Zgoda firm i warunki związków

MB
opublikowano: 2006-02-06 00:00

Przedsiębiorcy potrzebują pracowników ze Wschodu. Związkowcy wysuwają żądania.

Stanisław Wojdyła, prezes i właściciel Wojdyła-Budownictwo, Rabka Zdrój

Branża budowlana potrzebuje rąk do pracy. Brakuje zarówno fachowców i kadry kierowniczej, jak i robotników. Otwarcie granic spowodowało, że tylko do Irlandii, Anglii i Szwecji wyjechało za pracą kilkanaście tys. osób. Na deficyt wpływa też niewielki dopływ młodych adeptów budownictwa ze szkół. Młodzież coraz rzadziej kształci się w tym kierunku. A potrzeby branży rosną, bo realizuje się coraz więcej inwestycji. W ubiegłym roku zanotowano 10 proc. wzrostu w stosunku do 2004 r. Szacuje się, że ten rok zamknie się wzrostem na poziomie 20 proc. Z tych wszystkich powodów ułatwienie „importu” pracowników ze Wschodu jest bardzo dobrym pomysłem. Najlepszą dla przedsiębiorców metodą na ich pozyskiwanie jest podpisywanie kontraktów na świadczenie usług z firmami wschodnimi. Ideałem byłoby, gdyby przedsiębiorca zawierał umowy np. na roboty murarskie i ściągał np. z Ukrainy ekipę wraz z kierownikiem, a polskie urzędy zezwalałyby na „import” tylu osób, ilu potrzeba. Niezwykle istotne byłoby też uproszczenie procedur w urzędach pracy i zmniejszenie opłat za pozwolenia na pracę.

Jerzy Białasiński, dyrektor administracyjny, A. Hak, Przedsiębiorstwo Inżynieryjne, Łódź

Zapotrzebowanie na pracowników w budownictwie jest duże. Jednak sens ma tylko ściąganie ze Wschodu robotników i fachowców — murarzy, dekarzy, stolarzy. Obawiam się, że w przypadku kadry kierowniczej byłby problem z odpowiadającymi polskim normom uprawnieniami. Otwarcie granic na Wschód może być dużym ułatwieniem dla przedsiębiorców, ale wszystko zależy od tego, jak rząd rozwiąże sprawę procedur w urzędach i jakie ustali limity na „import” pracowników.

Zbigniew Janowski, przewodniczący Związku Zawodowego Budowlani

Potrzeby branży budowlanej są ogromne, więc pracownicy są niezbędni. Generalnie nie jesteśmy przeciwni, żeby w Polsce pracowali Ukraińcy, ale pod warunkiem że będą pracowali legalnie, mieli normalną zapłatę i warunki socjalnie. Szacuje się, że obecnie w Polsce pracuje około 100 tys. Ukraińców, ale legalnie tylko niewielki odsetek. To powoduje, że uczciwe firmy są mniej konkurencyjne od tych, które zatrudniają na czarno.

Waldemar Wilanowski, Przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Stoczni Gdańskiej

Ostatnio przeprowadziliśmy strajk ostrzegawczy. Był spowodowany m.in. niefortunną wypowiedzią kierownictwa stoczni, dotyczącą ściągnięcia do pracy około 200 pracowników z Ukrainy. W obliczu naszych niezaspokojonych żądań podwyżki wynagrodzeń plany kierownictwa opłacenia Ukraińcom podróży i hotelu wydały nam się absurdalne. Rozumiemy ogromne zapotrzebowanie stoczni na fachowców. Obecnie brakuje nam 700 osób. Niewykwalifikowanych robotników jeszcze nie tak trudno znaleźć, ale specjalistów po prostu na polskim rynku nie ma. Powyjeżdżali na Zachód. Dlatego nie mamy nic przeciwko Ukraińcom, ale pod warunkiem że najpierw zostaną wykorzystane polskie zasoby kadrowe, a ludzie dostaną podwyżki.