoborów mocy i pomoże w transformacji polskiej gospodarki — mówi Janusz Gajowiecki.

Cieszy go też, że sektor będzie miał możliwość zbudowania rodzimego łańcucha wartości dostawców i poddostawców.

— Zwłaszcza że już ponad 100 firm polskich ma olbrzymie doświadczenie w projektach realizowanych za granicą — dodaje Janusz Gajowiecki.

Polskie morze przyciąga

Projekt Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r. przewiduje, że do tej daty wiatraki na polskiej części Bałtyku osiągną moc około 10 GW. Trzy najbardziej zaawansowane projekty mają ponad 2,5 GW zainstalowanej mocy. W morski wiatr zainwestowały już m.in. PGE, Polenergia w parze z Equinorem, PKN Orlen, EDPR i RWE, a zainteresowane są m.in. Tauron i Enea, a także Michał Sołowow, najbogatszy Polak.

W raporcie europejskiego stowarzyszenia WindEurope „Our energy, our future” oszacowano polski potencjał morskiej energetyki wiatrowej na Morzu Bałtyckim na poziomie 28 GW, co stanowi jedną trzecią możliwych do zainstalowania w nim mocy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane