Żona Cezara

Aleksander Krawczuk
opublikowano: 28-02-2003, 00:00

W nocy z 2 na 3 grudnia 62 roku p.n.e. miało odbyć się coroczne nabożeństwo ku czci Bona Dea — Dobrej Bogini. Tylko dla kobiet. Panie zaczęły schodzić się do siedziby kapłana najwyższego (pontifex maximus) na forum. Wówczas godność tę piastował dość głośny już polityk średniego pokolenia (lat 39), niejaki Gajusz Juliusz Cezar. Gospodyniami były Pompeja, jego druga żona, i jego matka — Aurelia.

Nagle gdzieś w głębi rozległ się krzyk. Młoda niewolnica wbiegła do sali, gdzie gromadziły się matrony, wołając, że w domu ukrywa się mężczyzna w przebraniu lutnistki. Odkryła to, gdy chciała się z „nią” bawić piłką, ale dziewczyna dziwnie unikała światła i bała się mówić. Zamknięto wyjścia, służba z pochodniami przeszukała dom. Z małej izdebki niewolnicy Pompei wyciągnięto młodzieńca w kobiecym stroju. Wnet go rozpoznano. Klodiusz z przydomkiem Pulcher, czyli Piękny, nie cieszył się najlepszą sławą. Wprawdzie miał objąć urząd kwestora, był jednak oskarżany o nadużycia finansowe, a wcześniej nieomal doprowadził do buntu jednej z armii w polu. Od dawna adorował Pompeję, surowa teściowa jednakże czuwała. Uciekł się zatem do podstępu.

Zgorszone panie opuściły dom Cezara, a nazajutrz całe miasto śmiało się z uciesznej historii — nawet poważni senatorowie. Cezar nie przywiązywał do sprawy najmniejszej wagi, nigdy też nie zerwał stosunków z Klodiuszem; obaj zresztą należeli do tego samego stronnictwa — popularów. Ale grupa ich przeciwników, optymatów, czyli konserwatystów, dostrzegła w przygodzie Klodiusza sposobność rozprawienia się i z nim, i z Cezarem. Niefortunnego kochanka można było oskarżyć o świętokradztwo, a kapłana najwyższego — ośmieszyć. Powołano trybunał dla rozpatrzenia sprawy.

Cezar musiał rozwieść się z żoną, co w Rzymie było proste. Wprawdzie zawarciu małżeństwa zwykle towarzyszyły ceremonie, także religijne, nie stanowiło ono jednak aktu prawnego w naszym rozumieniu. Trwało na zasadzie obustronnego „afektu matrymonialnego” i — wraz z jego wygaśnięciem — mogło się skończyć bez komplikacji i rozpraw sądowych, jak każda umowa prywatna. Odrębną kwestią była intercyza ślubna, dokładnie ustalająca sprawy majątkowe. Zdumiewające, ale przy tej łatwości rozwodów zdarzały się one raczej rzadko — poza warstwami wyższymi, gdzie zmieniano partnerów niby w Hollywood, tam jednak chodziło o wielkie pieniądze i wielką politykę. Czyżby świadomość, że „afekt matrymonialny” partnera może minąć, lepiej podtrzymywała więź małżeńską niż paragrafy ustaw? Pytanie godne refleksji...

Po skomplikowanej procedurze doboru sędziów — powód i oskarżony mieli prawo odrzucania kandydatów z proponowanej listy — na ławach zasiadło 56 osobników. Cyceron — świadek w tym procesie — twierdził później, że nawet w domu gry hazardowej trudno byłoby spotkać ohydniejszy zespół. Cezar oświadczył ze spokojem, że nic mu nie wiadomo o miłostkach Pompei. Jeden ze zdumionych sędziów zapytał, czemu wobec tego z nią się rozwiódł. Odparł z godnością: — Żona Cezara musi być poza wszelkimi podejrzeniami!

Obrona Klodiusza starała się dowieść jego alibi. Jeden ze świadków zeznał pod przysięgą, że feralnej nocy bawił z nim kilkadziesiąt mil od miasta. Zadał temu kłam Cyceron: trzy godziny przed zajściem widział się z Klodiuszem w Rzymie. Wydawało się, że wyrok może być tylko skazujący... Za kulisami zapadły jednak — ku zdumieniu i zgorszeniu Cycerona — inne decyzje. W ciągu jednej nocy prawie wszyscy sędziowie przyjęli łapówki! I Klodiusza uznano za niewinnego — większością sześciu głosów!

Bezpośrednim i historycznie ważnym skutkiem afery było to, że Cyceron zyskał w Klodiuszu śmiertelnego wroga — jak groźnego, miało się wkrótce okazać. A do dziś trwającym echem są tak często wypowiadane przez polityków dumne słowa: każdy z nas winien być czysty i wolny od podejrzeń — jak żona Cezara! Notabene powtarzają to nawet ci, którzy nic o Cezarze poza tym nie wiedzą; a już na pewno nie wiedzą, w jakich okolicznościach i w odniesieniu do jakiej sprawy zdanie to sformułowano.

On sam na pewno nie był poza wszelkimi podejrzeniami — ani w tej sprawie, ani w wielu innych. Ale kogo to obchodziło, jakie to miało znaczenie? Był przecież świetnym politykiem. A polityk nie musi być czysty. Ma być skuteczny. Tak niezmiennie wyrokuje niemoralna historia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Polecane