ZIP wypiera inne nośniki dyskowe
Sposób archiwizacji danych zależy przede wszystkim od wielkości firmy
Dystrybutorzy urządzeń archiwizacyjnych twierdzą, że sprzedaż tego typu wyrobów rośnie. Przyznają jednak, że duża część sprzętu wcale nie jest wykorzystywana do archiwizacji danych. Stosuje się go do przenoszenia plików pomiędzy różnymi komputerami. Zdaniem dystrybutorów, taka jest właśnie przyszłość nośników dyskowych o małej pojemności.
Jeszcze do niedawna sprzedaż urządzeń do archiwizacji danych była symboliczna. Większości polskich firm nie przytrafiła się bowiem utrata znaczących ilości danych przechowywanych na twardych dyskach komputerów. Archiwizacji nie uważano za ważny element sprawnej działalności przedsiębiorstwa, ale raczej za czynność pochłaniającą zbyt wiele czasu. Zdarzało się także, że firmy nie wiedziały, jakimi sposobami można zabezpieczyć swoje dane przed utratą.
— Jeszcze rok temu nawet właściciele sklepów ze sprzętem komputerowym nie wiedzieli, czym jest streamer. Obecnie, nawet jeśli się z takim urządzeniem nie zetknęli osobiście, znają już jego przeznaczenie — twierdzi Aneta Brońska, product manager wyrobów low-end w firmie Polcom Storage, sprzedającej archiwizatory taśmowe.
Choć dystrybutorzy napędów wymiennych twierdzą, że sprzedaż urządzeń do archiwizacji wzrosła, to prezentowane wyniki sprzedaży tego typu sprzętu nie są imponujące.
— W pierwszej połowie tego roku sprzedaliśmy kilkaset dysków magnetooptycznych — informuje Paweł Kaczorowski, product manager ds. pamięci masowych w California Computer.
Zdaniem dystrybutorów napędów wymiennych, struktura sprzedaży świadczy o tym, że urządzenia takie kupują wciąż nowi użytkownicy. Nie obserwuje się nadproporcjonalnie dużej sprzedaży nośników w porównaniu z ich napędami. Przyrost liczby użytkowników urządzeń archiwizacyjnych nie przekłada się jednak na wzrost sprzedaży.
Podział rynku
— Zapotrzebowanie na sprzedawane przez nas ZIP-y jest stabilne. Od dłuższego czasu liczba klientów ani znacząco nie spada, ani nie wzrasta — zaznacza Artur Kostrzewa z TCH Components.
Nabywcy urządzeń do archiwizacji wyraźnie dzielą się na dwie grupy. Streamery kupują głównie duże i średnie przedsiębiorstwa. ZIP-y i dyski magnetooptyczne trafiają zaś do firm zatrudniających nie więcej niż 20 osób. Te ostatnie archiwizują i tworzą kopie zapasowe również na płytach CD. Sprzedawcy tłumaczą, że taki podział klientów spowodowany jest cenami urządzeń. Najtańsze streamery kosztują nie mniej niż kilka tysięcy złotych, a cena wielu urządzeń przekracza 10 tys. Za te pieniądze uzyskuje się urządzenie mogące zmagazynować na jednym nośniku kilkadziesiąt gigabajtów danych, ale nie wszystkim jest to potrzebne. Dlatego małe firmy wybierają kosztujące kilkaset złotych napędy dyskowe, które na jednym nośniku mieszczą nie więcej niż 650 MB informacji. Są jednak i tacy, którzy na ten problem patrzą nieco inaczej.
— Małe biura wciąż jeszcze nie zwracają dużej uwagi na problem bezpieczeństwa danych. Użytkownicy z rynku SOHO (małe i średnie firmy) z reguły nie tworzą kopii zapasowych systemu, lecz jedynie archiwizują wybrane pliki. Do tego zaś w zupełności wystarczają napędy dyskowe, takie jak ZIP, MO czy CD-RW — wyjaśnia Mirosław Chełmecki, dyrektor działu pamięci masowych w firmie Veracomp.
Zamiast dyskietki
Napędy dyskowe używane są nie tylko do archiwizacji. Graficy i architekci wykorzystują je także do przenoszenia dużych plików graficznych w celu prezentacji swoich prac klientom.
— Na dyskietkę ZIP można zgrać duży plik graficzny łącznie z programem, w którym został on stworzony, a następnie przenieść to wszystko w zupełnie inne miejsce i zaprezentować na innym komputerze — informuje Artur Kostrzewa z TCH Components.
Zdarza się też, że napędów dyskowych używa się w jednej firmie do dzielenia danych pomiędzy różnych użytkowników. Zdaniem przedstawicieli branży, jest to jednak zastosowanie nie dające się ekonomicznie uzasadnić.
— Używanie ZIP-ów i dysków magnetooptycznych jako namiastki sieci jest już bardzo wątpliwym rozwiązaniem. Klasyczne sieci są zdecydowanie szybsze, urządzenia sieciowe wyraźnie staniały, a odpowiednie kable można niekiedy kupić nawet w zwykłym sklepie elektrycznym. Oczywiście istnieją budynki zabytkowe, w których instalowanie okablowania jest niedozwolone, ale w nich z kolei można budować sieci bezprzewodowe. Gdy firma, mimo wszystko, decyduje się na zastąpienie sieci napędami dyskowymi, musi się liczyć z tym, że koszty zakupu kilku napędów wymiennych wraz z nośnikami będą podobne do budowy tradycyjnej sieci, a elastyczność takiego rozwiązania dużo mniejsza — wyjaśnia Mirosław Chełmecki.
Wykorzystywanie nośników dyskowych do przenoszenia plików przypomina użytkowanie dyskietek 3,5-calowych. Wielu sądzi nawet, że ZIP-y mogą je w niedługim czasie zastąpić, a niektórzy już teraz traktują ten nośnik jako następcę dyskietki.
— Produkujemy wyłącznie ZIP-y wewnętrzne, gdyż uważamy ten nośnik za dyskietkę o większej pojemności. Aby jednak ZIP naprawdę zastąpił dyskietki, kilku producentów musi rozpocząć sprzedaż komputerów standardowo wyposażonych w napędy tego typu — zaznacza Mariusz Orzechowski, dyrektor NEC Polska.
CD przetrwa
Przed ZIP-em już teraz stoi szansa na zdominowanie segmentu napędów dyskowych w zastosowaniach komercyjnych. Urządzenia magnetooptyczne są 4-5-krotnie droższe i obserwuje się ich powolny odpływ z rynku. Z kolei płyty CD nie zawsze można odczytać i właśnie dlatego naświetlarnie preferują korzystanie z wynalazku Iomegi. Srebrnym krążkom nic za to nie zagraża na rynku użytkowników prywatnych.
— CD-ROM-y odniosły rynkowy sukces, gdy zaczęły być dołączane do czasopism komputerowych. W najbliższym czasie ZIP nie ma na to szans, gdyż jedna dyskietka tego typu kosztuje kilkadziesiąt złotych — twierdzi Mariusz Orzechowski.
RZECZ GUSTU: Jedne urządzenia do archiwizacji sprzedają się lepiej, inne gorzej. Wszystko zależy od preferencji klienta i planowanych zastosowań — twierdzi Ewa Pałaszewska, koordynator marketingu w przedsiębiorstwie Alstor. fot. Borys Skrzyński
ZMIERZCH DYSKIETKI: Z czasem dyskietki 1,44 MB zostaną zastąpione przez nośniki dyskowe o większej pojemności — przewiduje Paweł Kaczorowski, product manager ds. pamięci masowych w California Computer. fot. Grzegorz Kawecki