Baby & Care chce niańczyć… nianie

opublikowano: 17-05-2013, 00:00

Czy dwie firmy mogą wyciągnąć z szarej strefy 300 tys. osób? Work Service i niania.pl chcą to zrobić. I na tym zarobić

Potrzeba matką wynalazku. Ewa Misiak, współwłaścicielka wywodzącej się z Wrocławia agencji zatrudnienia Work Service, o niani zaczęła myśleć dwa lata temu, gdy urodziła synka. — Okazało się, że na rynku jest nisza. Nie ma ogólnopolskiej firmy, która oferowałaby legalne zatrudnienie niań. Aż trudno uwierzyć, że w XXI wieku w środku Europy nikt się tym rynkiem nie zajął. Spotkałam się z małżeństwem, które stworzyło działającą na Pomorzu firmę Baby & Care. Doszliśmy do wniosku, że fantastycznie byłoby wejść na ogólnopolski rynek, zanim zrobią to wielkie koncerny — opowiada Ewa Misiak, prezes Baby & Care.

Zobacz więcej

TEGO JESZCZE NIE BYŁO: Nie znam przypadku, by prywatna firma podjęła się legalizacji całej branży na własną rękę bez wsparcia finansowego instytucji państwowych — mówi Ewa Misiak, współwłaścicielka agencji rekrutacyjnej Work Service i prezes Baby & Care. [FOT. WM]

Dziś Baby & Care ma biura wszędzie tam, gdzie Work Service, czyli w 36 miastach. W ramach tej marki działają spółki MediStaff (medycyna, pielęgnacja, położne itp.) oraz People Care (nianie, guwernantki), które w 2012 r. miały z tej działalności 9,9 mln zł przychodów. W bazie Baby & Care ma 5 tys. niań (i 125 tys. kandydatek), 400 stałych i 700 zarejestrowanych klientów.

Rząd dusz

Legalizacja profesji niani to sprawa niebagatelna. Jak szacuje portal niania. pl, 100 tys. osób pracuje w Polsce jako opiekunki za średnio 2,5 tys. zł miesięcznie. Według Ewy Misiak, razem z opiekunkami pracującymi 2-4 godziny, jest ich nawet 300 tys. Ich pracodawcy w świetle prawa są przestępcami, co może mieć poważne konsekwencje w przypadku np. członków zarządów. W wielu krajach Europy Zachodniej opiekunami mogą być wyłącznie osoby z certyfikatem. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że dotychczas legalną pracę podjęło niecałe 9,8 tys. osób. Baby & Care marzy się wyprowadzenie na powierzchnię znacznie większej liczby niań i zwiększenie w tym roku przychodów o 20 proc. Firma podpisała na początku maja umowę partnerską z niania. pl, największym portalem zamieszczającym ogłoszenia szukających pracy niań oraz poszukujących opiekunek rodziców. Jednych i drugich zarejestrowało się dotychczas w portalu około 350 tys.

Legalna niania, legalny rodzic

— Chcemy wspólnie, krok po kroku, ucywilizować polski rynek pod kątem edukacji opiekunek i możliwości legalnego zatrudnienia. W przyszłym tygodniu startujemy z programem Zawodowa Niania. Liczymy, że na początku w ramach programu będzie znajdować pracę kilkadziesiąt opiekunek miesięcznie. W dłuższej perspektywie chcielibyśmy, aby było to około 500 osób co miesiąc. Liczymy, że w ciągu 4-5 lat pomożemy kilkudziesięciu tysiącom osób. Dodatkowo z Baby & Care uruchomiliśmy cykl szkoleń podnoszących kwalifikacje niań. Przeszkoliliśmy już 150 osób. Chcemy, by nasze kursy docelowo kończyło kilkaset niań miesięcznie — mówi Marcin Kurek, współwłaściciel serwisu niania.pl. Na początku do programu będą dołączać klienci serwisu, ale plany są znacznie szersze.

— Wystąpimy do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej o patronat nad programem Zawodowej Niani i wsparcie akcji. Chcemy dotrzeć z nią do osób, których nie ma w naszej bazie — deklaruje Marcin Kurek. Jednocześnie na portalu niania.pl pojawi się w przyszłym tygodniu opcja, która pozwala rodzicom zalegalizować pracę niani.

— Prześlemy wzory umów, zajmiemy się naliczaniem składek, rejestracją w ZUS, płaceniem ZUS, ubezpieczenia zdrowotnego, rozliczaniem urlopów, a rodzice co miesiąc otrzymają od nas fakturę. Szacujemy, że rodzice, którzy dziś płacą na czarno 1500 zł, będą musieli wydać miesięcznie 2150 zł — zapowiada Ewa Misiak. Portal niania.pl dostanie od Baby & Care prowizję za każdą zarejestrowaną na stronie portalu nianię, która podejmie legalną pracę.

Droga przez mękę

Pomoc w legalnym zatrudnieniu opiekunki do dziecka może się przydać, bo ustawa żłobkowa to nie jest bułka z masłem nawet dla współwłaścicielki agencji zatrudnienia. Prezes Baby & Care przetestowała to na własnej skórze.

— Postanowiłam jedną z opiekunek z naszej bazy zatrudnić samodzielnie. Najpierw ZUS zażądał zaświadczenia, że jest bezrobotna, choć w ustawie nie ma nic na ten temat (być może chodziło o poprawę statystyk dotyczących bezrobocia). Potem żądał, by niania była ze mną podczas rejestracji. Gdy po trzech miesiącach chciałam ją wyrejestrować, również miała się ze mną pojawić. Udawałam, że zwolniłam ją dyscyplinarnie, nie mam z nią kontaktu. Urzędniczka zasugerowała, żebym podpisała się za nianię! Do dziś dostaję z ZUS pisma, żeby przysłać raporty o składkach ZUS mimo że nie ja byłam ich ustawowym płatnikiem — mówi Ewa Misiak.

Urzędnik nie przewidział

Ustawa ma wiele poważniejszych mankamentów. — Pozwoliła wyjść części niań z szarej strefy, ale tylko do szarej. ZUS do wartości pensji minimalnej (1600 zł) pokrywa państwo. Tyle zarabiają średnio nianie w małych miastach, ale w dużych jest to 2,5 tys. zł. Dlatego niemal 100 proc. z podpisanych dotychczas umów, które według naszych szacunków pokrywają 4-8 proc. rynku, zawartych jest na takie wynagrodzenie. Resztę rodzice płacą nianiom pod stołem — mówi Ewa Misiak. Opowiada, że zdarzają się przypadki, gdy nianie szantażują pracodawców donosem. Błędów w ustawie jest więcej. Przepisy dotyczą opieki nad dziećmi w wieku od 6 miesięcy do 3 lat, a bywa, że niania jest potrzebna wcześniej i później. — Rodziców zniechęca także konieczność pokrywania przez pracodawcę wynagrodzenia przez 30 pierwszych dni zwolnienia pracownika — uważa Małgorzata Barczuk, specjalistka ds. HR w firmie Nanny Express, która oferuje pomoc niań na terenie Warszawy i ma w bazie 200 niań (20 tys. kandydatek), za których pracę trzeba zapłacić od 5 tys. zł w górę.

100 tys. Tyle osób, jak szacuje portal niania.pl, pracuje w Polsce jako opiekunki do dzieci w pełnym wymiarze czasu…

300 tys. …a tyle, według szacunków Baby & Care, łącznie w pełnym i niepełnym wymiarze godzin.

9,8 tys. Tyle opiekunek zostało zgłoszonych w ZUS do 15 kwietnia 2013 r. Na koniec 2012 r. było ich 9,1 tys., a w połowie 2012 r. 8,4 tys. — wynika z danych ZUS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy