Biznesmeni na cztery nogi kuci. Zaczynali 15 lat temu w skromnych warunkach. Dziś z powodzeniem konkurują z gigantami branży elektroenergetycznej.
Przedsiębiorstwo Podkowa z Warszawy wyrwało się z zastoju, jaki na początku roku nawiedził branżę elektroenergetyczną. Przez pierwsze sześć miesięcy firma wykorzystywała raptem 60 proc. mocy przerobowych.
— Dziś pracujemy na 110 proc., a w przyszłym roku też czeka nas sporo pracy. Z austriacką firmą Teerag-Asdag wygraliśmy, jako podwykonawca, wart dwa miliony złotych przetarg na przebudowę sygnalizacji świetlnych, oświetlenia ulicznego i linii elektroenergetycznej na ul. Marszałkowskiej w Warszawie — mówi Mirosław Boguszewski, współwłaściciel Podkowy.
Na szczęście
Mirosław Boguszewski z sygnalizacją świetlną miał do czynienia od zawsze. Po studiach, w 1976 r. trafił do Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Elektrycznych, które konserwowało i instalowało sygnalizację świetlną w Warszawie. Przepracował na państwowej posadzie 13 lat, ale z nadejściem 1989 r. zrezygnował na rzecz własnego projektu. Razem z kolegą z MPRE, Franciszkiem Perkowskim, w 1990 r. założył Podkowę. Jak na firmę z branży usług elektroenergetycznych, dość ciekawa nazwa.
— Prawie całe życie mieszkałem w Podkowie Leśnej. A poza tym podkowa to symbol szczęścia, logo miało być dobrym znakiem — opowiada Mirosław Boguszewski.
Zresztą ten kawałek żelaza mocno wpisał się w życie firmy. W każdym pomieszczeniu ściany pokrywają dziesiątki podków. Kolekcjonuje je Mirosław Boguszewski.
Wspólnicy zaczynali od niewielkich zleceń i projektów sygnalizacji świetlnej. Oni dwaj, czterech pracowników i księgowa na część etatu. Urządzenia oświetleniowe budowali z gotowych podzespołów i elementów sprowadzanych ze ZWYS Rybnik (obecnie Sygnały). Kiedy w 1995 r. weszła w życie ustawa o zamówieniach publicznych, przed Podkową otworzyły się nowe możliwości.
— Zlecenia realizujemy głównie dla jednostek samorządowych. W tej branży żaden marketing mi nie pomoże. Po prostu muszę wygrać przetarg — tłumaczy Mirosław Boguszewski.
I wygrywa. Rocznie Podkowa składa średnio 350 ofert, czyli prawie jedną dziennie. Zostaje wykonawcą około 100 zamówień — niektórych o wartości kilku tysięcy zł, innych, jak tego z Teerag-Asdag, nawet kilku milionów. Dzięki nim mogła się rozwijać.
Sukces akwizycji
Osiem lat temu nawiązała współpracę z austriacką spółką Swarco Futurit, produkującą sygnalizatory świetlne. Do dziś jest jednym z dwóch jej partnerów i dystrybutorów w Polsce. Opierając się na tych produktach, Podkowa utworzyła wyspecjalizowany dział handlowy.
— Sprzedajemy kompletny sprzęt, czyli latarnie sygnalizacyjne — z gwarancją. Mamy też podzespoły, takie jak soczewki i reflektory. Kiedy jakiś wandal zniszczy zakupione u nas światła, klient nie musi kupować całej latarni, wystarczy, że wymieni zepsuty element — mówi Mirosław Boguszewski.
Poza działem sprzedaży, w Podkowie funkcjonują jeszcze trzy piony — konserwacji sygnalizacji świetlnej i oświetlenia ulicznego, budowy urządzeń oświetlenia zewnętrznego i produkcji masztów, słupów oraz konsoli do montażu sygnalizacji drogowej. Ten ostatni spółka zawdzięcza sporemu zakupowi, jakiego dokonała w zeszłym roku.
— W marcu 2004 r. kupiliśmy firmę Kontima z Piaseczna. Od lat dostarczała nam konstrukcje wsporcze do montażu oświetlenia drogowego. Dzięki temu mogliśmy poszerzyć ofertę i na lepszych warunkach sprzedawać gotowe rozwiązania — informuje Mirosław Boguszewski.
ISO dla siebie
Dziś Podkowa nie ma na co narzekać. W tym roku złożyła już prawie 300 ofert o zamówienia publiczne, obsługuje 87 zleceń. Sporadycznie para się eksportem. Zrealizowała kilka zamówień do Francji, Litwy, na Białoruś i Ukrainę. Spełnia wymagania systemu jakości wg normy ISO 9002:1996.
— Pięć lat temu wdrożyliśmy system, co roku przechodzimy audyt sprawdzający, a przez te wszystkie lata tylko w dwóch specyfikacjach zauważyłem wymóg posiadania tego certyfikatu — mówi Mirosław Boguszewski.



