5 pytań do Mariana Owerko

DI, KAJ
opublikowano: 2014-04-02 15:22

Marian Owerko, prezes Bakallandu od 1996 roku, złożył rezygnację. Przeszedł do rady nadzorczej, której będzie przewodniczącym.

Walne Bakallandu przegłosowało w środę stosowne uchwały, dzięki którym Owerko przeszedł ze stanowiska prezesa na fotel szefa rady nadzorczej spółki. W związku z tym dotychczasowy szef rady, Marek Moczulski, przesiadł się na fotel prezesa spółki.

Marian Owerko, fot. Marek Wiśniewski
Marian Owerko, fot. Marek Wiśniewski
None
None

- Nigdzie nie wyjeżdżam, będę wspierał ekspansję Bakallandu z pozycji szefa rady nadzorczej – mówi Marian Owerko, który właśnie zrezygnował z prezesury w giełdowej spółce.

5 pytań Pulsu Biznesu do Mariana Owerko:

Mówi pan, że do odejścia szykował się przez kilka miesięcy. Ale zmiana nastąpiła na nadzwyczajnym walnym. „Przygotowanie się” to może zatem jest zagraniem PR-owym?

Decyzja jest efektem wielomiesięcznej refleksji oraz zastanowienia. Zbudowaliśmy spółkę, która osiągnęła pozycję lidera na kilku rynkach, jak np.  bakalii, mas do ciast, popcornu. Rozpoznawalność spontaniczna marki Bakalland jest na niesamowicie wysokim poziomie, przekroczyła poziom 90 proc. A termin NWZA był idealny do wprowadzenia w życie tych zmian.

Wyniki Bakallandu w 2013 roku nie powalają, przychody spadły, kwartały ze stratą. Może pan się po prostu wypalił po tych niemal 23-latach?

Nigdzie nie wyjeżdżam. Ustaliliśmy, że będę pomocny  prezesowi Markowi Moczulskiemu  we wszystkim, co się tyczy spraw na zewnątrz spółki. Operacyjnie to Marek Moczulski  decyduje o tym , co się dzieje wewnątrz spółki. Tworzymy  wspólnie  zespół, który ma siebie wspierać i uzupełniać. Mamy różne doświadczenia i umiejętności, które w połączeniu powinny dać świetne wyniki. Prezes spółki wspierany przez przewodniczącego rady nadzorczej, jest to coś, o czym marzy wielu akcjonariuszy. My mieliśmy czas się poznać, ustalić zasady działania. Przekazanie sterów jest niemalże modelowe. Wyniki spółki? Po pierwszych 6 miesiącach w wielu obszarach były  zgodne z naszymi oczekiwaniami, niższe przychody były spowodowane sprzedażą spółki BCG, ta transakcja była planowana.

Podkreśla pan, że czas odstawić nieco na bok familijny charakter Bakallandu. To co będzie? Korporacja? Branżowy, strategiczny inwestor?

Stworzyliśmy  firmę w oparciu o model „friends and family”. Miało to dobre strony, ale też spowodowało brak dystansu i uczucia, które można porównać do uczuć niejako rodzicielskich. Firma urosła do rozmiarów, które powodują, że potrzebne jest jej zarządzanie oparte o inne kompetencje, aniżeli sprawdzające się w modelu friends and family. Dlatego też zdecydowałem się na powierzenie funkcji Markowi Moczulskiemu, który przeprowadzi w spółce konieczne zmiany. Ma on odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie, aby tego dokonać. Ja pozostaję w spółce, jako przewodniczący rady nadzorczej.

Nie planujemy żadnego exitu lub joint venture ani ze strategicznym ani z branżowym partnerem.

To teraz gdzie pan ulokuje swoją energię? Będzie cieszył się familią, doglądał tilapii, grał w ukochaną piłkę?

Dużo część mojego czasu będę poświęcał Bakallandowi szczególnie w poszukiwaniu  nowych obszarów rozwoju, ekspansji i strategii dla grupy Bakalland. Poza Bakallandem rzeczywiście będę część mojego czasu mógł poświęcić innym moim inwestycjom w ramach prowadzonego funduszu.

Podobno Polonia Warszawa szuka napastnika?

Jestem kibicem innej drużyny (śmiech).

Możesz zainteresować się również: