Zegarek, czyli...rozbrajacz zadęć

Ministerialne zegarki nie mają ostatnio dobrej passy, więc „Puls Biznesu” postanowił to zmienić. Pomogła WOŚP i nowy minister finansów

2085 zł — za taką kwotę nie sposób kupić zegarka Ulysse Nardin. Można jednak wylicytować... elektroniczne Casio. Wprawdzie używane, ale także z ministerialnej ręki. Jak? Wystarczyło wziąć udział w aukcji charytatywnej, z której dochód zasilił Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy (WOŚP), i walczyć do ostatniej minuty licytacji z rywalem o pseudonimie „mszczu”.

Okazało się, że za konkurentem „PB” nie stał cały budżet państwa i nazwisko właściciela zegarka — Mateusza Szczurka. Nowy minister finansów zarzekał się, że zbieżność nazw była przypadkowa i że o zegarek nie walczył też jego brat — Michał Szczurek. Ma on jednak swój udział w sprawie.

— To prezent od brata. Przywiózł go w 2010 r. z Bangkoku, gdzie przez kilka lat pracował — wyjaśniał Mateusz Szczurek, gdy pojawiliśmy się na ul. Świętokrzyskiej, by odebrać przedmiot pożądania kilkudziesięciu allegrowiczów.

Zegarek stał się jednak przedmiotem medialnym na kilka tygodni przed finałem WOŚP. Fotoreporterzy wypatrzyli go już w trakcie nominacji ministerialnych u prezydenta. Okazuje się, że mało atrakcyjny wygląd zegarka ma drugie dno.

— Sprawia mi przyjemność rozbrajanie pewnego zadęcia obecnego w niektórych kręgach — tłumaczył minister finansów.

Dlatego już wcześniej charakterystyczną tarczę, z uszkodzonymi klawiszami, mogli zobaczyć uczestnicy rady Ecofin czy spotkań OECD. Zegarek nie zawsze jednak był skryty pod koszulą i garniturem.

Zapalony kolarz Mateusz Szczurek zabierał go na dalekie wyprawy. Najdalej? Na malowniczą przełęcz Anzob w Tadżykistanie. Mylą się jednak ci, którzy sądzą, że obłupana tarcza to rezultat rajdu na dwóch kółkach. — To papuga — ujawniał minister.

O szczegóły nie pytamy, ale mówi to z pewną nonszalancją, więc zapewne ma więcej zegarków.

— Tak, kilka. W tym jeszcze jeden elektroniczny, pozłacany. Obiecałem sobie, że założę go, jak Polska wyjdzie z procedury nadmiernego deficytu — mówił Mateusz Szczurek. To może trochę potrwać, a ponieważ los ministrów często zależy od kaprysów premiera, postanowiliśmy oddać zegarek poprzedniemu właścicielowi.

Nie zmieniliśmy zdania, nawet gdy Mateusz Szczurek porównał nasze zachowanie do zwyczajów niektórych mieszkańców Azji. Choć przyznajemy, pokusa była duża. Pod klawiszem „memory” zostało kilka istotnych pinów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu