Bańka surowcowa pęka na dobre

Anna Borys
opublikowano: 2008-08-19 10:59

To korekta na rynku surowcowym czy zmiana trendu na spadkowy? Głowią się nad tym analitycy. Przybywa optymistów.

Baryłka ropy Brent na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie kosztowała w poniedziałkowy poranek 113 USD. Miesiąc temu płacono za nią 145 USD. Analitycy są raczej zgodni: to koniec gorączki wokół czarnego złota. Tanieją pozostałe towary. Inwestorzy znów patrzą na rynek surowców przez pryzmat danych makroekonomicznych. One sugerują, że światowa gospodarka ma coraz większą zadyszkę. To powinno zmniejszyć zapotrzebowanie na surowce.


Bańka prysła
Miesiąc temu niektórzy analitycy prześcigali się wyższymi prognozami kursu ropy naftowej. Słychać było 200 USD za baryłkę, a najodważniejsi dawali nawet 250 USD. Inne towary też miały drożeć, bo ich wartość pośrednio i bezpośrednio wiąże się z ropą naftową. Najszybciej rosły ceny surowców rolnych, bo coraz więcej areałów miało trafić pod uprawę roślin na biopaliwa. Oszalały też ceny złota. Gorączce na rynku surowcowym i towarowym sprzyjał słabnący w oczach dolar — główna waluta rozliczeniowa.


Wakacyjna wyprzedaż
Od początku lipca, kiedy kurs ropy naftowej ustanowił nowy historyczny rekord na poziomie 145,29 USD za baryłkę, cena spadła 21,8 proc. W ślad za ropą zanurkowały także inne towary. Pszenica w tym okresie straciła 5,5 proc. Niewiele, ale warto pamiętać, że jej kurs spadał silnie na początku roku. W sumie od rekordowego marca cena tego zboża zjechała o 31,6 proc. Na rynku złota inwestorzy stracili od lipca 15,1 proc. Na tym prawdopodobnie nie koniec. Analitycy ostrzegają, że może być jeszcze dużo taniej. Sugeruje to chociażby analiza techniczna.

— Wykres kursu złota zrealizował na wykresie dziennym formację podwójnego szczytu. To według analizy technicznej oznacza, że cena tego kruszcu może spaść nawet do 700 USD za uncję, wobec 792 USD obecnie — ostrzega Mikołaj Kusiokowski, analityk DM TMS Brokers.


Dolar wyhamował
Przełomem dla światowych rynków finansowych okazało się wystąpienie Jeana Claude’a Tricheta, szefa Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Zauważył on, że dla gospodarki strefy euro bardziej niebezpieczna od inflacji jest recesja. To oznacza, że ECB wbrew wcześniejszym przewidywaniom, nie zamierza podnosić stóp procentowych. Niektórzy analitycy spekulują, że może je nawet obniżyć. Strefa euro ma najsłabszą dynamikę produktu krajowego brutto od wprowadzenia wspólnej waluty. W drugim kwartale wzrost PKB wyniósł -0,2 proc. licząc kwartał do kwartału (w skali roku było to +1,5 proc.). Z punktu widzenia właścicieli euro to nie najlepsze informacje. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych i inwestorzy spodziewają się, że amerykańskie władze monetarne jesienią podniosą stopy procentowe. To dodatkowo umacnia dolara, który z kolei odbija się w cenach surowców. Popyt na surowce ogranicza też globalne spowolnienie gospodarcze, szczególnie ze strony największych gospodarek: USA, Chin czy wspomnianej już strefy euro.


Byle do wyborów
Jak długo potrwa przecena na rynku surowców? Wśród krajowych analityków zdania są podzielone.

— Wydaje się, że na rynku towarów mamy do czynienia ze zmianą średnioterminowego trendu ze wzrostowego na spadkowy. To ostatni i najbardziej bolesny etap bessy na rynkach finansowych. Widzimy spadki zarówno na rynku akcji, jak i na surowcowym — powiedział Grzegorz Mielcarek, prezes Investors TFI.

— Teraz czeka nas 2-3-miesięczny okres konsolidacji kursu ropy naftowej. Cena powinna poruszać się w przedziale od 110 do 120 dolarów. Po wyborach prezydenckich w USA dużo może się zmienić. Jeśli wygra Barack Obama, to cena ropy może jeszcze spaść. Ten kandydat wielokrotnie deklarował liberalne podejście do spraw energetycznych — dodał Mikołaj Kusiokowski.

Możesz zainteresować się również: