Złotemu grozi atak spekulacyjny

Jacek Kowalczyk
05-02-2009, 06:40

Ostatnie osłabienie to dopiero przygrywka do zapaści — uważa Rafał Antczak. Rada Polityki Pieniężnej odpowiada za niemoc złotego — twierdzi ekonomista Deloitte. Jeśli się nie opamięta, będzie dramat.

Czwartek, po kilku dramatycznych dniach dla złotego, przynosi lekka stabilizację. W południe euro kosztowało 4,66 zł, frank 3,11 zł, a dolar 3,62 zł. Według Rafała Antczaka, ekonomisty i wiceprezesa Deloitte, ostatnie osłabienie to dopiero początek złej passy. Jego zdaniem, zagraniczni inwestorzy dopiero szykują się do poważnego ataku spekulacyjnego.

— Jeśli władze monetarne i politycy nic nie zrobią, za euro możemy płacić nawet 5-6 zł. W sytuacji ataku, a podejrzewam, że on się zbliża, nie ma żadnego punktu, na którym złoty mógłby się wesprzeć — ostrzega Rafał Antczak.

Według niego to, co dzieje się z kursem złotego, to typowy okres poprzedzający uderzenie spekulantów.

— Inwestorzy celowo osłabiają złotego, budując w ten sposób odpowiedni klimat do ataku. Chcą przekonać większych i mniejszych graczy, że złoty może dalej lecieć w dół. Szukają w ten sposób sprzymierzeńców. Zadanie ułatwia im klincz polityczny wobec przyjęcia euro i problemy rządu z budżetem — mówi Rafał Antczak.

Jego zdaniem, za problemy złotego odpowiada Rada Polityki Pieniężnej (RPP). Od listopadowego posiedzenia obcięła stopy procentowe łącznie o 1,75 pkt proc.

— Te obniżki nie przyniosły znaczącej ulgi kredytobiorcom zadłużonym w złotych, a były główną przyczyną osłabienia złotego w ostatnich tygodniach, więc uderzyły w kredytobiorców dewizowych i firmy posiadające opcje walutowe. Jeśli RPP chciała skłonić banki do udzielania kredytów, mogła użyć bardziej skutecznych narzędzi, np. obniżając poziom rezerw obowiązkowych, stopę depozytową, czy zwiększając płynność przez operacje otwartego rynku. W dodatku cały czas członkowie RPP zapowiadają kolejne cięcia stóp. W takiej sytuacji zagranicznym instytucjom złoty jest coraz mniej potrzebny — twierdzi wiceprezes Deloitte.

Bez paniki
W szykowanie się inwestorów do ataku nie wierzy Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

— Kwoty, o jakie toczy się gra przy opcjach walutowych, są zbyt małe, żeby ktoś zdecydował się na atak walutowy. Duże pieniądze mogliby zarobić, gdyby kurs złotego był sztywny i bank centralny zmuszony był do interwencji. U nas kurs jest płynny — mówi Stanisław Gomułka.

Ryszard Petru ze Szkoły Głównej Handlowej nie ma złudzeń, że zagraniczni inwestorzy celowo grają na osłabienie złotego, ale nie sądzi, by planowali oni nagły atak.

— Dilerzy w Londynie widzą, że złotego można łatwo osłabiać i na tym osłabianiu zarabiać, więc to robią. Mają jakieś cele, do których starają się dojść (słyszałem o poziomie 4,80 za EUR) i prawdopodobnie będą starali się je osiągnąć. Ta zabawa się skończy, kiedy inwestorzy uznają, że euro jest już zbyt drogie — uważa ekonomista.

Co dalej czeka złotego i kiedy można oczekiwać zmiany trendu czytaj w dzisiejszym Pulsie Biznesu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Złotemu grozi atak spekulacyjny