Zbliża się koniec Matrasa

13-09-2017, 22:00

Prezes i większościowy akcjonariusz znanej sieci księgarni wywiesił białą flagę, a sąd umorzył jej postępowanie sanacyjne

Krzysztof Gołąb, zarządca sądowy Matrasa, złożył wniosek o umorzenie postępowania sanacyjnego, które ruszyło zaledwie trzy miesiące wcześniej — ujawniliśmy w lipcu w „PB”. Rozpatrujący sprawę sąd nie miał wątpliwości: druga pod względem wielkości sieć księgarni w Polsce nie ma szans na uzdrowienie. Teraz Matrasa czeka upadłość, pod warunkiem jednak, że… będzie go na nią stać.

Wolta szefa

Dotarliśmy do protokołu z rozprawy, na której rozstrzygano o losach Matrasa. Zarówno Krzysztof Gołąb, jak jego pełnomocnik podkreślali przed sądem, że zostały spełnione wszystkie przesłanki umorzenia postępowania sanacyjnego, a spółka „nie ma czym handlować”, „nie ma skąd wypłacać środków z uwagi na prawie zerowy stan masy spółki” oraz „ciągle pogłębia swoje zadłużenie (o 3-4 mln zł miesięcznie)”.

Wniosek zarządcy poparli obecni na rozprawie wierzyciele (poza obsługującym spółkę bankiem Credit Agricole) i… Rafał Wietrzyk, pełnomocnik prezesa Matrasa, który stwierdził, że „w okresie wakacyjnym obroty spółki drastycznie spadły” i posiada ona „zbyt duże zobowiązania powstałe po otwarciu sanacji”. To stanowisko może zaskakiwać. Jeszcze 21 lipca 2017 r. Jerzy Kowalewski, prezes i większościowy akcjonariusz Matrasa, pisał do sądu, że chce kontynuowania restrukturyzacji. Przekonywał, że toczą się „intensywne rozmowy” z inwestorami, którzy mają przejąć część księgarni, oraz z wierzycielami, dotyczące zamiany długu spółki na akcje, dodając, że zaległości płatnicze są „naturalną konsekwencją licznych zobowiązań ciążących na spółce”, a „ewentualne opóźnienia są niewielkie”.

Rosnące długi

Te słowa nie wytrzymywały jednak starcia z rzeczywistością. Wbrew prawnemu obowiązkowi Matras nie regulował długów powstałych już po otwarciu sanacji (te sprzed niej, warte ponad 100 mln zł, miały być spłacone po zawarciu ewentualnego układu z wierzycielami). Już 18 lipca 2017 r. zadłużenie Matrasa z okresu po otwarciu sanacji sięgało prawie 7,5 mln zł, z czego 4,5 mln zł stanowiły długi, których okres wymagalności przekraczał miesiąc.

To irytowało zarówno podmioty wynajmujące Matrasowi lokale pod księgarnie, jak dostawców książek. I jedni, i drudzy wnosili do sądu skargi na zarządcę, który — ich zdaniem — tolerował fakt, że zadłużenie Matrasa, a tym samym straty wierzycieli, wciąż rosły. Do zarządcy systematycznie wpływały też liczne wezwania do zapłaty (około 600), nakazy zapłaty (ponad 70) i wypowiedzenia umów oraz wezwania do opróżnienia lokali lub zwrotu towarów (ponad 150).

Cudzy węgiel

Jedną z największych kości niezgody była sprawa nierealizowania przez Matrasa zwrotów książek, których nie jest właścicielem (chodzi o oddane „na przechowanie” oraz takie, za które sieć miała płacić po ich sprzedaży). W piśmie do sądu Firma Księgarska Olesiejuk porównała Matras w restrukturyzacji, który ani nie płacił za sprzedane książki, ani nie zwracał ich wydawcom, do jadącej lokomotywy, napędzanej cudzym węglem, który jest zużywany, a jego właściciele nie mają szans na uzyskanie zapłaty.

Zarządca miał wątpliwości, czy książki rzeczywiście stanowią własność dostawców, czy też są częścią masy sanacyjnej. Ostatecznie w lipcu przychylił się jednak do stanowiska wydawców i zwrot towarów ruszył. Nie na długo jednak. Pod koniec sierpnia został wstrzymany, bo powiązana z Jerzym Kowalewskim spółka Books Logistics (BL), prowadząca magazyn Matrasa, zażądała zapłaty kilkuset tysięcy złotych za świadczone usługi. Zarządca odmówił i wezwał BL, którego prezesem jest Krzysztof Kiwerski, 88-letni teść szefa Matrasa, do wznowienia procedury, grożąc zawiadomieniem do prokuratury. Jak jednak ustaliliśmy u wydawców — wciąż nie mogą doczekać się na zwrot wszystkich książek.

Tymczasem dla Matrasa kluczowe jest, jak szybko decyzja o umorzeniu sanacji się uprawomocni. Dopiero wówczas na wokandę będą mogły wrócić wnioski o upadłość. W ich rozpatrzeniu kluczowe będzie, czy sieć księgarni w ogóle stać na bankructwo. Kilka miesięcy temu tymczasowy nadzorca sądowy szacował koszty postępowania upadłościowego na co najmniej 6,9 mln zł, a majątek Matrasa na 27,3 mln zł. Zastrzegał jednak, że prawie wszystkie aktywa spółki są zabezpieczone, a zastawy opiewają łącznie na aż 189,6 mln zł. Po ich uwzględnieniu majątek Matrasa, według nadzorcy, topnieje do zaledwie 2,72 mln zł, a to może oznaczać, że Matrasa nie będzie stać na upadłość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Zbliża się koniec Matrasa