Likwidacja opodatkowania spadków i — ewentualnie — podatku Belki utrudniłaby życie ubezpieczycielom. Na szali leżą nawet 2 mld zł.
Coraz częściej rząd wspomina o zmniejszeniu obciążeń. Pod nóż pójść ma np. podatek od spadków i darowizn, a jeśli wbrew stanowisku fiskusa premier dotrzyma słowa — także od zysków kapitałowych. Plany te, paradoksalnie, mogą uderzyć w rynek ubezpieczeń.
— Podatki dają ubezpieczycielom pewne argumenty przy sprzedaży polis. Ich odebranie może się negatywnie odbić na rynku — mówi Bogusław Sosnowski, prezes Finlife TUnŻ.
Oferta firmy zostałaby uszczuplona o tzw. polisy antypodatkowe, a więc krótkoterminowe ubezpieczenia na życie i dożycie.
— Ich sprzedaż rozwinęła się dynamicznie po wprowadzeniu podatku od zysków kapitałowych. Banki oferują je wspólnie z ubezpieczycielami jako wolną od podatku alternatywę dla depozytów. Zniesienie go podważyłoby sens ekonomiczny takich produktów — mówi Adam Horosz, wiceprezes spółek ubezpieczeniowej grupy Europa.
Uszczerbek byłby niemały.
— Przypis z tego typu polis szacuje się na 2 mld zł rocznie. Spółki, które specjalizują się w ich sprzedaży, musiałyby liczyć się z utratą udziału w rynku. Nie sądzę jednak, by ucierpiała na tym rentowność — ocenia Krzysztof Rosiński, wiceprezes PZU Życie.
Sporo składek z polis antypodatkowych zbierają m.in. Finlife, Nordea Życie, MetLife, Europa Życie i Gerling Życie.
Firmy ubezpieczeniowe mogą odczuć także likwidację podatku od spadków i darowizn. Daje on ważny argument agentom ubezpieczeniowym sprzedającym polisy. Oszczędności odziedziczone w ramach wypłaty z polisy są bowiem zwolnione od podatku. To, co boli ubezpieczycieli, cieszy resztę zainteresowanych.
— Obywatele tylko zyskają, ubezpieczyciele zmuszeni zostaną do stworzenia nowych produktów i mocniejszej walki o klienta — uważa Ireneusz Jabłoński, ekspert Centrum A. Smitha.