3,5 tys. zł dodatkowo na ZUS

opublikowano: 26-10-2017, 22:00
aktualizacja: 26-10-2017, 22:19

350 tys. etatowców będzie musiało zapłacić wyższą składkę emerytalną. Zakłada to projekt w błyskawicznym tempie szykowany przez rząd

„Należałoby rozważyć odprowadzanie składki emerytalnej od pełnego wynagrodzenia” — dokładnie tyle tekstu poświęcono temu zagadnieniu w liczącej 370 stron „Zielonej księdze ZUS”, będącej zbiorem opinii, wskazówek i zaleceń, co zrobić z systemem emerytalnym, opublikowanej latem ubiegłego roku.

SZYBKA SKŁADKA: Projekt ministerstwa rodziny, kierowanego przez Elżbietę Rafalską, wpisuje się w długą litanię zmian prawnych, wprowadzanych z zaskoczenia, bez należytych konsultacji. Nagła zmiana reguł liczenia składek na ZUS kłóci się z zapewnieniami, że rząd nie będzie zwiększał obciążeń obywateli.
Zobacz więcej

SZYBKA SKŁADKA: Projekt ministerstwa rodziny, kierowanego przez Elżbietę Rafalską, wpisuje się w długą litanię zmian prawnych, wprowadzanych z zaskoczenia, bez należytych konsultacji. Nagła zmiana reguł liczenia składek na ZUS kłóci się z zapewnieniami, że rząd nie będzie zwiększał obciążeń obywateli. Fot. Marek Wiśniewski

Poczuliście się ostrzeżeni? Nie? A powinniście. Od tamtej pory było na ten temat cicho, jak makiem zasiał — aż do wczoraj, gdy do konsultacji społecznych trafił projekt zmian w ustawie o ubezpieczeniach społecznych. Zakłada zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. Nowe reguły mają obowiązywać od nowego roku, co oznacza, że ustawa będzie przeprowadzona przez ścieżkę legislacyjną w ekspresowym tempie. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) powiadomiło partnerów społecznych, że w związku z tempem prac uwagi do projektu należy składać już w parlamencie.

5,24 mld zł netto…

Zgodnie z propozycją resortu, składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe powinny być liczone, jak w przypadku ubezpieczenia zdrowotnego i wypadkowego, od całego wynagrodzenia. Dzisiaj obowiązuje górny limit podstawy obliczania składki, który wynosi 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia w roku. MRPiPS dość przewrotnie uzasadnia zmiany chęcią wyjścia naprzeciw etatowcom. Wyjaśnia, że jeśli ktoś ma kilka źródeł zarobkowania, sam musi wyliczać wysokość składki stosownie do obowiązującego limitu. Po jego zniesieniu nie będzie musiał monitorować należnej składki w relacji do wysokości wpływów. Poza tym dostanie wyższą emeryturę. „Wprowadzenie górnej kwoty ograniczenia z jednej strony skutkuje „spłaszczeniem” wysokości emerytur, gdyż ogranicza ich wysokość w przypadku lepiej uposażonych ubezpieczonych, z drugiej zaś strony ogranicza ich wkład w życie wspólnoty” — czytamy w „ostatecznym uzasadnieniu” do projektu.

Więcej konkretów można znaleźć w ocenie skutków regulacji (OSR), gdzie mowa jest o wzroście wpływów do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, Funduszu Rezerwy Demograficznej i otwartych funduszy emerytalnych. To po stronie przychodów. Ustawa spowoduje też ubytki podatku PIT i CIT, co odczują i budżet, i samorządy. W pierwszym roku po zmianach, czyli w 2018 r., wpływy podatkowe zmniejszą się łącznie o 1,3 mld zł, z czego 800 mln zł przypadnie na kasę państwa, a 500 mln zł na budżety jednostek samorządu terytorialnego. Zyski z tytułu zmian znacząco przewyższą koszty. W przyszłym roku dzięki wyższym składkom ZUS dostanie dodatkowo 5,24 mld zł. Resort zastrzega, że ostateczny efekt „reformy” zależy „od zachowań na rynku pracy”. Szacuje, że składkę liczoną do 30-krotności wynagrodzenia płaci 350 tys. etatowców. Nie wiadomo, ilu z nich obejmą nowe zasady, bo „niemożliwe do oszacowania są skutki ewentualnego „arbitrażu” na rynku pracy” — stwierdza ministerstwo.

— Mówiąc wprost, nie wiadomo, jaka część pracowników etatowych przejdzie na samozatrudnienie — mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawców RP. Resort uspokaja w OSR, że taka wolta „może dotyczyć jedynie osób, które posiadają wyższą niż przeciętna zdolność adaptacji do nowej sytuacji prawnej”. Równocześnie ministerstwo ocenia, że regulacja pozostanie bez wpływu na mikro-, małe i średnie firmy, gdyż ich nie dotyczy.

…wesprze wcześniejsze emerytury

Rachunek zapłacą duże firmy. Tu koszty szacowane są na 11,1 mld zł w ciągu 10 lat. Koszty pracowników w tym czasie wzrosną o 12,9 mld zł. Ze zgrubnego rachunku wynika, że rocznie składka przeciętnego etatowca wzrośnie o około 3,5 tys. zł.

— To nieprawda, że tylko duże firmy zapłacą wyższe składki. Projekt świadczy o braku rozeznania w sektorze przedsiębiorstw. Wynagrodzenia rzędu 11-12 tys. zł płacą nie tylko korporacje, ale również małe firmy wysokich technologii, zatrudniające dobrze opłacanych specjalistów — mówi Małgorzata Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Wśród negatywnych skutków regulacji, oprócz wzrostu kosztów, wymienia możliwość osłabienia skłonności do oszczędzania lepiej sytuowanych pracowników, którzy obecnie odkładają część pieniędzy na III filar. Zmiana sposobu liczenia składek może też wyhamować wzrost wynagrodzeń w grupie lepiej zarabiających etatowców, ponieważ pracodawcy nie będą zainteresowani przekraczaniem progu 2,5-krotności przeciętnego wynagrodzenia. Łukasz Kozłowski zwraca uwagę, że na dłuższą metę budżet nie skorzysta na zmianie, ponieważ pobierając wyższe składki, za jakiś czas będzie musiał wypłacić wyższe emerytury.

— W perspektywie kilku lat będzie to natomiast znaczący zastrzyk dla budżetu, który obniży deficyt FUS i wysokość dotacji na fundusz z budżetu o 5,24 mld zł — mówi ekonomista Pracodawców PR. To połowa kwoty, którą trzeba będzie wydać w przyszłym roku na emerytury dla roczników, którym rząd PiS przywrócił wcześniejszy wiek emerytalny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / 3,5 tys. zł dodatkowo na ZUS