Andrzej czy Adrian – oto jest pytanie…

opublikowano: 28-11-2017, 22:00

Wszechrządzące PiS przeforsowało w komisji sposób przejęcia KRS już w pierwszym kroku.

Po czterech miesiącach dezorientującej obóz władzy wojny na górze, zapoczątkowanej 24 lipca zawetowaniem przez prezydenta Andrzeja Dudę dwóch ustaw sądowniczych o strategicznym znaczeniu dla Prawa i Sprawiedliwości — wczoraj został wreszcie odtajniony plan rządzącej partii, jak wybrać sędziowską część Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), by PiS zagwarantowało sobie w niej przewagę „swojaków”. Najlepszym przykładem funkcjonowania tak skonstruowanego organu teoretycznie ponadpartyjnego jest Trybunał Konstytucyjny.

Prowadzący posiedzenie Stanisław Piotrowicz to zaufany człowiek różnych rządzących partii – kiedyś PZPR, obecnie PiS.
Zobacz więcej

Prowadzący posiedzenie Stanisław Piotrowicz to zaufany człowiek różnych rządzących partii – kiedyś PZPR, obecnie PiS. FORUM

Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka Sejmu przyjęła poprawki PiS, które oczywiście znajdą się w ustawie. Dla zrozumienia ich sensu wypada przypomnieć, o co w ogóle poszło w starciu władców kraju o kształt nowej KRS. Prezydent zawetował przepis, że „Sejm wybiera spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych piętnastu członków KRS na czteroletnie wspólne kadencje”, albowiem nie został skutecznie uchwalony jego pomysł, by sejmowy wybór odbywał się „większością 3/5 głosów”. Ten warunek podtrzymał we wniesionym we wrześniu autorskim projekcie ustawy o KRS.

Wielokrotnie powtarzał publicznie, że chodzi mu o to, by rada — która realnie decyduje w Polsce o kadrach sędziowskich — była wybierana przez Sejm w drodze kompromisu, nawet wymuszonego, PiS z opozycją — czyli PO, Nowoczesną, PSL i Kukizem ’15. Naiwnie można było wierzyć, że chodzi o znalezienie wśród blisko 10 tys. polskich sędziów piętnastki sprawiedliwych i neutralnych, akceptowalnych dla wszystkich stron. Wielką niewiadomą pozostawało, jaki chwyt PiS wymyśli w drugim kroku, gdyby partie w sensownym terminie nie osiągnęły jednak zgody na poziomie 3/5. W tej sprawie odbyło się „bez żadnego trybu” aż pięć pozakonstytucyjnych, poufnych spotkań Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim.

Wczoraj okazało się, że oczekiwany z takim napięciem drugi krok wcale nie musi być potrzebny. Pod wodzą PRL-owskiego prokuratora Stanisława Piotrowicza wszechrządząca partia przeforsowała sposób przejęcia KRS już w pierwszym kroku. Na podstawie zgłoszeń uprawnionych podmiotów, wśród których niespodziewanie znaleźli się m.in. prokuratorzy i adwokaci, każdy klub będzie mógł wrzucić do kapelusza do 9 kandydatów. Spośrod liczącej 30-40 osób (lub mniejszej, jeśli opozycja zbojkotuje) puli tzw. właściwa komisja sejmowa, czyli kierowana przez Piotrowicza, wybierze 15 kandydatów na członków KRS. I dopiero tak zestawiona lista poddana zostanie głosowaniu z warunkiem 3/5. Zatem nie ma mowy o żadnym personalnym kompromisie, bedzie sztywny podział gwarantujący co najmniej 9 z 15 miejsc dla „swojaków” partii rządzącej. Jeśli KRS nie zostałaby wybrana (a przy bojkocie — większości 3/5 nie będzie), to w drugim kroku kandydaci przechodzą większością bezwzględną, czyli głosami samego PiS.

Oba kroki, ale zwłaszcza pierwszy, są kompletnym wypaczeniem, wręcz kpiną z idei Andrzeja Dudy. W lipcu została ona przekazana w orędziu do społeczeństwa oraz w pisemnym uzasadnieniu weta. Po wczorajszym posiedzeniu komisji jest już pewne, że właśnie streszczony powyżej tryb wyboru sędziowskiej części KRS trafi do podpisu. Czy autor pozna w ustawie swój wyjściowy projekt? Jego hamletowski dylemat zdefiniowałem w tytule. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Andrzej czy Adrian – oto jest pytanie…