Baryłka ropy Brent na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie kosztowała w poniedziałkowy poranek 113 USD. Miesiąc temu płacono za nią 145 USD. Analitycy są raczej zgodni: to koniec gorączki wokół czarnego złota. Tanieją pozostałe towary. Inwestorzy znów patrzą na rynek surowców przez pryzmat danych makroekonomicznych. One sugerują, że światowa gospodarka ma coraz większą zadyszkę. To powinno zmniejszyć zapotrzebowanie na surowce.
Bańka prysła
Miesiąc temu niektórzy analitycy
prześcigali się wyższymi prognozami kursu ropy naftowej. Słychać było 200 USD za
baryłkę, a najodważniejsi dawali nawet 250 USD. Inne towary też miały drożeć, bo
ich wartość pośrednio i bezpośrednio wiąże się z ropą naftową. Najszybciej rosły
ceny surowców rolnych, bo coraz więcej areałów miało trafić pod uprawę roślin na
biopaliwa. Oszalały też ceny złota. Gorączce na rynku surowcowym i towarowym
sprzyjał słabnący w oczach dolar — główna waluta rozliczeniowa.
Wakacyjna wyprzedaż
Od początku lipca, kiedy kurs
ropy naftowej ustanowił nowy historyczny rekord na poziomie 145,29 USD za
baryłkę, cena spadła 21,8 proc. W ślad za ropą zanurkowały także inne towary.
Pszenica w tym okresie straciła 5,5 proc. Niewiele, ale warto pamiętać, że jej
kurs spadał silnie na początku roku. W sumie od rekordowego marca cena tego
zboża zjechała o 31,6 proc. Na rynku złota inwestorzy stracili od lipca 15,1
proc. Na tym prawdopodobnie nie koniec. Analitycy ostrzegają, że może być
jeszcze dużo taniej. Sugeruje to chociażby analiza techniczna.
— Wykres kursu złota zrealizował na wykresie dziennym formację podwójnego szczytu. To według analizy technicznej oznacza, że cena tego kruszcu może spaść nawet do 700 USD za uncję, wobec 792 USD obecnie — ostrzega Mikołaj Kusiokowski, analityk DM TMS Brokers.
Dolar wyhamował
Przełomem dla światowych rynków
finansowych okazało się wystąpienie Jeana Claude’a Tricheta, szefa Europejskiego
Banku Centralnego (ECB). Zauważył on, że dla gospodarki strefy euro bardziej
niebezpieczna od inflacji jest recesja. To oznacza, że ECB wbrew wcześniejszym
przewidywaniom, nie zamierza podnosić stóp procentowych. Niektórzy analitycy
spekulują, że może je nawet obniżyć. Strefa euro ma najsłabszą dynamikę produktu
krajowego brutto od wprowadzenia wspólnej waluty. W drugim kwartale wzrost PKB
wyniósł -0,2 proc. licząc kwartał do kwartału (w skali roku było to +1,5 proc.).
Z punktu widzenia właścicieli euro to nie najlepsze informacje. Tymczasem w
Stanach Zjednoczonych i inwestorzy spodziewają się, że amerykańskie władze
monetarne jesienią podniosą stopy procentowe. To dodatkowo umacnia dolara, który
z kolei odbija się w cenach surowców. Popyt na surowce ogranicza też globalne
spowolnienie gospodarcze, szczególnie ze strony największych gospodarek: USA,
Chin czy wspomnianej już strefy euro.
Byle do wyborów
Jak długo potrwa przecena na rynku
surowców? Wśród krajowych analityków zdania są podzielone.
— Wydaje się, że na rynku towarów mamy do czynienia ze zmianą średnioterminowego trendu ze wzrostowego na spadkowy. To ostatni i najbardziej bolesny etap bessy na rynkach finansowych. Widzimy spadki zarówno na rynku akcji, jak i na surowcowym — powiedział Grzegorz Mielcarek, prezes Investors TFI.
— Teraz czeka nas 2-3-miesięczny okres konsolidacji kursu ropy naftowej. Cena
powinna poruszać się w przedziale od 110 do 120 dolarów. Po wyborach
prezydenckich w USA dużo może się zmienić. Jeśli wygra Barack Obama, to cena
ropy może jeszcze spaść. Ten kandydat wielokrotnie deklarował liberalne
podejście do spraw energetycznych — dodał Mikołaj Kusiokowski.