Widmo bankructw wisi nad branżą turystyczną
Ten rok miał być dla
operatorów wycieczek
powrotem na ścieżkę
wzrostu. Dla wielu jest drogą
przez mękę. Liczą straty.
Brytyjskie biuro Goldtrail, które upadło w zeszłym tygodniu, zostawiło na lodzie ponad 16 tysięcy turystów. Efekt domina spowodował, że oberwały także linie lotnicze, hotele w Turcji i Grecji oraz kilkadziesiąt powiązanych z Goldtrailem biur podróży sprzedających ofertę pechowej spółki. A przecież jeszcze na koniec zeszłego roku Goldtrail miał 0,5 mln GBP zysku przed opodatko- waniem i 54 mln GBP przychodu.
— Sytuacja finansowa operatorów na całym świecie zmienia się bardzo dynamicznie. Biura często łatają dziurę po niesprze-danej ofercie sprzedażą kolejnych wycieczek. Tyle że teraz np. w Polsce już drugi rok z rzędu wielu operatorów wciąż jest pod kreską — podkreśla Jacek Dąbrowski, ekspert rynku turystycznego, były dyrektor finansowy Triady.
Przedstawiciele polskiej branży turystycznej ostrzegają więc: grozi nam powtórka scenariusza Goldtraila. Dlaczego? Bo niektórzy gracze obrali strategię va banque, rezerwując dużo więcej, niż da się sprzedać po dodatnich marżach.
Idź na całość
— Rynek nad Wisłą wciąż jest postrzegany — z perspektywy branży w Europie — jako niestabilny, którego struktura potrzebuje jeszcze wstrząsów, by się ustabilizować — przyznaje Abdelfettah Gaida, wiceprezes Exim Tours, polskiego operatora numer 3 pod względem wielkości obrotów, mającego swoje oddziały także w Czechach, Rumunii i na Węgrzech.
Po kiepskim roku 2009, gdy zyski zamieniały się w straty, miało być lepiej. Zdaniem wiceprezesa Exim Tours, nie będzie. W pierwszej połowie 2010 r. spółka zanotowała 129 mln zł przychodu, wobec 139 mln zł rok wcześniej. Podobnie jest u innych graczy.
— Wiele biur podróży liczy straty. My też, ale staramy się je ograniczać, rezygnując z niektórych samolotów. Odpowiedzialność biznesowa nie pozwala na wpędzanie się w dołek. Kusimy za to np. atrakcyjnymi ubezpieczeniami od rezygnacji i ofertą dla seniorów. Jednak są biura w Polsce, które po prostu dały bardzo niskie ceny, poniżej kosztów, i idą na całość — uważa Abdelfettah Gaida.
— Rywalizacja na wysokość obrotu to żadna strategia, bo może prowadzić do sytuacji, w której zwiększając za wszelką cenę przychody, zwiększamy straty — dodaje Jacek Dąbrowski.
Czesi w podróży
Zastój w branży to dobry klimat nie tylko dla spektakularnych upadków, ale i przejęć. Dlatego informacje o planach akwizycji mniejszych podmiotów przez np. Rainbow Tours (pisaliśmy o nich w czwartkowym "PB") nikogo nie dziwią. Rynek plotkuje, że niektórzy operatorzy chcą zamienić długi u zagranicznych hotelarzy i przewoźników za część udziałów w swoich biznesach.
— Sporo firm z problemami z płynnością będzie niedługo potrzebować wsparcia kapitału z zewnątrz i know-how, jak zarabiać w tym sektorze — przekonuje Abdelfettah Gaida.
Ocenia przy tym, że biura mające mocną markę i obroty na poziomie 100-150 mln zł wyceniane będą na maksimum kilkanaście milionów złotych. Rozwiązaniem ich problemów nie będzie agresywniejsza sprzedaż przez internet — w niepewnych czasach turyści wolą kupować w biurach. To daje im poczucie, że po tym, jak ich gotówka poleci na konto touroperatora, a samolot pozostanie uziemiony, będą mieli do kogo wrócić z roszczeniami. Przy czym biura mające mocne zaplecze finansowe nie biorą złego rozwoju wypadków pod uwagę. Nie ma strachu przed perspektywą strat i planów ucieczki z rynku. Np. za polskim odziałem Exim stoi mocna gałąź w Czechach, gdzie marże są o wiele wyższe, a rynek, choć mniejszy, jest stabilniejszy. Biuro w Pradze wygenerowało w 2009 r. zysk wysokości 6,35 mln EUR przy przychodach na poziomie 136 mln EUR. W tym ma być podobnie. Pozazdrościć.