Zysk i radość

Adrian Chimiak
04-07-2006, 00:00

Nauczyciele w chwilach zwątpienia mówią, że „lepiej iść tłuc kamienie, niż uczyć”. Andrzej Pasternak i Marek Lechowicz też uczyli, ale mebli „nie tłuką”.

— Trudno utrzymać rodzinę z nauczycielskiej pensji. A ja zawsze lubiłem dłubać w drewnie. Zacząłem dorabiać, wykonując wieczorami kuchenne szafki i drzwi. Nagle zaczęło przychodzić mnóstwo ludzi i zamówienia przerosły moje skromne możliwości produkcyjne — wspomina Andrzej Pasternak, prezes Ebanu.

Marek Lechowicz, dziś członek zarządu, prowadził zajęcia ze studentami WSP (obecnie Uniwersytet Opolski), ale ciągle był przekonany, że swoją wiedzę z zakresu maszynoznawstwa mógłby wykorzystać w biznesie.

— Znaliśmy się ze studiów. W 1990 roku założyliśmy spółkę cywilną Eban, produkcja mebli — wspomina Lechowicz.

Przedsiębiorstwo rozwijało się wzorowo, firma zatrudniała ponad 50 pracowników (dzisiaj 20).

— Sielankę przerwał urząd skarbowy, nałożyli nam ogromną karę. Chodziło o leasing samochodów. W końcu wygraliśmy sprawę, ale straty były nie do odrobienia — mówi Marek Lachowicz.

Pomysł na firmę

W 2000 roku biznesmeni zmienili zasady funkcjonowania przedsiębiorstwa. Eban stał się spółką z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie robi mebli.

— Trochę żal, zwłaszcza gdy widzę nasze meble — m.in. w ZETO w Opolu, sklepie Cefalu czy w biurach największego regionalnego dziennika. Stoją, są całe i ciągle dobrze się prezentują — mówi Andrzej Pasternak.

Eban m.in. zajmuje się wyposażaniem wnętrz i sprzedażą mebli.

— Wyposażanie wnętrz to prawdziwe wyzwanie. Kiedyś otrzymaliśmy zlecenie, które zobowiązywało nas nie tylko do wstawienia lodówek, ale nawet dostarczenia łyżeczek do herbaty. Pamiętam, jak pani, która sprawdzała wykonanie zamówienia, przesuwała ręką po meblach. Szukała wiórków — uśmiecha się prezes Pasternak.

Jednak aż 80 proc. obrotów przedsiębiorstwa to hurtowa sprzedaż materiałów dla stolarzy z południa i centrum kraju. To dla nich kilka tygodni temu zorganizowano kilkusetosobową imprezę integracyjną.

— To kosztuje dużo, ale opłaca się. Firma wysyła sygnał rzemieślnikom: jesteście dla nas ważni — deklaruje Lachowicz.

Przeglądamy kilkadziesiąt zdjęć, uśmiechy zawieszone pomiędzy szklanicami wyskokowego płynu mogą zmylić. Naprawdę ważne są szyldy wystawiających się firm, nowe rozwiązania, możliwość wymiany doświadczeń, zawieranie znajomości biznesowych.

— Sukces zaczęliśmy odnosić, gdy zmieniliśmy sposób zarządzania przedsiębiorstwem. Wprowadziliśmy nowy podział obowiązków, śledzenie drogi przepływu pieniędzy, racjonalne planowanie. Te coroczne spotkania są jednym z elementów nowego myślenia o firmie — mówi prezes Pasternak.

Sposób na dłużników

Eban dysponuje dziewięcioma samochodami ciężarowymi i dostawczymi. Jedno zamówienie może wymagać przewiezienia nawet kilkuset ton mebli.

— Tak duże zlecenia realizujemy głównie dla firm i ludzi bogatych — mówi prezes.

Ale to właśnie oni stwarzają najwięcej problemów. Zdarzają się tacy, którzy biegają z krzesłem po salonie i wchodzą na nie, by dojrzeć każdy niewidoczny z dołu mankament kupowanego mebla.

— Kiedyś machnęliśmy ręką na 10 tys. złotych. Klientka tak nam dała w kość, że woleliśmy ponieść stratę, niż kontynuować wyposażanie jej domu. Jednym z jej wymagań była ściśle określona, stała odległość między sękami w naturalnym drzewie — opowiada Andrzej Pasternak.

Przyznaje, że najlepiej robi się interesy ze średnio zamożnymi mężczyznami, właścicielami firm meblarskich, rzemieślnikami i stolarzami.

A co z odbiorcami, którzy zalegają z płatnościami?

— Najlepsze efekty przynosi rozmowa. Jeżdżę po kraju i spotykam się z dłużnikami. Nie ma sensu straszyć ludzi sądem i komornikami — wyjaśnia Andrzej Pasternak.

Kupujący to tzw. klienci powtarzalni. Wielu z nich po wyjściu z dołka finansowego wraca do Ebanu. Firma z kolei idzie im na rękę i większość towaru sprzedaje z odroczonym terminem płatności — od dwóch tygodni do dwóch miesięcy.

Szukają następców

Wszelkie decyzje udziałowcy podejmują wspólnie. Nie konkurują ze sobą.

— Poza tym to ja mam broń — śmieje się Andrzej Pasternak.

Jest znawcą i kolekcjonerem krótkiej broni palnej. Fascynują go również motocykle.

— Nie uznaję starych motorów. Po prostu nie lubię jeździć do mechaników. To jak z meblami. Nie warto kupować wyjątkowo tanich, często po roku są do wymiany. Przecież szafkę w kuchni otwieramy i zamykamy nawet kilkadziesiąt razy dziennie — radzi Pasternak.

— Szukamy powoli następców, osób potrafiących sprawnie zarządzać. Chcemy nadal się rozwijać, ale my dwaj nie możemy robić wszystkiego — podkreśla Marek Lechowicz.

Przedsiębiorcy wiedzą, że przed laty podjęli słuszną decyzję.

— Nie tłuczemy kamieni. Robimy to, co sprawia nam radość i mamy jeszcze z tego zysk. Ciągle potrafię zrobić drewniane drzwi, ale dzisiaj zajęłoby mi to trzy razy więcej czasu niż sprawnemu stolarzowi — uśmiecha się prezes Andrzej Pasternak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Zysk i radość