Pracowali w handlu. Gdy tylko udało się im zaoszczędzić trochę gotówki na rozkręcenie własnego biznesu, nie wahali się ani chwili.
Bracia Aleksander, Sławomir i Dariusz Bąkowscy m.in. sprzedawali sprzęt przeładunkowy na niewielką skalę. Marzyło im się własne, prężnie działające przedsiębiorstwo, więc w 1992 roku założyli Wandalex. Zdecydowali, że rodzinna firma będzie działała w branży środków transportu wewnętrznego.
— Byliśmy pewni, że po transformacji ustrojowej i otwarciu się drzwi dla tzw. prywatnej inicjatywy przybędzie nie tylko nowych przedsiębiorstw, ale też magazynów niezbędnych do przechowywania rosnącej liczby towarów handlowych — zaznacza Sławomir Bąkowski.
Zaczęli sprzedawać wózki widłowe i regały magazynowe sprowadzane ze Skandynawii. Zagranicznych dostawców poznali przypadkiem.
— W firmach, od których kiedyś kupowaliśmy towar, spotykaliśmy ludzi zajmujących się dostarczaniem wyposażenia magazynowego. Od słowa do słowa... i zostaliśmy znajomymi. A kiedy założyliśmy własny interes, od razu wiedzieliśmy, do kogo się zgłosić po wózki i regały — wspomina Dariusz Bąkowski.
Czasem warto ryzykować
Produkty sprzedawane przez Wandalex cieszyły się dużym zainteresowaniem. W drugiej połowie lat 90. firma była o krok przed konkurencją.
— Wówczas logistyka magazynowa była w Polsce pojęciem mało znanym. Wcześniej niż inni doceniliśmy jej znaczenie. Opłaciło się — mówi Dariusz Bąkowski, współwłaściciel Wandaleksu.
W 1995 roku bracia Bąkowscy przekształcili Wandalex w spółkę akcyjną. Chcieli, aby poznała ich cała Polska.
— Postawiliśmy na ogólnopolską sieć sprzedaży. W 1998 roku działało już siedem oddziałów handlowych w głównych ośrodkach przemysłowych — Poznaniu, Kielcach, Wrocławiu, Gdańsku, Łodzi, Katowicach i Szczecinie — dodaje Marek Skrzeczyński, prezes spółki.
Dzięki temu Wandalex stopniowo zwiększał swój udział w rynku poszczególnych produktów magazynowych. Firma zaczęła sprowadzać urządzenia z Korei, Czech, Włoch i Irlandii. W 1999 roku stanęła jednak przed dylematem — czy iść do przodu i produkować na własną rękę, czy zostać nadal dystrybutorem? Bąkowscy postawili na rozwój. I znów pytanie — kupić zakład produkcyjny, czy od podstaw budować własny? Wybrali pierwszą możliwość. I tak w 2000 roku Wandalex kupił od skarbu państwa Zakład Urządzeń Transportowych w Zgierzu koło Łodzi.
— To nie tylko przedsiębiorstwo, ale ludzie, technologiczna wiedza i park maszynowy. Przekonująca była też lokalizacja w samym sercu Polski w pobliżu rozwijającej się infrastruktury komunikacyjnej — twierdzi Michał Okoń, pełnomocnik zarządu ds. PR.
Co branża — to obyczaj
Bąkowscy tchnęli w stary zakład nowe życie. Firma zajęła się ulepszaniem produktów wytwarzanych przez poprzedniego właściciela. Głośne wózki widłowe oraz ciężkie stalowe regały magazynowe zamieniła na ciche, lekkie i nowoczesne sprzęty. Musieli być elastyczni. Wiedzieli, że w każdej branży liczą się inne gabaryty — producent rajstop potrzebuje innych urządzeń niż dystrybutor części samochodowych. Dlatego do każdego zamówienia podchodzili indywidualnie.
— Sami do tego nie doszliśmy; często podpowiadali klienci. Razem pracowaliśmy nad innowacjami i rozwiązaniami, dzięki którym nasz sprzęt ułatwiał pracę i był prosty w obsłudze — uśmiecha się Marek Skrzeczyński, prezes Wandaleksu.
Dziś Wandalex to nie tylko dystrybutor i producent. Od 2006 roku firma zajmuje się tworzeniem magazynów — począwszy od audytu logistycznego i projektowania przez ich budowę i wyposażenie.
— Możemy pochwalić się instalacją ponad 2 mln miejsc paletowych w magazynach i tym, że wózki oznaczone marką Wandalex pracują w ponad 1600 przedsiębiorstwach — tłumaczy Michał Okoń.
Od 2000 roku Wandalex jest spółką publiczną notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.



