Znikną zapyziałe kąty

Karolina Guzińska
opublikowano: 2004-07-02 00:00

Trudne — technicznie, archeologicznie i konserwatorsko — prace wokół Wawelu przynoszą rewelacje. Jak główny taras ogrodów królewskich z I połowy XVI wieku.

Odkryto je — parę metrów pod poziomem gruntów —między wschodnią elewacją pałacu a murami obronnymi, wzniesionymi przez Austriaków w XIX wieku, gdy Wawel był cytadelą.

W 2006 r. zrekonstruowane ogrody otworzą podwoje dla turystów. Będą mogli obejść wzgórze dokoła — widok zamku z żabiej perspektywy poraża! Bo widać jego nieprawdopodobną skalę.

Królewskie tarasy

— Ceglane alejki przecinają się pod kątem prostym, wytyczając niewielkie kwatery dla roślinności. Odtworzymy je — z nowej cegły. Gorzej z roślinami... Badania paleobotaniczne nie dały pewnych wyników. Prawdopodobnie rośliny stały w drewnianych skrzyniach. Rekonstrukcja będzie więc przybliżona. Porównamy ze sobą inne XVI-wieczne ogrody europejskie — zapowiada prof. Marcin Fabiański, wicedyrektor ds. konserwatorsko-technicznych Zamku Królewskiego na Wawelu.

W nadsypywanym przez kilkaset lat rumowisku archeolodzy znajdują ciekawe rzeczy — całe wiadra ułomków renesansowej kamieniarki, a nawet większe fragmenty ornamentalnych rzeźb. Badacze starają się je złożyć w jakąś całość — niby puzzle... Efekt da się zobaczyć w lapidarium — to część wystawy „Wawel zaginiony”.

— Archeolodzy przekopali dopiero kilkanaście procent powierzchni ogrodów, ale jeśli znaleziska będą narastać w takim tempie, zrewidujemy poglądy na XVI-wieczną dekorację Wawelu — entuzjazmuje się Marcin Fabiański.

Nie wiadomo, kiedy kamienne resztki trafiły pod ziemię — w XVI wieku? Później? Ustali się to po wyburzeniu betonowego basenu, jaki kazał wybudować w latach 40. XX wieku generalny gubernator Hans Frank. Wówczas badacze dotrą do głębszych warstw — o nienaruszonej „chronologii”.

— Można będzie skojarzyć czas ich wyrzucenia z historią zamku. I zastanowić się, czy aby nie pochodzą z około 1600 r., ze skrzydła północnego zamku, które Zygmunt III Waza zlecił przebudować. To byłby przyczynek do dyskusji, kiedy przeniesiono stolicę do Warszawy. Co nie stało się w rok — proces zaczął się już za Zygmunta Augusta, który mało przebywał w Krakowie. Z kolei Zygmunt III — całkiem sporo. Ta inwestycja świadczy, że przygotował Wawel do dalszego pełnienia funkcji rezydencji królewskiej — twierdzi Marcin Fabiański.

Na wstęp do ogrodów trzeba poczekać. Tymczasem udostępniane zwiedzającym są nowe wnętrza — w końcu lat 90. oficjalną rezydencję prezydenta Rzeczypospolitej (w międzywojniu Wawel był jedną z nich). Da się zobaczyć apartament Ignacego Mościckiego z oryginalnym wyposażeniem z lat 20.

— Myśl, by zrobić z Wawelu rezydencję, zrodziła się 1905 r. — warunkiem przejęcia zamku od armii austriackiej było urządzenie w nim siedziby najjaśniejszego pana Franciszka Józefa. Nigdy do tego nie doszło, ale ów pretekst pomógł „wydobyć” gmach od wojska — komentuje Marcin Fabiański.

Po pracach w piwnicach zamkowych rozbudowano o kilka sal wystawę: „Skarbiec i Zbrojownia”.

— Wciąż przybywa eksponatów. Ich liczba wzrosła głównie o zbiory malarstwa włoskiego — darowiznę Karoliny Lanckorońskiej. Dawniej wystarczała więc jedna trasa turystyczna: komnaty wawelskie, teraz rozbiliśmy ją na dwie: komnaty reprezentacyjne oraz apartamenty prywatne — sumuje Marcin Fabiański.

Podniesiony z ruiny

Konserwacja Wawelu trwa sto lat bez mała — prace rozpoczęły się w 1905 roku, gdy zamek opuściła armia austriacka. Służył żołdactwu za koszary...

— Odpowiednio do tego był traktowany i przebudowywany — przedstawiał obraz ponurej ruiny. Zdekapitalizowany, nie nadawał się nawet na koszary — twierdzi Marcin Fabiański.

Austriacy przebudowali pałac na cele wojskowe. Bez pardonu zamurowywali okna — by ciepło nie uciekało z sal, gdzie spali żołnierze. Renesansowe i barokowe gzymsy wyrzucali na zewnątrz — przez to podniósł się poziom gruntów...

Odnowa Wawelu nabrała tempa 15 lat temu — po zmianach polityczno-gospodarczych. Wcześniej nie starczało środków na dobrą opiekę konserwatorską, nie mówiąc już o inwestycjach. We znaki zabytkom dało się też zanieczyszczone krakowskie powietrze. W latach 90. daleko idące ingerencje stały się już potrzebą chwili.

— Przeciekające dachy, zabrudzone freski, instalacje — c.o., elektryczne, alarmowe — do wymiany... To już za nami. Uporządkowano też — pierwszy raz od stu lat — popadającą w ruinę nawierzchnię dziedzińca arkadowego — wylicza Marcin Fabiański.

Dachy nakryto nowymi dachówkami — jedyna większa ingerencja w sylwetkę Wawelu to przywrócenie Baszcie Senatorskiej dachu stożkowego (w XIX w. Austriacy nakryli ją tarasem, który zresztą się częściowo zawalił — a odnawiany w wieku XX stracił charakter zabytku).

Odrestaurowano elewacje zamku — z konserwacją kamieniarki okiennej (przywrócono m.in. brakujące gzymsy nad oknami) i drobnej polichromii (herby, częściowo spłukane przez deszcze). Przy okazji tych prac odsłonięto w Baszcie Jordance piwnicę — z unikatowymi napisami na tynku. Pochodzą zapewne z 1716 r., gdy mieściło się tam więzienie... Teraz odnawiana jest Baszta Sandomierska. Zakończono także część prac przy murach kleszczowych — fortyfikacje z końca XVIII wieku to ostatnie militarne dzieło I Rzeczypospolitej.

— Konserwujemy również fortyfikacje austriackie. W 2003 r. renowacji poddaliśmy basteję — od strony kościoła św. Idziego. W tym roku zaczynamy konserwację zewnętrznych murów obronnych. Mam nadzieję, że zakończymy ją do 2010 r. — dodaje Marcin Fabiański.

Kłopotliwe kurdybany

Dzieło lat 90. XX wieku to także odnowienie wszystkich zamkowych pomieszczeń — kilkudziesięciu komnat. Założono nowe instalacje, odświeżono renesansowe fryzy, malowidła z okresu międzywojennego oraz wczesnobarokowe stiuki w wieży Zygmunta III. Cały czas konserwuje się także wawelskie ruchomości — arrasy, obrazy, rzeźby, złotnictwo, ceramikę....

— Wyzwaniem była renowacja obić kurdybanowych — płatów skóry, zszytych w płaszczyznę wielkości ściany. Bo skóra reaguje na stopień wilgotności powietrza: rozpręża się lub zbiega. Pomogły sprytnie zaprojektowane krosna — na nich napięto kurdybany, pozwalając im tak pracować, by nie rozrywały się przy wahaniach wilgotności. Tego nie da się wyeliminować... Nie ma szans na założenie pełnej klimatyzacji w obiektach zabytkowych. Po prostu nie ma gdzie prowadzić dużych kanałów wentylacyjnych — tłumaczy Marcin Fabiański.

W 2000 r. wybrukowano dziedziniec arkadowy — kostką wapienną (co nawiązuje do historycznej nawierzchni z nieregularnego wapienia łamanego).

— Po setkach lat zaniedbań dziedziniec w końcu stał się klepiskiem. Po opadach zamieniał się w błocko. A gdy było sucho — wzbijały się zeń tumany kurzu. Co nie wróżyło dobrze wnętrzom pałacowym — dodaje Marcin Fabiański.

Pozostaje jeszcze remont budynku nr 5 od zachodu zamykającego dziedziniec arkadowy. Te dawne królewskie kuchnie to obecnie siedziba dyrekcji. Elewacja budynku pochodzi z lat okupacji hitlerowskiej. Nie jest tak szacowny jak pozostałe... Przed konserwatorami stoją problemy raczej estetyczne.

— Coś z nim trzeba zrobić: jest brudny, wymaga sanacji technicznej. Na przywrócenie dawnej bryły nie ma szans. Bardzo się zmieniała — no i nie mamy dokładnej dokumentacji. Postaramy się oczyścić mury i uprościć formę — wyjaśnia Marcin Fabiański.

Rozpoczyna się remont innych obiektów, przede wszystkim gotyckich domów tworzących tzw. budynek nr 7, który nigdy nie był konserwowany. Do niedawna mieszkali tu lokatorzy — pracownicy muzeum. Po remoncie będzie mieścił archiwa, sale oświatowe, biura. Swoje lata ma też budynek nr 8. Wzniesiony w 1950 r., był ostatnią wielką ingerencją w kształt wzgórza.

— Duże zadanie to otoczenie Wawelu: dziedziniec zewnętrzny, wymiana bruku na drodze prowadzącej na Wawel od strony ul. Kanoniczej. Ten z wapienia łamanego nieustannie się kruszy... — dodaje Marcin Fabiański.

W nieodleglej przyszłości czeka wzgórze rewaloryzacja stoków zewnętrznych — już poza murami. To zadanie musi wziąć na siebie gmina Kraków — bo to jej własność. Stoki, chaotycznie porośnięte samosiejkami drzew i krzewów, trzeba przeprofilować i uregulować, poprawiając widoczność bryły Wawelu. Z tym wiąże się też kwestia ogrodzenia wzgórza i jego iluminacji — obecne oświetlenie dożywa swych dni...

Iść na kompromis

Przez minione 15 lat nazbierało się trudności. Pracom nie sprzyjała — uniemożliwiająca planowanie — inflacja I połowy lat 90., a także nieustanne zmiany w prawie o zamówieniach publicznych.

— A inne akty prawne? Konserwacja wnętrz pałacowych zbiegła się w czasie z odnowionymi wymaganiami co do bezpieczeństwa — mówię o światłach ewakuacyjnych. Zabytki nie są od nich zwolnione — wszędzie je wstawialiśmy, co nie upiększa komnat... A — ku memu zdziwieniu — w innych krajach europejskich, podlegających tym samym prawom unijnym, nie widać ich w zabytkowych wnętrzach — lamentuje Marcin Fabiański.

Renowacji nie ułatwia historia wzgórza. Zmusza do wyborów. Na przykład: kłopoty zaczynają się poniżej odtworzonego muru oporowego — o nim akurat sporo wiadomo z rysunków i przekazów. Bo o ile w XVI wieku stoki Wawelu opadały dość stromo, o tyle w wieku XIX, gdy wzgórze zamieniono w cytadelę, Austriacy obudowali całość ceglanymi fortyfikacjami. Nadsypano parę metrów ziemi, co znacznie podniosło grunt wewnątrz murów. Wybudowano też ceglaną drogę forteczną...

— Mamy dylemat... Archeolodzy pracują nad odkopaniem resztek konstrukcji kamiennych, ceglanych i fragmentów rzeźb zachowanych w warstwach poniżej obecnego poziomu gruntów. Z drugiej strony istnieją — i istnieć będą — zewnętrzne mury austriackie. Nie można arbitralnie wybrać jednego momentu z historii Wawelu. Ani powrót do XVI wieku, ani wyłącznie wiek XIX jest nie do pomyślenia. Potrzeba kompromisu — z jednej strony warto przypomnieć o dawniejszych dziejach okolic zamku, z drugiej — zachować podwyższony poziom gruntów — uważa Marcin Fabiański.