Polska nie odczuwa jeszcze szczególnie boleśnie wzrostu cen surowca. Na razie.
Utrzymująca się w dłuższej perspektywie wysoka cena ropy może mieć fatalny wpływ na naszą gospodarkę. Na szczęście notowania ropy w Londynie czy w Nowym Jorku nie są jedynym czynnikiem wpływający na ceny surowca w Polsce. W grę wchodzą dwa kluczowe elementy — z jednej strony ceny ropy na światowych rynkach wyrażane w dolarach, z drugiej — kurs złotego wobec amerykańskiej waluty. Na razie rodzima waluta wzmacnia się kosztem dolara i pozwala zamortyzować skoki cen na światowych rynkach ropy.
Dobra zależność
— Zależność taka zachodzi, dopóki złoty wzmacnia się w tym samym tempie, co drożeje ropa — wyjaśnia Małgorzata Krzysztoszek, ekspert PKPP.
Mechanizm ten nie będzie jednak działał w nieskończoność. O ile ceny surowca nie mają twardych ograniczeń, o tyle polska waluta ma — i to głównie natury politycznej oraz psychologicznej.
Wachlarz ryzyk
— Zbliża się jesień i powrócą dyskusje o budżecie. Ponadto czeka nas jeszcze głosowanie nad przyszłością rządu Marka Belki. Te czynniki osłabią złotego — mówi Iwona Antowska-Bartosiewicz, ekonomista Banku Handlowego.
Realny wzrost ceny ropy dla polskich przedsiębiorców oznaczać będzie poważny wzrost kosztów produkcji oraz skok inflacji. Wywoła to presję na podwyżki stóp procentowych i w konsekwencji uderzy w inwestycje oraz zmniejszy popyt wewnętrzny. Skutkiem może być spowolnienie reform finansowych. O zakłóceniu wzrostu gospodarczego także nie można nie wspomnieć.