Zima sprzyja Gazpromowi

Rosyjski gigant wykorzystuje falę niskich temperatur i chwali się wzrostem dostaw gazu do Europy. Nadal forsuje budowę Nord Stream 2.

Ostatnie tygodnie to dobry czas dla Gazpromu. Rosyjski gigant gazowy pochwalił się kilka dni temu, że w pierwszej połowie stycznia sprzedał za granicę o ponad 29 proc. gazu więcej niż rok temu, czyli łącznie 7,75 mld m sześc. Jak podaje rosyjska agencja Sputnik (a biuro prasowe Gazpromu potwierdza te informacje), Polska odebrała w pierwszej połowie stycznia aż o 58 proc. więcej gazu, ale to i tak mniejszy wzrost niż np. w przypadku Wielkiej Brytanii (+170 proc.) czy Austrii (+75 proc.). Skąd zwyżki? Tu pojawiają się kontrowersje.

Gazprom, którego szefem jest Aleksiej Miller, to największy producent gazu na świecie, a także ważne narzędzie w polityce zagranicznej Rosji. Dlatego firma chętnie podkreśla wzrost europejskiego popytu na jej surowiec.
Zobacz więcej

NARZĘDZIE POLITYCZNE:

Gazprom, którego szefem jest Aleksiej Miller, to największy producent gazu na świecie, a także ważne narzędzie w polityce zagranicznej Rosji. Dlatego firma chętnie podkreśla wzrost europejskiego popytu na jej surowiec. Bloomberg

Kupujemy o połowę więcej

Oficjalne stanowisko Gazpromu, opublikowane na stronie internetowej giganta, jest lakoniczne i wskazuje po prostu na „wzrost zapotrzebowania na rosyjski gaz w Europie”. Tak samo zarząd tłumaczy liczby osiągnięte w 2015 r. — eksport (do krajów spoza Wspólnoty Niepodległych Państw) wzrósł wtedy o 8 proc., do 59 mld m sześc. Biuro prasowe Gazpromu nie odniosło się do naszych pytań o przyczyny tych zwyżek, natomiast w opublikowanym niedawno raporcie za trzy kwartały 2015 r. zarząd wspomina o korzystnym wpływie słabszego rubla na sprzedaż gazu.

Kontrowersje może budzić interpretacja tych danych. Zarząd Gazpromu przekonuje bowiem, że wzrost eksportu do Europy „potwierdza wagę inwestycji w budowę gazociągu Nord Stream 2”. Chodzi o projekt rozbudowy istniejącego gazociągu Nord Stream, łączącego Rosję z Niemcami. Inwestycja budzi polityczne kontrowersje, ze względu na możliwe większe uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu, a także ze względu na sankcje nałożone na Rosję w związku z konfliktem na Ukrainie.

Na projekcie Nord Stream 2 zależy Rosji, która w ten sposób chce omijać z dostawami Ukrainę. Aktywnym przeciwnikiem tej inwestycji jest m.in. Polska, która — podobnie jak Ukraina — zostanie przez ten gazociąg ominięta. Polska nawołuje ponadto do solidarności energetycznej w ramach Unii, a Nord Stream 2 będzie tej solidarności zagrażał. Tymczasem kilka firm, w tym niemieckie BASF i E.ON oraz francuski ENGIE, wyraziły już zainteresowanie tą inwestycją.

Ponieważ przyszła zima

PGNiG, jedyny polski klient Gazpromu, odmawia komentarza.

— Styczniowy wzrost eksportu do Europy to po prostu efekt niższych temperatur — ocenia tymczasem Łukasz Prokopiuk, analityk Domu Maklerskiego BOŚ. Podobną diagnozę stawia Krzysztof Noga, wiceprezes Duonu, niezależnego dostawcy gazu (numer dwa wśród konkurentów PGNiG). Wystarczy zresztą spojrzeć na dane o temperaturze — rok temu wskaźniki na termometrach utrzymywały się zdecydowanie powyżej zera, a w tym roku są zdecydowanie na minusie. Należy też pamiętać, że rok temu sam Gazprom ograniczał dostawy np. do Polski — nie wykonywał tzw. nominacji (czyli zamówień), bo zapełniał własne magazyny. Zapłacił za to później odszkodowanie.

W efekcie zeszłoroczna baza do porównań jest niska. Zimowy wzrost popytu ma gaz to zresztą dobre wieści dla sprzedawców tego surowca.

— Obserwujemy wzrost zapotrzebowania na gaz wśród klientów — jest o ok. 10 proc. wyższe od naszych wcześniejszych prognoz. Oczywiście to dla nas powód do zadowolenia — mówi Krzysztof Noga.

Skorzystają konkurenci PGNiG

Drobni konkurenci PGNiG mogą się cieszyć, ale PGNiG — niekoniecznie. Nie jest jasne, czy na zimie skorzysta gigant, który kontroluje ponad 90 proc. krajowego rynku sprzedaży gazu.

— Pamiętajmy, że ceny gazu w Europie zniżkują, co nie sprzyja PGNiG, które próbuje bronić pozycji na liberalizującym się krajowym rynku. Zakładam, że w tym roku może utracić nawet 10-procentowy udziały w rynku hurtowym — zauważa Łukasz Prokopiuk. PGNiG kupuje rosyjski gaz na zasadzie „take or pay” (bierz lub płać), a ceny w tym kontrakcie są wyższe niż np. na rynku niemieckim. Konkurenci, niezwiązani takimi kontraktami, mogą natomiast kupować gaz na giełdzie niemieckiej.

PGNiG walczy wprawdzie o rynek za pomocą rabatów, ale przekłada się to na erozję marż. Zadania nie ułatwi mu nawet uruchomienie w drugim kwartale terminalu LNG w Świnoujściu. Zdaniem analityków, ceny sprowadzanego tą drogą gazu będą zbliżone do cen gazu rosyjskiego, a więc nadal wyższe niż np. w Niemczech. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu