Łatwo zarządzało się funduszami, gdy w latach 2003-07 trwała hossa. Dziś coraz trudniej zarabia się pieniądze, tym bardziej w funduszach benchmarkowych. Produkty absolute return to odpowiedź na kapryśny rynek i coś, czego w tym momencie oczekują od nas klienci — mówił niedawno w „PB” Marek Mikuć, nowy prezes Open Finance TFI.

On na razie może klientom tylko obiecywać kokosy, podobnie zresztą jak zdecydowana większość innych towarzystw, które sprzedają tego typu produkty. Na krajowym rynku funkcjonuje już ponad 30 funduszy, które w teorii mają przynosić zysk bez względu na koniunkturę. Niestety w praktyce udaje się to tylko nielicznym. Jednym z wyjątków jest Altus TFI.
Dwa flagowe fundusze ze stajni tego towarzystwa: Altus Absolutnej Stopy Zwrotu Rynków Zagranicznych i Rynku Polskiego zarówno w krótkim, jak i długim okresie znacznie dystansują konkurencję. W ciągu ostatnich trzech lat powiększyły portfele klientów o — odpowiednio — 67 i 64,5 proc., co zapewnia im pierwsze miejsca na podium.
W skali dwunastu miesięcy również pozostają liderami, bo zarobiły po 13 proc., podczas gdy średnia w grupie wynosi -0,3 proc., a najgorszy fundusz jest prawie 45 proc. pod kreską. Nic więc dziwnego, że aktywa Altus TFI rosną jak na drożdżach. W trzy lata udało się zdobyć do portfela funduszy zamkniętych prawie 1,7 mld zł. To nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę niesprzyjające warunki rynkowe i niechęć Polaków do inwestowania, którą już od dłuższego czasu odczuwa cała branża TFI.
Pomogło gorące lato
Piotr Osiecki, szef Altusa, przyznaje, że przełomowym momentem w budowaniu zaufania inwestorów było lato 2011 r., kiedy indeksy giełdowe się załamały, a fundusze absolutnej stopy zwrotu nie tylko nie straciły, ale wartość certyfikatów nawet nieznacznie wzrosła. Dwa lata wcześniej kierowane przez niego towarzystwo zagrało va banque, bo pierwsze fundusze, które zaoferowało klientom, miały właśnie charakter absolute return.
— Uznaliśmy, że posiadamy odpowiednie kompetencje, i tak ocenialiśmy rynek oraz zapotrzebowanie na tego typu produkty — mówi Piotr Osiecki, prezes Altus TFI. Siła Altusa tkwi też w stabilnym zespole zarządzających.
Piotr Osiecki na pokład statku, który ma zawojować rynek krajowych funduszy, ściągnął cenionych ludzi z branży. Witold Chuść, jako wicedyrektor departamentu zarządzania w BPH TFI, miał bardzo dobre wyniki portfeli obligacyjnych. Po przejściu do Altusa przejął stery w funduszu Absolutnej Przełomowym momentem w budowaniu zaufania inwestorów było lato 2011 r., kiedy indeksy giełdowe się załamały, a fundusze absolutnej stopy zwrotu nie tylko nie straciły, ale wartość certyfikatów nawet nieznacznie wzrosła.
Stopy Zwrotu FIZ Obligacji 1 i zarobił 9,2 proc. w rok, podczas gdy średnia rynkowa to niespełna 7 proc. Natomiast Jakub Ryba, zarządzając portfelami akcji w TFI PZU, w szczególności funduszem PZU Nowa Europa, potrafił rokrocznie bić benchmark.
Piotr Osiecki tłumaczy, że dobre wyniki funduszy są pokłosiem umiejętnego doboru składników do strategii long-short. Strategia opiera się na selekcji spółek tanich i nieadekwatnie wycenionych, które w średnim terminie dadzą ponadprzeciętne stopy zwrotu. Zdaniem analityków Analiz Online, jest jeszcze jedna cecha wyróżniająca Altusa — skuteczne eliminowanie i kontrola ryzyka inwestycyjnego. Zarządzający nie dążą za wszelką cenę za jak najwyższą stopą zwrotu. W niekorzystnych warunkach rynkowych benchmarkiem jest lokata bankowa.
Konsekwentnie do celu
Kolejnym krokiem jest wejście na rynek funduszy otwartych. Jednak to, w dzisiejszych warunkach, nie jest takie łatwe. Altus TFI nie jest powiązany kapitałowo z żadną grupą bankową, co może utrudniać budowanie sieci dystrybucji, a przysłowiowego Kowalskiego przyciągnąć dziś niełatwo. Według danych Analiz Online, przez pierwsze osiem miesięcy tego roku do funduszy napłynęło łącznie 10 mld zł netto, z czego zaledwie 19 mln zł to wpłaty do produktów detalicznych.
Dlatego Piotr Osiecki poszukuje alternatywy. Jednym z nich byłoby przejęcie BPH TFI. Gdyby jednak się nie udało, Altus powalczy klasyczną bronią. Z początkiem października rozpocznie dystrybucję produktów z nowego parasola. Klientów będzie przekonywać wynikami.
— Uważamy, że każdy dystrybutor jest zainteresowany posiadaniem w ofercie produktów o charakterystyce funduszy Altusa. Odbieramy takie sygnały z sieci sprzedaży i prowadzimy z nimi rozmowy. Dostrzegamy odwrót klientów od funduszy inwestycyjnych, ale traktujemy to jako zjawisko przejściowe. Za jakiś czas klienci wrócą w poszukiwaniu stóp zwrotu przewyższających oprocentowanie lokat bankowych, ale z pewnością będą bardzo starannie dobierać produkty — uważa Piotr Osiecki.
Zysk netto Altus TFI na koniec 2010 r. wyniósł 4,64 mln zł, a na koniec 2011 r. 8,4 mln zł. W pierwszym półroczu 2012 r. firma zarobiła 9,5 mln zł. Taka poprawa wyników z pewnością byłaby zachęcająca dla inwestorów giełdowych. Wie o tym Piotr Osiecki, który o planach debiutu na warszawskim parkiecie mówi głośno, choć daty nie ujawnia.
— Podtrzymujemy plany debiutu na GPW, głównie ze względu na dalsze zwiększanie wiarygodności firmy w ocenie partnerów i inwestorów. Wejście na giełdę byłoby korzystne także ze względu na działania biznesowe wspierające dalszy wzrost wartości firmy, w tym poprzez akwizycje na rynku TFI — przyznaje Piotr Osiecki.