Po roku sądowych batalii klinice okulistycznej Sensor Cliniq udało się dojść sprawiedliwości — Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnie umorzył postępowanie karne wszczęte na podstawie zawiadomienia prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).

Spółka miała złamać prawo, pobierając od pacjentów opłaty za świadczenia refundowane (wszczepienie soczewki w ramach operacji usuwania zaćmy). Dokładniej — chodziło o dopłaty do lepszej jakości soczewki. O sporze „PB” pisał ponad rok temu.
— Sąd uznał, że zarzuty NFZ nie mają żadnych podstaw. Płatnik nie miał prawa twierdzić, że jak pacjenci dopłacają do lepszej soczewki, to nie należy się im finansowanie zabiegu z NFZ. Ponadto teza w doniesieniu do prokuratury, że Sensor naraził NFZ na „szkodę”, jest nieprawdziwa — podsumowuje decyzję sądu Paulina Kieszkowska-Knapik, prawniczka z Kancelarii Kieszkowska Rutkowska Kolasiński.
Czarno-biały koszyk
Ani Ministerstwo Zdrowia (MZ), ani NFZ nie odpowiedziało na nasze pytanie, czy decyzja może zmienić interpretacje niejasnych przepisów. Dzisiaj stoją na stanowisku, że dopłaty do lepszego standardu, droższych technologii etc. są obecnie niezgodne z prawem. Pacjent ma więc dwa wyjścia — albo bierze, co daje fundusz, albo płaci za wszystko z własnej kieszeni.
Zdaniem Pauliny Kieszkowskiej-Knapik, nie ma dziś jasnych przepisów, które zakazują pobierania opłat. Choć sprawa również nie jest czarno-biała. Koszyk świadczeń gwarantowanych (to, co ubezpieczonemu należy się w ramach składki) jest określony bardzo szeroko i niejasno.
W większości specjalizacji nie ma przepisów, z których wynika, że NFZ płaci za technologie rodzaju X, a za produkty powyżej tego standardu już nie. Choć, co warto zauważyć, w kontekście powyższego przypadku w okulistyce jest to dosyć jasno określone. Robert Mołdach, ekspert ds. ochrony zdrowia w Pracodawcach RP, uważa, że decyzja o umorzeniu sprawy Sensor Cliniq to bardzo dobra wiadomość dla placówek medycznych.
— Wreszcie ktoś stanął w obronie pacjentów. Dzisiaj to najbiedniejsi są najbardziej poszkodowani, bo o ile są w stanie zapłacić dopłatę, która wynosi 200 zł, to ceny za całość zabiegu, która wynosi 2,2 tys. zł, już nie — mówi Robert Mołdach. Wyrokowi sądu przyklaskuje również Wojciech Puzyna, prezes warszawskiego Centrum Medycznego Żelazna.
— Liczę, że to pierwszy krok w logicznym kierunku, dzięki któremu uda się nam w końcu uciec od praktyk rodem z Korei Północnej. Dla przykładu dzisiaj ciężarna pacjentka, która chodzi do prywatnego lekarza,w publicznym systemie nie może zrobić nawet badań diagnostycznych, mimo że jest ubezpieczona w NFZ — twierdzi Wojciech Puzyna.
Szpital św. Zofii, który należy do Centrum Medycznego Żelazna, podobnie jak Sensor Cliniq, został ukarany za pobieranie dodatkowych opłat (za znieczulenie zewnątrzoponowe porodu — bez wskazań medycznych). Płatnik nałożył na spółkę karę ponad 0,5 mln zł. Obecnie w tej sprawie jest prowadzone postępowanie cywilne. — Toczy się od blisko trzech lat. Liczymy, że być może za rok zapadanie wyrok — mówi Wojciech Puzyna.
Światełko w tunelu
Ma nadzieję, że wyrok dotyczący Sensor Cliniq stanie się precedensem w sprawie dopłat. Paulina Kieszkowska-Knapik jest mniej optymistyczna. Czy sprawa okaże się precedensem, nie wie, nie spodziewa się jednak, aby NFZ i MZ po ostatniej decyzji sądu zmieniły swoje stanowiska.
Andrzej Mądrala, wiceprezes Pracodawców RP, również uważa, że sprawa Sensora to na razie światełko w tunelu. Przypomina wyrok Trybunału Konstytucyjnego sprzed dekady zakazujący pobierania opłat.
— Mimo że przepisy nie zakazują dopłat, które są w interesie pacjentów, nie sądzę, aby placówki decydowały się dzisiaj na ich pobieranie, szczególnie mając w pamięci gehennę, jaką przeżył Sensor Cliniq i jak musiał w sądzie udowadniać swoją niewinność — uważa Andrzej Mądrala.