Zła passa biur podróży

Karol Jedliński
opublikowano: 2010-07-23 00:00

Ten rok miał być dla

Widmo bankructw wisi nad branżą turystyczną

Ten rok miał być dla

operatorów wycieczek

powrotem na ścieżkę

wzrostu. Dla wielu jest drogą

przez mękę. Liczą straty.

Brytyjskie biuro Goldtrail, które upadło w zeszłym tygodniu, zostawiło na lodzie ponad 16 tysięcy turystów. Efekt domina spowodował, że oberwały także linie lotnicze, hotele w Turcji i Grecji oraz kilkadziesiąt powiązanych z Goldtrailem biur podróży sprzedających ofertę pechowej spółki. A przecież jeszcze na koniec zeszłego roku Goldtrail miał 0,5 mln GBP zysku przed opodatko- waniem i 54 mln GBP przychodu.

— Sytuacja finansowa operatorów na całym świecie zmienia się bardzo dynamicznie. Biura często łatają dziurę po niesprze-danej ofercie sprzedażą kolejnych wycieczek. Tyle że teraz np. w Polsce już drugi rok z rzędu wielu operatorów wciąż jest pod kreską — podkreśla Jacek Dąbrowski, ekspert rynku turystycznego, były dyrektor finansowy Triady.

Przedstawiciele polskiej branży turystycznej ostrzegają więc: grozi nam powtórka scenariusza Goldtraila. Dlaczego? Bo niektórzy gracze obrali strategię va banque, rezerwując dużo więcej, niż da się sprzedać po dodatnich marżach.

Idź na całość

— Rynek nad Wisłą wciąż jest postrzegany — z perspektywy branży w Europie — jako niestabilny, którego struktura potrzebuje jeszcze wstrząsów, by się ustabilizować — przyznaje Abdelfettah Gaida, wiceprezes Exim Tours, polskiego operatora numer 3 pod względem wielkości obrotów, mającego swoje oddziały także w Czechach, Rumunii i na Węgrzech.

Po kiepskim roku 2009, gdy zyski zamieniały się w straty, miało być lepiej. Zdaniem wiceprezesa Exim Tours, nie będzie. W pierwszej połowie 2010 r. spółka zanotowała 129 mln zł przychodu, wobec 139 mln zł rok wcześniej. Podobnie jest u innych graczy.

— Wiele biur podróży liczy straty. My też, ale staramy się je ograniczać, rezygnując z niektórych samolotów. Odpowiedzialność biznesowa nie pozwala na wpędzanie się w dołek. Kusimy za to np. atrakcyjnymi ubezpieczeniami od rezygnacji i ofertą dla seniorów. Jednak są biura w Polsce, które po prostu dały bardzo niskie ceny, poniżej kosztów, i idą na całość — uważa Abdelfettah Gaida.

— Rywalizacja na wysokość obrotu to żadna strategia, bo może prowadzić do sytuacji, w której zwiększając za wszelką cenę przychody, zwiększamy straty — dodaje Jacek Dąbrowski.

Czesi w podróży

Zastój w branży to dobry klimat nie tylko dla spektakularnych upadków, ale i przejęć. Dlatego informacje o planach akwizycji mniejszych podmiotów przez np. Rainbow Tours (pisaliśmy o nich w czwartkowym "PB") nikogo nie dziwią. Rynek plotkuje, że niektórzy operatorzy chcą zamienić długi u zagranicznych hotelarzy i przewoźników za część udziałów w swoich biznesach.

— Sporo firm z problemami z płynnością będzie niedługo potrzebować wsparcia kapitału z zewnątrz i know-how, jak zarabiać w tym sektorze — przekonuje Abdelfettah Gaida.

Ocenia przy tym, że biura mające mocną markę i obroty na poziomie 100-150 mln zł wyceniane będą na maksimum kilkanaście milionów złotych. Rozwiązaniem ich problemów nie będzie agresywniejsza sprzedaż przez internet — w niepewnych czasach turyści wolą kupować w biurach. To daje im poczucie, że po tym, jak ich gotówka poleci na konto touroperatora, a samolot pozostanie uziemiony, będą mieli do kogo wrócić z roszczeniami. Przy czym biura mające mocne zaplecze finansowe nie biorą złego rozwoju wypadków pod uwagę. Nie ma strachu przed perspektywą strat i planów ucieczki z rynku. Np. za polskim odziałem Exim stoi mocna gałąź w Czechach, gdzie marże są o wiele wyższe, a rynek, choć mniejszy, jest stabilniejszy. Biuro w Pradze wygenerowało w 2009 r. zysk wysokości 6,35 mln EUR przy przychodach na poziomie 136 mln EUR. W tym ma być podobnie. Pozazdrościć.

Możesz zainteresować się również: