Zgaśnie motor funduszy

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 18-01-2011, 00:00

Od dwóch lat klienci TFI inwestują w rynek pieniężny i obligacje. A te przestaną dawać solidne zyski.

W 2010 r. klienci wpłacili do TFI 9,4 mld zł. Wybierali Union Investment, uciekali z Arki

Od dwóch lat klienci TFI inwestują w rynek pieniężny i obligacje. A te przestaną dawać solidne zyski.

Oby tak zawsze — myślą przedstawiciele TFI patrząc na dane o saldzie wpłat i umorzeń w 2010 r. Fundusze pozyskały 9,4 mld zł — wynika z danych Izby Zarządzającej Funduszami i Aktywami (po doliczeniu FIZ — wehikułów antypodatkowych — 12 mld zł). Wprawdzie skala napływu nie powala, bo w hossie tyle wpływało w ciągu dwóch miesięcy, to dynamika już tak — to cztery razy więcej niż rok wcześniej.

— Oczekiwaliśmy lepszej sprzedaży niż w 2009 r., ale nie aż takiej. Przekroczyliśmy plan o 300-400 mln zł — mówi Krzysztof Lewandowski, prezes Pioneer Pekao TFI.

Banki nie sprzedają

Ale tylko nieliczni mogą otwierać szampana.

— Sprzedaż została zdominowana praktycznie przez pięć TFI. To wynik zastoju w sieciach dużych banków, z grona towarzystw do nich należących tylko Pioneer Pekao miał dobry wynik. W bankach nie ma presji na sprzedaż, a doradcy nie są chętni, bo wciąż mają w głowach reakcje klientów z czasu spadków w 2008 r. — mówi Tomasz Publicewicz, prezes Analiz Online.

Drugi rok z rzędu rywali pobił na głowę Union Investment, do którego trafił co trzeci złoty wpłacony do funduszy. W czołówce są inne TFI niezwiązane z dużymi instytucjami: Idea, Quercus i Ipopema. Na trzecim stopniu podium uplasował się lider rynku — Pioneer.

Bestsellerem były fundusze bezpieczne — z szacunków Analiz Online wynika, że 6,2 mld zł wpłynęło do pieniężnych, 3,3 mld zł do obligacyjnych, a do akcyjnych około 700 mln zł.

— To spora zmiana. Wcześniej pieniądze płynęły tam, gdzie były najlepsze wyniki. Teraz, mimo że w latach 2009 i 2010 akcyjne miały najwyższe stopy zwrotu, to pieniądze do nich nie trafiały. Przeważała awersja do ryzyka — mówi Krzysztof Lewandowski.

Zabraknie paliwa

Na co TFI liczą w tym roku?

— Na co najmniej taką samą sprzedaż. Jest jednak kilka zagrożeń. Głównym jest to, że inwestorzy koncentrowali się na funduszach bezpiecznych, a one nie przynoszą już takich zysków, jak jeszcze rok temu. Klienci porównują je do lokaty: jeśli nie będą dawały więcej, nie będą już tak atrakcyjne — mówi Krzysztof Lewandowski.

I wówczas motor, który napędza sprzedaż TFI od dwóch lat, zgaśnie.

— Jeśli inwestorzy nie przezwyciężą awersji do ryzyka i nie skierują się do akcyjnych, to saldo może być nawet gorsze niż w ubiegłym roku — uważa Krzysztof Lewandowski.

Motor będzie dostawał mniej paliwa.

— Jedna trzecia ubiegłorocznej sprzedaży to napływ od firm, a one nie będą zainteresowane innymi produktami niż bezpieczne. TFI muszą się postarać, żeby pałeczkę przejęli inwestorzy indywidualni — zauważa Tomasz Publicewicz.

Zdaniem Krzysztofa Lewandowskiego, potrzebne jest kilka miesięcy bez złych wieści gospodarczych, by inwestorzy zwrócili się do akcji. Już widać optymizm.

— Aktywa naszego funduszu lewarowanego w krótkim czasie urosły z kilku do kilkudziesięciu milionów. Inwestorzy zaczynają iść na całość. Stawiamy na wzrost WIG o 10-20 proc. w tym roku, a wtedy można liczyć na napływ 10 mld zł — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Klienci kupują

Niektórzy uważają, że paliwa nie tylko nie zabraknie, ale będzie go więcej.

— Spodziewam się znacznie lepszej sprzedaży. Wygasa bardzo duża baza depozytowa. Inwestorzy będą widzieli coraz niżej oprocentowane lokaty i bardzo wysokie historyczne stopy zwrotu funduszy akcyjnych. W pierwszym roku hossy klienci obserwują, czy to trwałe zjawisko. Teraz za nami już dwa lata. Banki będą wspierały sprzedaż. Nie potrzebują już takiej poduszki bezpieczeństwa i będą wolały zamienić koszty na przychody — mówi Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds TFI.

Nie wszyscy w to wierzą.

— Banki wciąż zwracają uwagę na wskaźnik kredyty/depozyty. A ten w wielu jest blisko 100 proc., więc nie ma dużego miejsca na sprzedaż jednostek. Teraz to bardziej klienci chcą kupić niż bank im sprzedać. Zmasowanej akcji sprzedażowej nie ma się co spodziewać — mówi Sebastian Buczek.

Ale banki to niejedyne źródło zasilania.

— Nastąpi konwersja z funduszy bezpiecznych, bo fundusze obligacji nie będą już miały tak dobrych wyników. Takie zjawisko już obserwowaliśmy — w latach 2001-2002 fundusze obligacji zebrały dużo aktywów, a potem klienci przenosili się do akcyjnych — przekonuje Mariusz Staniszewski.

Oczekiwane podwyżki stóp procentowych przełożą się na lokaty — czy TFI wyrośnie rywal?

— Podwyżka stóp umocni złotego. Dzięki temu banki, które mają duże portfele kredytów walutowych, będą miały horrendalną nadpłynność i będą mogły uwolnić kilka miliardów depozytów dla sprzedaży funduszy — mówi Mariusz Staniszewski.

— Na podwyżkę stóp banki zareagują z opóźnieniem. Poza tym depozyty dają 4-5 proc. rocznie, tyle, co fundusz akcyjny zarabia w dobrym miesiącu. Najlepsze fundusze przyniosły 30 proc. zysku. Depozyty nie są konkurencją — dodaje Sebastian Buczek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane