Eureko nie widzi potrzeby zawieszania arbitrażu w sprawie PZU.
Może się też okazać, że nie ma czego zawieszać.
Parlamentarzyści coraz śmielej postulują zawieszenie przez rząd sztokholmskiego arbitrażu w sprawie PZU do czasu zakończenia prac komisji śledczej ds. PZU. Tym razem jednak chęci mogą nie wystarczyć. Zupełnie innego zdania jest bowiem Eureko, właściciel 31 proc. akcji ubezpieczeniowego giganta.
— Nie widzę powodu, dla którego postępowanie miałoby być zawieszone. Chyba że osiągnęlibyśmy ostateczne porozumienie w sprawie negocjowanej ugody — mówi Lorrie Morgan, rzecznik Eureko.
Szansa teoretyczna
— Co prawda do zawieszenia arbitrażu zazwyczaj dochodzi na wniosek powoda, ale nie wyklucza to rozpoznania takiego wniosku złożonego przez pozwanego. Z pewnością Eureko zostanie zapytane o stanowisko w tej sprawie. Arbitrzy podejmą decyzję na podstawie uzasadnień obu stron. Wygra więc strona z silniejszą motywacją — mówi dr Maciej Tomaszewski z Kancelarii Weil, Gotshal & Manges.
Tymczasem posłowie złożyli wniosek do sejmowego Biura Ekspertyz i Analiz o przygotowanie ekspertyzy w tej sprawie. Może się jednak okazać, że kiedy ją dostaną, będzie już niepotrzebna.
— Jeżeli Sejm podejmie decyzję w sprawie PZU po 15 lutego, ugoda z Eureko będzie nieaktualna — mówi Jacek Socha, minister skarbu.
Przyznaje jednak, że trzeba będzie renegocjować niektóre zapisy umowy z Eureko.
— W obecnej sytuacji politycznej nie możemy jej podpisać — dodaje.
Test wytrzymałości
Przypomnijmy, że do 7 lutego strony mają czas na przesyłanie do arbitrażu ostatecznych pism procesowych. To m.in. na ich podstawie sędziowie ustalać będą werdykt. Zwlekanie przez Sejm z decyzją w sprawie ubezpieczyciela może wykluczyć także przeprowadzenie do końca czerwca oferty publicznej PZU, co jest jednym z warunków ewentualnej ugody MSP-Eureko.



