Jeśli uda się w Nowym Jorku, uda się wszędzie — śpiewał Frank Sinatra. Do takiego sprawdzianu przygotowuje się Vipera Cosmetics, firma z Piaseczna, specjalizująca się w kosmetykach kolorowych (do makijażu). Spółka informuje, że latem zostanie otwarty pierwszy salon sprzedaży z polskimi kosmetykami, zlokalizowany w domu mody Design & Co na nowojorskim Manhattanie. Z pomocą portali społecznościowych i gwiazd podwarszawski producent od dwóch tygodni pracuje nad rozpoznawalnością marki. Na facebookowym fanpage’u można obejrzeć, jak polskie kosmetyki pomagały kandydatkom w rywalizacji o koronę Miss California. Na celowniku znalazł się też show-business: cienie i szminki trafiły w ręce hollywoodzkich gwiazd, które szykowały się na oscarową galę. Ryszard Wrzesiński, założyciel Vipery, znalazł w USA zaufaną osobę do rozwoju biznesu. Bo komu może ufać bardziej niż… córce? Angelika Wrzesińska zasiadała w radzienadzorczej Vipery, ale nie była ściśle związana z polskim biznesem. Pracowała w USA jako architekt wnętrz. Szefowa amerykańskiej spółki informuje, że pierwszy salon w Chelsea będzie pilotażem dla Vipery. Jeśli marka zda egzamin, spółka pomyśli o dalszych krokach.

— Na szczegóły jest jednak za wcześnie. Więcej będę mogła powiedzieć za kilka miesięcy — zastrzega Angelika Wrzesińska. Plany ekspansji są już przygotowane. Oprócz USA na celowniku jest również Kanada, w której Vipera chce znaleźć lokalnego partnera.
— Zajmiemy się tym w przyszłym roku — zapowiada Angelika Wrzesińska. Podwarszawska spółka zdobywa już doświadczenie na zagranicznych rynkach.
W Hiszpanii jest w 50 sklepach partnerskich, w Portugalii — w 40 salonach piękności, a w Arabii Saudyjskiej prowadzi 39 stoisk. Vipera jest też obecna w Ameryce, tylko że Południowej — jej kosmetyki można kupić w ponad 30 miejscach.
„Karkołomny projekt”
Polskie firmy, które mogą pochwalić się sukcesami w USA, można policzyć na palcach jednej ręki. Poza Inglotem, który ma kilkadziesiąt salonów, trudno szukać przykładów spektakularnych sukcesów. W ciągu ostatnich kilku lat próbowały Bell oraz Dax Cosmetics, którego produkty trafiły na półki dwóch sieci dyskontowych — Ross oraz TK Maxx (w USA TJX). Dzisiaj Daksowi może być łatwiej w ekspansji, ponieważ od kilku lat ma amerykańskiego właściciela. Dane Głównego Urzędu Statystycznego dowodzą, że nad tym kierunkiem polskie firmy kosmetyczne muszą popracować. Od stycznia do września wyeksportowano do Stanów Zjednoczonych produkty do makijażu i pielęgnacji warte ponad 35 mln zł. Sławomir Lutek, wiceprezes Verony Product Proffesional, uważa, że USA nie są najłatwiejszym kierunkiem dla kosmetyków.
— Przebić się tam jest niesłychanie trudno, ponieważ działa bardzo dużo lokalnych firm, które mają doświadczenie
i rozpoznawalną markę. Oczywiście życzę Viperze jak najlepiej, ale wydaje mi się, że to dość karkołomny projekt, chyba że jest to element wizerunkowy dla działalności w Polsce. Trochę tak jak zrobił kiedyś Inglot. Mając sukcesy za granicą, w USA, był w Polsce lepiej postrzegany jako firma z „zewnątrz” — uważa Sławomir Lutek.
Unijne komplikacje
Wielu polskich przedsiębiorców uważa, że polskim markom kosmetycznym bardzo trudno przebić się na Zachodzie, a przykład Inglota to raczej wyjątek niż reguła. Małgorzata Włodarczyk, pełnomocnik zarządu Delii ds. rozwoju, nie zgadza się z taką tezą.
— Polskie marki cieszą się bardzo pozytywnym odbiorem. Jedynym krajem, do którego wejście jest niemalże skazane na porażkę, jest Francja. To ze względu na bardzo rozbudowany, lokalny przemysł kosmetyczny. Inne kierunki są łatwiejsze. Farby do włosów naszej marki bardzo przypadły do gustu klientkom ze Skandynawii — mówi Małgorzata Włodarczyk.
Jej zdaniem, poza Polską najlepiej radzą sobie te firmy, które od początku rozwijały się równolegle — w Polsce i za granicą. Te, które skupiały się na krajowym rynku, a dopiero w ciągu ostatnich lat zaczęły mocniejeksportować, często z braku kompetencji mają trudniejsze zadanie.
— W USA Delia stawia pierwsze kroki. Nie jest to jednak główny kierunek, bo skupiliśmy się na rynkach Bliskiego Wschodu— zaznacza Małgorzata Włodarczyk. Podkreśla, że rynek amerykański jest atrakcyjny, ale jednocześnie bardzo trudny.
— Przepisy rejestracyjne są inne niż na Starym Kontynencie i wymagają zmiany opakowań, a na nich — zmiany opisu, jak dany produkt działa. Stany Zjednoczone są natomiast mniej restrykcyjne od UE, jeśli chodzi o użycie składników. Ale to i tak jest problem dla europejskich firm, zwłaszcza tych, które produkują w UE. My, nawet jeśli nie będziemy sprzedawać wyrobów z danym składnikiem w Europie, nie możemy ich na terenie Wspólnoty produkować. Szkoda, bo są to często bardzo skuteczne substancje — mówi Małgorzata Włodarczyk.
Kosmetyki, świece i materace
Oprócz Inglota sukcesami w USA mogą pochwalić się nieliczni przedsiębiorcy z innych branż. Fabrykę świec postawiła spółka Korona. Zakład w USA ma też producent materacy Com.40, wieloletni partner IKEA. Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych deklarowały zamiar budowy zakładu i podboju kosmetyczno-higienicznych półek.
KOLOROWY BLISKI WSCHÓD: Bliski Wschód jest obecnie kierunkiem nr 1 dla polskich firm kosmetycznych, również dla Vipery. W Arabii Saudyjskiej spółka prowadzi 39 stoisk i cztery showroomy. W Pakistanie kosmetyki polskiej marki można kupić w 26 miejscach. [FOT. ARC]