Bądź jak furman, który przesiadł się do auta

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2017-03-05 22:00
zaktualizowano: 2017-03-05 16:45

Rynek pracy 2.0 Technologie nie zabiorą źródła zarobkowania komuś, kto gotów jest zmienić branżę, zawód i podnieść swoje kwalifikacje

Zatory drogowe, wysokie koszty ubezpieczenia i duża liczba ofiar śmiertelnych. Plony, które powinny trafiać na stoły rodziny, przerabia się na paliwo, co powoduje wzrost cen i niedobory żywności. Do tego zanieczyszczenie powietrza i toksyczne odpady, stwarzające zagrożenie dla środowiska i zdrowia ludzi — o jakim środku transportu powodującym tak negatywne skutki piszą słynni amerykańscy ekonomiści detektywi Steven D. Levitt i Stephen J. Dubner w bestsellerowej książce „Superfreakonomia”? O samochodzie? Nie, o koniu! Na przełomie XIX i XX wieku po nowojorskich ulicach jeździło około 200 tys. tych zwierząt, jedno na 17 mieszkańców. Powodowały dwa razy więcej wypadków śmiertelnych niż współczesne auta.

SKUTEK POSTĘPU: Ogólna wiedza przestała wystarczać, a oferowane przez uczelnie wykształcenie jest nieadekwatne do potrzeb rynku, który hołubi ludzi elastycznych, o wąskich specjalizacjach — mówi dr Sergiusz Prokurat, prezes think tanku SCCD, autor książki „Praca 2.0”.
Marek Wiśniewski

A hałas wywoływany przez żelazne koła wozów i podkowy zakłócał spokój do tego stopnia, że władze niektórych miast zakazywały ruchu konnego w okolicach szpitali i innych newralgicznych miejsc. Najgorsze było łajno.

Tylko w Nowym Jorku średnio 2,5 mln kg końskich odchodów. Dziennie. Na poboczach ulic tworzyły się nawozowe zaspy. Kryzys koński zdominował konferencję urbanistyczną w 1898 r. Tyle że uczestnicy nie znaleźli żadnego rozwiązania i zakończyli zjazd po trzech dniach zamiast planowanych dziesięciu. Jak komentują autorzy „Superfreakonomii”: „Świat dotarł do punktu, w którym największe miasta nie mogły żyć bez koni, ale nie mogły też żyć z koniem… A potem problem zniknął”.

Pojawił się elektryczny tramwaj i automobil, którego okrzyknięto „zbawcą środowiska”. Czy nie przypomina to nam dzisiejszego rozrywania szat nad kryzysem demograficznym, który zatrzęsie polską gospodarką, rynkiem pracy i systemem emerytalnym? Politycy, ekonomiści i socjolodzy widzą rozwiązanie we wzroście wskaźników dzietności i aktywności zawodowej, a także w sprowadzaniu fachowców zza wschodniej granicy. Umyka im jedno: z powodu postępującej robotyzacji, automatyzacji i cyfryzacji znakiem rozpoznawczym stosunkowo niedalekiej przyszłości będzie nie brak, ale nadmiar siły roboczej.

Specjalisto, śpij spokojnie

87 proc. pracowników twierdzi, że część ich pracy zostanie zautomatyzowana w najbliższych pięciu latach — wynika z badania firmy Accenture „Harnessing Workforce” przeprowadzonego wśród 10 tys. osób z różnych krajów. Zagrożone bezrobociem są przede wszystkim osoby wykonujące najprostsze fizyczne czynności. Natomiast fachowcy wydają się być na wagę złota.

— Rzeczywistość jest skomplikowana jak nigdy przedtem, dlatego firmy coraz bardziej potrzebują wąskiej, hiperspecjalistycznej wiedzy. Działy HR stoją więc przed trudnym zadaniem — znalezienia, dopasowania i przeszkolenia ludzi tak, aby ich produktywność była wysoka, a konkurencyjność oferty przedsiębiorstwa rosła. Bez wysokiej jakości kadry nie sposób zdobyć przewagi konkurencyjnej i ją utrzymać — potwierdza dr Sergiusz Prokurat, prezes think tanku SCCD, autor książki „Praca 2.0. Nie ukryjesz się przed rewolucją na rynku pracy” (pozycja wcześniej została wydana w USA). O tym, jak dużo znaczą wyszkoleni fachowcy, widać np. w Accenture Operations — to centrum biznesowe zatrudnia w Polsce 212 tys. osób, które odpowiadają za ważne przedsięwzięcia finansowe i technologiczne na międzynarodową skalę. Pracę tych ekspertów trudno zautomatyzować. Aż chciałoby się powtórzyć za amerykańskim pisarzem, artystą i filozofem Elbertem Hubbardem: „Jedna maszyna może zastąpić 50 zwykłych ludzi. Żadna maszyna nie zastąpi jednego nadzwyczajnego człowieka”.

— Regularnie prowadzimy rekrutacje na około sto stanowisk. Szukamy liderów umiejących prowadzić duże zespoły i do bardzo specjalistycznych zadań. Oferujemy pracę ekspertom ds. zarządzania projektami, zarządzania zmianą, finansów i rachunkowości, z dziedziny digital marketingu i obsługi klienta — wymienia Edyta Gałaszewska-Bogusz, dyrektor Accenture Operations w Polsce. Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego „The future of Jobs” (Przyszłość pracy) jedna trzecia umiejętności, które będą pożądane w 2020 r. na większości stanowisk, dziś nie uchodzi za bardzo ważne. Wiele zawodów zniknie, inne, dopiero raczkujące, staną się za kilka lat powszechne.

— W niedalekiej przyszłości niezwykle istotna będzie systemowa umiejętność radzenia sobie z nowymi wyzwaniami. Pod tym określeniem kryje się m.in. kompleksowe podejście do problemów ze wsparciem technik kreatywnych, tworzenieśrodowiska umożliwiającego krytyczne, ale też konstruktywne myślenie na różnych szczeblach przedsiębiorstwa, koordynowanie i zarzadzanie strukturami rozproszonymi i interdyscyplinarnymi. Te zagadnienia nawet dla wielu menedżerów są czarną magią, a czasu na nadrobienie zaległości naprawdę jest mało — uświadamia Adam Muszak, trener z firmy Berndson Szkolenia.

Jak dotrzymać kroku rynkowi

95 proc. pracowników ankietowanych przez Accenture zdaje sobie sprawę, że muszą zdobywać nowe kompetencje, jeśli nie chcą wypaść z rynkowego obiegu. Czy są gotowi na zmianę? Odpowiedź zależy od branży. Sondaż daje jednak podstawy do optymizmu. 85 proc. respondentów skłonnych jest zainwestować swój czas w zdobywanie cennych umiejętności. Czy jednak system kształcenia daje szansę na poszerzanie zawodowych horyzontów? Niekoniecznie.

— Tak jak zasady prawne przez wieki permanentnie były niedopasowane do aktualnego poziomu rozwoju technologii, tak instytucje edukacyjne zawsze miały kłopot z dotrzymaniem kroku postępowi technicznemu i dostarczały wiedzę, której termin zdatności do użycia minął kilka lat wcześniej. Teraz jednak obserwujemy jeszcze większą lukę między ofertą szkół zawodowych i uczelni a potrzebami rynku — odpowiada dr Sergiusz Prokurat.

Henry Ford powiedział kiedyś: „Gdybym na początku swojej kariery jako przedsiębiorca zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem”. Ludzie, którzy nie znali innych środków transportu, sypaliby pomysłami na efektywniejsze trenowanie koni i ulepszenie powozów. Potrzeba było jednak wizjonerów, żeby zaoferować społeczeństwu samochód. Ta innowacja pozwoliła uporać się ze stertami cuchnącego końskiego łajna na ulicach Nowego Jorku, Londynu czy Warszawy.

Nie dość tego: zmieniła również reguły rynkowej gry. Ku uciesze mieszkańców i miejskich włodarzy, ale ku zmartwieniu woźniców, producentów wozów, kowali i wszystkich tych, którym automobil zabrał źródło zarobkowania. Niebawem miliony osób borykać się będą z podobnym problemem — technologie pozbawią je pracy. Chyba że wezmą przykład z niektórych dawnych furmanów, którzy z bryczek przesiedli się do samochodów. Kluczem do sukcesu są otwartość na zmiany i ciągłe podnoszenie swoich kwalifikacji.