Archaiczność wciąż przydatna

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-09-19 20:00

Trwająca w Nowym Jorku coroczna sesja Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych (ZO ONZ) jak zawsze wywołuje analizy i komentarze równie przeciwstawne, co uzasadnione.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Sensowne jest pytanie, po co pozbawiona pożytecznej dla świata decyzyjności kosztowna machina ONZ jeszcze istnieje. Z drugiej strony czuć oddech ulgi – to szczęście dla świata, że jednak wciąż funkcjonuje. ONZ założona została tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej przez 51 niepodległych państw, które związały się w celu zapewnienia pokoju oraz rozwoju społecznego na świecie. Obecnie zrzesza 193 suwerenne państwa, czyli praktycznie wszystkie ogólnie uznawane – ostatnim przyjętym był Sudan Południowy. Nie mają wstępu do ONZ tworzone zbrojnie rozmaite kadłubki, takie jak proturecki Cypr Północny czy prorosyjskie Naddniestrze. Również w poczekalni znajduje się proalbańskie Kosowo, uznane jednak za państwo przez większość członków UE, w tym Polskę.

W głosowaniach ZO każdy członek ONZ z definicji waży tyle samo. Na jednym biegunie znajdują się blisko 1,5-miliardowe Indie i Chiny czy potężne USA, na drugim drobinki z Pacyfiku – Nauru czy Tuvalu. Decyzyjne zdołowanie do poziomu planktonu wieloryby odbijają sobie w Radzie Bezpieczeństwa (RB). Została ona skonstruowana w 1945 r. według stanu na koniec drugiej wojny światowej i po 78. latach jest bytem już archaicznym. Liczy się wyłącznie piątka członków stałych, dysponujących prawem weta: USA, Rosja (kontynuatorka ZSRR), Chiny, Wielka Brytania i Francja. Wszyscy dysponują bronią jądrową, którą zdobyli jeszcze przed wejściem w życie w 1970 r. układu o jej nierozprzestrzenianiu. Później atomowych więzów nie uznały skonfliktowane wzajemnie Indie i Pakistan oraz niepodporządkowujące się regułom Izrael i Korea Północna, zaś kilka innych państw próbowało/próbuje. Na stałe miejsca w RB nie mają szans potentaci z grup G7 czy G20 – Niemcy, Japonia, Indie, Brazylia etc. Absurdalność konstrukcji RB wychodzi szczególnie jaskrawo, gdy wojnę prowadzi któryś z piątki stałych członków. Od półtora roku Rosja blokuje wszelkie rezolucje RB w sprawie napadu na Ukrainę, zaś liczna jej klientela z kilku kontynentów radykalnie łagodzi rezolucje ZO, mające rangę prawną wyłącznie deklaracji.

Przypomniałem cząstkę realiów ONZ w kontekście trwającej na 78. sesji debaty generalnej. Jak zawsze – poza covidową przerwą w 2020 r. – zgromadziła ona stacjonarnie prezydentów/premierów większości państw członkowskich. Przyjmując główną siedzibę ONZ w Nowym Jorku, USA zobowiązały się do umożliwienia dostępu każdemu przywódcy, również satrapom i dyktatorom. Ścigany za zbrodnie wojenne Władimir Putin naturalnie nie przyjechał, zresztą i wcześniej bywał w ONZ bardzo rzadko, ostatnio w 2015 r. Zdaje się na ministra Siergieja Ławrowa, samemu przekazując zdalnie z Moskwy agresywne pogróżki wobec Ukrainy, z tradycyjnymi wątkami użycia nawet broni jądrowej. Podobnie jak to było w 2022 r., przebieg debaty potwierdza, że znaczna część świata postrzega wojnę w Ukrainie zupełnie inaczej niż Europa i szeroko rozumiany Zachód. Przez 78 lat istnienia ONZ toczyła się przecież cała masa krwawych konfliktów, dlatego temat wojny nie jest osobliwością. Oczywiście skala napadu Rosji na Ukrainę przewyższa starcia lokalne, ale również nie jest żadnym militarnym rekordem po drugiej wojnie światowej. W każdym razie car Władimir Putin ponad bezzębną ONZ przedkłada rozwijanie spółki z chińskim komunistycznym cesarzem Xi Jinpingiem. W październiku ruszy się wreszcie za granicę, czyli do Pekinu na konferencję Inicjatywy Pasa i Szlaku. Główna odnoga kolejowa tego połączenia wiedzie przez Kazachstan, Rosję oraz Polskę. Chińczycy zapowiadają obecność aż 110 państw – zapowiada się ciekawie, czy i jak gość z Kremla wpłynie na frekwencję…