Smutny koniec orbanomiki. Jakie lekcje dla Polski płyną z węgierskiej stagnacji?

Ignacy MorawskiIgnacy MorawskiMilena SudołowiczMilena SudołowiczGabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2026-03-17 19:30

Kiedyś Węgry były zamożne i stanowiły wzór dla innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Teraz są pogrążone w stagnacji, mają zerowy wzrost gospodarczy, ich sektor przemysłowy jest w głębokiej recesji, a w społeczeństwie narasta frustracja. Dlaczego tak się stało i jakie z tego płyną lekcje dla Polski? Na te pytania odpowiadamy w specjalnym raporcie przygotowanym przez centrum Spotdata razem z Fundacją Przyjazny Kraj.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przez niemal dwie dekady po upadku komunizmu Węgry były postrzegane jako jeden z liderów gospodarczych regionu Europy Środkowo-Wschodniej zaraz obok Czech, a także lidera wolnorynkowych reform. Dynamiczna prywatyzacja, wczesne otwarcie się na kapitał zagraniczny oraz szybka budowa klastra motoryzacyjnego miały uczynić kraj gospodarczym sercem regionu. Tak się nie stało. Od 2006 r. przez Wegry przetoczyły się liczne kryzysy, okresy niestabilności, kraj stracił zaufanie inwestorów. Z pozycji regionalnego prymusa państwo osunęło się do roli outsidera.

Pobierz raport cały raport w formie PDF

Pobierz PDF

Pobierz raport cały raport w formie EPUB

Pobierz PDF

Od lidera do outsidera

Na Węgrzech panuje przekonanie, że ostatnie dekady nie są pasmem sukcesów, rozwoju i tak spektakularnego skoku dobrobytu społeczeństwa jak w Polsce, ale raczej porażki w cieniu narastającego niezadowolenia z elit politycznych i polityki państwa.

– Straciliśmy atrakcyjność. Nie potrafiliśmy wykorzystać naszego potencjału. Dziś jesteśmy niemal na szarym końcu. Naszym wzorem do naśladowania nie jest już Austria, ale Polska. To o niej jest prawdziwe success story regionu – mówi dr Ákos Kozák, współzałożyciel i dyrektor w Equilibrium Institute, niezależnym węgierskim think tanku.

– Droga, którą obecnie podążają Węgry, prowadzi donikąd i nic nie wskazuje na to, by mogło się to zmienić – mówi Éva Palócz, dyrektor generalna instytutu badań ekonomicznych Kopint-Tárki, jedna z najbardziej uznanych i niezależnych ekonomistek na Węgrzech.

Wszystko zaczęło pękać w latach po pandemii i kryzysie energetycznym. Węgry stały się „chorym człowiekiem regionu”, cechującym się najniższym wzrostem gospodarczym i najwyższą inflacją, czyli modelową stagflacją, która istotnie obniżyła standard życia obywateli.

W latach 2022-25 średnia dynamika rocznego wzrostu PKB na Węgrzech wyniosła 1,1 proc., z kolei w Polsce było to 3,1 proc., a średnio w regionie 2,1 proc. (w tym na Słowacji 1,4 proc., a w Czechach 1,7 proc.). Jednocześnie gospodarka Węgier przeszła przez najgłębszy kryzys inflacyjny w regionie. W szczytowym momencie inflacja HICP (liczona według metodologii Eurostatu spójnej dla wszystkich krajów UE) wzrosła do 26,2 proc. r/r. Dla porównania, w Polsce było to 17,2 proc., w Czechach 19,1 proc., a na Słowacji 15,4 proc.

– Nasze przetwórstwo przemysłowe jest w głębokiej recesji. Na przykład w zeszłym roku jedna z fabryk produkujących baterie musiała zamknąć 10 z 12 linii produkcyjnych, ponieważ były zaprojektowane pod konkretne modele samochodów, których produkcję wstrzymano, bo się nie sprzedawały. To pokazuje, jak sztywna i ryzykowna jest nasza struktura przemysłowa – mówi Zoltán Török, główny ekonomista i szef działu analiz w węgierskim oddziale Raiffeisen Banku.

Regres produktywności na tle regionu

Szukając źródeł sukcesów lub porażek rozwojowych, pierwszy krok powinno się zawsze kierować w stronę produktywności i jej wzrostu, czyli tego, jak kraj wykorzystuje dostępne mu zasoby pracy, kapitału i technologii.

Na Węgrzech produktywność pracy w latach 90. XX wieku była relatywnie wysoka na tle innych państw regionu. W 1995 r. wartość dodana w przeliczeniu na godzinę pracy wynosiła 25,3 USD (według parytetu siły nabywczej) wobec 19,6 USD w Polsce, 21,1 USD na Słowacji i 28,5 USD w Czechach. Teraz jest poniżej średniej regionalnej, a dystans do sąsiadów się zwiększa.

Węgry na wczesnym etapie konwergencji wpadły w pułapkę niskiej efektywności. O ile w stan stagnacji kraj wszedł w ostatnich latach, o tyle spowolnienie wzrostu produktywności trwa od ponad dekady - wyraźne wyhamowanie nastąpiło po światowym kryzysie finansowym, co stworzyło lukę między Węgrami a pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej (V3).

– Nasze małe i średnie przedsiębiorstwa nie są wystarczająco silne w porównaniu do polskich, czeskich czy nawet rumuńskich. Skupiają się głównie na rynku krajowym, brakuje im innowacyjności i nie podlegają wystarczającej presji konkurencyjnej. To problem strukturalny, którego nie da się rozwiązać w krótkim horyzoncie czasowym, w jakim działają politycy – mówi Zoltán Török.

Fundamentem tych negatywnych zmian jest wyczerpanie się modelu zwanego orbanomiką – kontrowersyjnego zestawu polityk gospodarczych, które po 2010 r. miały przynieść krajowi przełom i powrót do dawnej świetności: awans technologiczny, suwerenność gospodarczą, skok rozwojowy, poprawę jakości życia i ochronę społeczeństwa przed światowymi kryzysami. Model ten na piedestale stawiał suwerenność w wymiarze politycznym i ekonomicznym, opierając się na diagnozie, że istotą słabości gospodarczej Węgier jest zależność od zagranicznego kapitału, technologii i decyzji politycznych.

W praktyce jednak odbudowa suwerenności szła w parze z oligarchizacją, osłabianiem niezależnych instytucji, w tym sądów i mediów, zwrotem w stronę zależności od Rosji i Chin. A jednocześnie w pewnym momencie powróciły stare błędy w polityce fiskalnej i monetarnej, które uczyniły kraj podatnym na skutki globalnych wstrząsów makroekonomicznych. Orbanomika miała swoje momenty sukcesów, szczególnie w latach 2015-19, kiedy węgierska gospodarka wykazywała się dynamizmem i wysokim napływem kapitału. Jednak pod powierzchnią solidnych wskaźników makroekonomicznych narastały pęknięcia i słabości.

Makroekonomiczne źródła stagnacji

Przykład Węgier dowodzi, że w pewnych okolicznościach wysoki dług może być dużym problemem dla gospodarki, prowadzącym do zaklętego kręgu: niskiego zaufania, niskiego wzrostu PKB i wysokich kosztów obsługi zadłużenia. Ten krąg jest ekstremalnie trudny do przerwania, bo każdy jego element stanowi paliwo dla kolejnego.

– Mamy jedną z najwyższych stóp procentowych w regionie, co jest bezpośrednim skutkiem wcześniejszych błędów w polityce pieniężnej i fiskalnej. To drastycznie dusi inwestycje i konsumpcję, tworząc barierę dla wzrostu, której nie mają nasi sąsiedzi, w tym Polska – przyznaje Éva Palócz.

Oprócz nierównowagi makroekonomicznej i niskiego zaufania inwestorów w ostatnich latach dodatkowym ciężarem dla węgierskiej gospodarki było odcięcie funduszy przez Unię Europejską z powodu naruszania zasad praworządności. Pieniądze z UE stanowiły istotne źródło finansowania inwestycji publicznych, których dynamika wyraźnie się przez to zmniejszyła. Były też wsparciem dla bilansu płatniczego, więc ich brak pogłębił problem nieufności i wysokich kosztów kapitału.

Kolejnym problemem okazało się uzależnienie od rosyjskiego gazu. Brak działań w zakresie dywersyfikacji dostaw energii sprawił, że Węgry znacznie mocniej niż inne kraje odczuły skutki kryzysu energetycznego.

Innym obszarem kosztownego uzależnienia geopolitycznego Węgier jest silne oparcie na inwestycjach z Chin. Miały one zapewnić szeroki dostęp do kapitału i technologii, ale ostatecznie pogłębiły koncentrację sektorową i technologiczną przemysłu.

– Kiedy wzrost gospodarczy kuleje, jedyną odpowiedzią rządu jest: „przyciągnijmy więcej inwestycji zagranicznych”. Ale to pułapka. Te fabryki zabierają resztki siły roboczej lokalnym przedsiębiorcom, których nie stać na walkę płacową z gigantami. Rząd świadomie wypycha lokalne firmy z rynku pracy – mówi Éva Palócz.

Tworzenie państwa oligarchicznego

Kluczowym słowem definiującym warunki gry gospodarczej na Węgrzech jest oligarchia. Współczesny system polityczno-gospodarczy kraju ewoluował w stronę oligarchii państwowej, w której granica między sferą publiczną a prywatnym interesem elit uległa zatarciu.

Oto kluczowe elementy węgierskiej oligarchii:

Państwo mafijne. System ewoluował w stronę „postkomunistycznego państwa mafijnego”, w którym państwo kontrolowane jest przez klan polityczno-ekonomiczny. Ideologia służy jedynie utrzymaniu władzy, a nie realizacji programu światopoglądowego.

Mechanizmy kontroli. Reformy ordynacji wyborczej (system głosów kompensacyjnych) premiują zwycięzcę, pozwalając przekładać mniejszościowe poparcie na dominację parlamentarną.

Etatyzacja i oligarchizacja. Nastąpiła głęboka wymiana elit poprzez nacjonalizację tranzytową i faworyzowanie „narodowych czempionów” związanych z władzą (np. Lőrinc Mészáros).

Instrumentalne traktowanie zamówień publicznych. Zamówienia publiczne stały się narzędziem budowania lojalności. Węgry mają wyjątkowo wysoki udział zamówień w PKB (16,4 proc.) oraz wysoki wskaźnik postępowań z tylko jednym oferentem (single-bidding).

Erozja wolności. Nastąpiła progresywna eliminacja pluralizmu medialnego oraz pacyfikacja sektora obywatelskiego (np. poprzez Biuro Ochrony Suwerenności).

W strategii władz w Budapeszcie oligarchizacja kraju jest koniecznym skutkiem ubocznym budowania suwerenności i uniezależnienia od zewnętrznych ośrodków decyzyjnych. Kłopot polega na tym, że korzyści w zakresie suwerenności są nikłe, o czym świadczy choćby uzależnienie od rosyjskiej energii i chińskiego kapitału, a jednocześnie koszty ekonomiczne związane z obniżeniem efektywności systemu gospodarczego są wysokie.

Lekcje dla Polski

Jest kilka elementów węgierskiego krajobrazu ekonomicznego, na które w Polsce powinniśmy patrzeć jak na lekcje do odrobienia. Problemy tamtejszej gospodarki nie są odizolowane, lecz biorą się ze zjawisk występujących też m.in. w Polsce. Węgry przekroczyły poziom krytyczny. Warto pilnować, czy i my się do niego nie zbliżamy.

Oto lekcje dla Polski:

  1. Suwerenność bez silnej gospodarki jest pustym hasłem. Węgry, walcząc z zależnością technologiczną od Zachodu, wpadły w zależność finansową od inwestorów spekulacyjnych, zależność energetyczną od Rosji i kapitałową od Chin. Suwerenność wymaga zdolności odnalezienia się w sieci globalnych zależności i siły ekonomicznej, bez której kraj zawsze pozostaje na łasce dostawców finansowania i surowców. Suwerenność jest pustym hasłem, jeżeli nie jest obudowana nowoczesnymi atrybutami konkurencyjnej gospodarki.
  2. Utrata zaufania jest niemal niemożliwa do odrobienia. Zaklęte koło wysokich stóp procentowych, wysokich kosztów obsługi długu i obniżonego wzrostu gospodarczego jest niezmiernie trudne do przerwania. Polska wchodzi w długi epizod znacznego przyrostu długu publicznego względem PKB. Za kilka lat wskaźnik zbliży się do 80 proc. Jeżeli kilka niekorzystnych zjawisk wystąpi w jednym czasie, możemy szybko stracić zaufanie jako stabilny i przewidywalny kraj — a jego odzyskanie potrwa nie rok, ale dekady.
  3. Własna waluta może stać się kulą u nogi. Węgrzy dziś nie wierzą, że własna waluta może być fundamentem niezależności i rozwoju kraju — widzą w niej raczej źródło manipulacji, niestabilności, wysokich stóp procentowych i inflacji. W Polsce panuje szeroka zgoda polityczna, że nie będziemy przyjmowali euro. Warto jednak pamiętać, że dla gospodarki wiarygodnej własna waluta jest wsparciem, dla gospodarki niestabilnej — obciążeniem pogłębiającym zmienność i problem wysokich stóp procentowych.
  4. Upolitycznienie gospodarki prowadzi do zaniku konkurencji. Na Węgrzech gra ekonomiczna toczy się na boisku, na którym celem są wpływy i ochrona polityczna, a nie efektywność i dobre produkty. W Polsce w ponad 90 proc. branż występuje co najmniej jedno quasiprzedsiębiorstwo państwowe — to najwyższy poziom w regionie. Nadmierna obecność własności państwowej blokuje proces twórczej destrukcji, konkurencyjność rynkową i postęp technologiczny.
  5. Zamówienia publiczne muszą wspierać konkurencję. Na Węgrzech zamówienia publiczne są jednym z głównych narzędzi budowania zależności biznesu od świata polityki. Doprowadziło to do odebrania krajowi dostępu do dużej części funduszy europejskich. Polska wchodzi w okres, w którym rząd będzie starał się zwiększyć rolę zamówień we wspieraniu rozwoju krajowych firm. Wyzwanie polega na tym, by przez system zamówień publicznych nie budować klientelizmu.

Możesz zainteresować się również: