Znaki zapytania nad prezydencją

Jacek Zalewski
opublikowano: 15-02-2011, 00:00

Coraz szybszymi krokami zbliża się polskie przewodnictwo Unii Europejskiej, a tak dosłownie — ministerialnej Rady UE. Według ocen zewnętrznych kontrolerów i obserwatorów, powinniśmy całkiem nieźle poradzić sobie ze stroną stricte organizacyjną, na którą pójdzie z budżetu państwa ponad 430 mln zł. Notabene kosztowne szczyty Rady Europejskiej w Brukseli nie wchodzą w tę kwotę, finansowane są przez centralę. Ale nad warstwą programową i efektywnością polskiej prezydencji UE wiszą znaki zapytania. Wielki wydatek budżetowy powinien zostać traktowany jako koszt uzyskania nie tyle dosłownie przychodu, ile innych korzyści dla Polski w dłuższym horyzoncie czasowym.

Rząd na razie nie sprecyzował priorytetów półrocznej prezydencji, podał jedynie sześć tematycznych obszarów, z których zostaną one wyłonione. Wynika to z okoliczności, że sytuacja UE jest bardzo zmienna i do 1 lipca priorytety mogłyby się zdezaktualizować. Notabene sporo zależeć będzie także od tego, co uda się zrealizować Węgrom, których przewodnictwo wystartowało w bardzo złej atmosferze ogólnounijnej krytyki za ustawę medialną. Dlatego kluczem do naszego powodzenia będzie atmosfera kompromisu Polski przede wszystkim z Niemcami i Francją. Tymczasem na ostatnim szczycie Rady Europejskiej delegacje rozstały się co najmniej chłodno.

Krystalizowanie się Unii dwóch prędkości premiera Donalda Tuska wręcz zszokowało. Niespodziewanie w roku 2011, który miał stać się długo oczekiwanym polskim triumfem w Europie, grozi nam ponowne znalezienie się w poczekalni, jak w latach ubiegania się o akcesję. Ba, jest nawet gorzej — przedsionek do strefy euro na razie zamknięty…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu