Złość? Przemoc? Nie, dziękuję!

opublikowano: 19-09-2019, 22:00

Agresja jest tak samo zaraźliwa jak wirusy i bakterie. Jak bronić się przed gniewem?

Młody rysownik Clay Ridell jest w świetnym humorze. Przed chwilą podpisał kontrakt z wydawnictwem. Sukces uczcił zakupem prezentu dla żony. Ale oto przed jego oczami rozgrywają się dantejskie sceny. Elegancka kobieta i dwie nastolatki wpadają w krwiożerczy szał. Ulice zapełniają się bełkoczącymi ludźmi, przechodnie bez powodu rzucają się na siebie. Furia ogarnia każdego, kto odebrał telefon komórkowy. Auta wjeżdżają w przechodniów. Przestaje działać miejska komunikacja. Tajemniczy sygnał, później nazwany Pulsem, wyzwala agresywne, destrukcyjne skłonności. Świat staje na krawędzi zagłady.

Tak rozpoczyna się powieść Stephena Kinga „Komórka”. Ponura wizja amerykańskiego króla horrorów doskonale oddaje mechanizm psychologiczny — nakręcania się spirali przemocy. Zjawisko nierzadkie w pracy, więc czas mu się dokładnie przyjrzeć. Psychologowie społeczni mówią o emocjonalnym zarażeniu, które polega na nieświadomym udzielaniu się określonych uczuć całym grupom.

Zło silniejsze od dobra

Przypomnijmy sobie histeryczne reakcje Brytyjczyków na wieść o śmierci księżnej Diany. Rozpaczali po niej jak po kimś bliskim. Przed domem Lady Di ułożono tak duży stos kwiatów, że od spodu zaczął gnić. Przyglądająca się temu australijska pisarka Carmen Callil porównała tę atmosferę do klimatu nazistowskich wieców: możesz czuć tylko to, co jest wyznaczone żałobnym obrzędem.

— Najgorzej, jeśli zarażamy się takimi emocjami, jak złość, frustracja, agresja. Często zarzewiem otwartego konfliktu jest drobiazg: wymiana „uprzejmości” między garstką kibiców przeciwnych drużyn piłkarskich albo niewinny żart szefa — wskazuje trenerka biznesu Katarzyna Janczuk.

Uczeni mówią o skłonności do negatywizmu — chodzi o to, że na nieprzyjemne rzeczy ludzki umysł reaguje szybciej i mocniej, a dobre traktuje jako coś zwyczajnego. Psycholog Roy Baumeister twierdzi: „Zło odbieramy silniej od dobra w wyniku przystosowania rozwiniętego w drodze ewolucji. Aby przetrwać, nasi praprzodkowie musieli koncentrować się na potencjalnych niebezpieczeństwach. Odziedziczyliśmy po nich tę czujność, choć więcej z niej dzisiaj zmartwień niż pożytku — zamiast cieszyć się tym, co miłe i korzystne dla nas, zwracamy uwagę na rzekome zagrożenia”.

Nie daj się zainfekować

65 proc. pracowników biurowych regularnie doświadcza gniewu, a 45 proc. traci nad sobą panowanie w pracy — wynika z badań Brytyjskiego Stowarzyszenia Zarządzania Gniewem.

— Niekiedy agresja jednostek kumuluje się i staje wspólną sprawą, typowym sposobem funkcjonowania zespołu, firmy, elementem jej kultury organizacyjnej. Po pewnym czasie zapominamy, że może być inaczej. Patologię taktujemy jak stan normalny — tłumaczy Katarzyna Janczuk.

W „Komórce” Stephena Kinga kumulacja agresji jest aż nadto widoczna: owładnięte żądzą zabijania monstra działają na początku w pojedynkę, chaotycznie, każdy walczy z każdym. Z czasem jednak zaczynają organizować się w plemiona, które atakują nieliczne osoby niezarażone bakcylem nienawiści. Na domiar złego mają lidera, który popycha ich do przemocy.

— W przysłowiu o rybie psującej się od głowy jest wielka mądrość. Menedżer nie musi być mobberem. Wystarczy, że przymyka oko na niewłaściwe praktyki — uważa Katarzyna Janczuk.

Tymczasem Adam Bodziak, specjalista ds. wizerunku i PR, przypomina sobie szefów, którzy świadomie wywoływali lub rozniecali nienawiść lub zawiść wśród swoich podwładnych. Była to ich metoda zarządzania, choć trzeba by raczej powiedzieć o manipulacji.

— Zasada „dziel i rządź” jest popularna, bo mało co tak dobrze integruje ludzi, pracowników, zespół jak wspólny wróg. Szkopuł w tym, że skłócanie, mobbing, hejt uderzają nie tylko w ofiarę, ale też w reputację firmy — wyjaśnia Adam Bodziak.

Jak nie dać się zarazić złu? Po pierwsze, włóżmy między bajki popularną teorię, według której nie wolno tłumić gniewu, bo to prowadzi do jego magazynowania. Przeciwnie: jeśli będziemy pozwalali sobie na małe wybuchy złości, wkrótce agresja stanie się naszą drugą naturą.

— Wielu pracowników, zwłaszcza na Zachodzie, próbuje się okiełznać niepożądane emocje środkami farmakologicznymi. Żadna pigułka nie zastąpi jednak bliskości osób, które tak samo jak my cenią łagodność i zgodę. Pozytywne towarzystwo jest rodzajem bufora. Warto także pamiętać o odpoczynku, śnie. Zregenerowane i wyspane osoby łatwiej utrzymują nerwy na wodzy. Najważniejszy jest jednak dobry kontakt z drugim człowiekiem — podkreśla Katarzyna Janczuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu