Koniec z polityką, będzie konkurs. Niekoniecznie — w radzie nadzorczej są przeciwnicy tego pomysłu.
Rada nadzorcza Polskiej Miedzi, która zbierze się w Lubinie w poniedziałek, ma zatwierdzić warunki konkursu na nowego szefa koncernu. To pierwszy etap odpolitycznienia KGHM. Zapowiada się gorąca dyskusja, bo w radzie są przeciwnicy konkursu. Przeciwko zagłosuje Józef Czyczerski, szef miedziowej Solidarności, członek rady nadzorczej z ramienia załogi.
— Dla mnie ten konkurs to lipa, tworzenie pozorów i fikcji. PO chce mieć wpływy w Polskiej Miedzi i jak każda partia rządząca na pewno się ich nie wyrzeknie. Nie wiem, po co ten teatr — mówi Józef Czyczerski.
Największe jego zastrzeżenia budzi to, że z konkursu ma pochodzić nie tylko prezes, ale też pozostali członkowie zarządu. Jego zdaniem, szef firmy powinien mieć możliwość dobrania sobie współpracowników. Wskazywanie ich w konkursie może tylko zaszkodzić spółce. Ponadto, jego zdaniem, skarb państwa powinien mieć większy wpływ na obsadę władz spółki, skoro ma w niej największe udziały.
Związkowe zarzuty odpiera dolnośląski działacz PO.
— Różnica między skutecznym zarządzaniem a upolitycznianiem spółki jest jasna i widoczna. Skarb państwa nie jest własnością żadnej partii i mówienie o tym, że obsadzanie niezależnymi fachowcami jest utratą wpływu właściciela, to mylenie definicji skarbu państwa i partii politycznej — mówi Tomasz Misiak, senator PO.
Pomysłom PO z zainteresowaniem przyglądają się analitycy.
— Nie sądzę, by wybitni menedżerowie bili się o posadę w Polskiej Miedzi. Wierzę jednak w transparentność wyboru — komentuje Tomasz Krukowski, analityk Unicredit.