Baltchem przez długie lata nie budził biznesowego zainteresowania, zmieniła to pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. Wstrząsnęła światem paliw w Ukrainie i w Polsce, wymuszając zmianę głównego kierunku dostaw z rosyjskiego na jakikolwiek inny. W efekcie Baltchem, właściciel dwóch terminali składujących i przeładowujących paliwa w Porcie Morskim Świnoujście oraz w Porcie Morskim Szczecin, stał się interesującym celem do przejęcia.
Fundusz, który przez wiele lat kontrolował firmę, zdecydował się ją sprzedać. Nowymi akcjonariuszami w 2022 r. zostali po połowie dwaj biznesmeni: Volodymyr Petrenko z Ukrainy i Jan Bobrek z Polski. Ten drugi to syn przedsiębiorcy o tym samym imieniu, którego opisywała „Rzeczpospolita” w 2002 r. przy okazji afery paliwowej.
Ich wspólna firma pokazała właśnie wyniki osiągnięte w 2023 r. Widać głębokie spadki.
Głęboki spadek wolumenu
Rok 2022, czyli pierwszy rok wojenny, przyniósł Baltchemowi biznesowy skok. Przychody wzrosły prawie o jedną trzecią — z 34 do 44 mln zł, zysk operacyjny z 11 do 15,9 mln zł, a zysk netto z 7,6 do 11 mln zł. Rok 2023 r. natomiast to biznesowy dołek. Przychody spadły do 30 mln zł, zysk operacyjny do 3,8 mln zł, a zysk netto do 3,2 mln zł.
Podstawowym problemem Baltchemu był spadek wolumenów. O ile w 2022 r. spółka przyjęła 1,711 mln ton substancji płynnych, czyli dużo więcej niż rok wcześniej (1,327 mln ton), o tyle w 2023 r. było to jedynie 1,195 mln ton. Skala biznesu była zatem mniejsza niż przed agresją Rosji na Ukrainę.
W raporcie Baltchemu znajdziemy jedynie szczątkowe wyjaśnienia, które jednak potwierdzają to, co w branży mówi się od dawna.
Blokada i wniosek o upadłość
Głównym problemem Baltchemu w zeszłym roku był konflikt akcjonariuszy. Początkowo współpracowali i wspólnie przestawili firmę na pracę wyłącznie na potrzeby rynku ukraińskiego. Liczne cysterny przewoziły paliwa importowane przez terminale Baltchemu prosto na Ukrainę. Volodymyr Petrenko chciał jednak przejąć pakiet Jana Bobrka, który się zgodził, ale potem wycofał. Powstał konflikt.
W raporcie firmy czytamy zatem o rezygnacji członków rady nadzorczej reprezentujących Petrenkę. Rada był niekompletna przez rok, a reprezentanci ukraińskiego biznesmena wrócili dopiero w styczniu 2024 r. Czytamy też o złożeniu w październiku 2023 r. wniosku o upadłość. Postępowanie zostało umorzone w marcu 2024 r.
W styczniu wyjaśnialiśmy w PB, że terminale Baltchemu nie są w pełni obłożone pracą, ponieważ Petrenko blokuje Bobrkowi do nich dostęp. Za wnioskiem o upadłość stali — jak wynika z informacji PB — stronnicy Jana Bobrka, którzy w ten sposób chcieli zmusić drugą stronę do rozmów.
Rozmowy dały prawdopodobnie efekt, bo wniosek został wycofany, a postępowanie umorzone. W protokole z walnego zgromadzenia można zaś przeczytać, że akcjonariusze zgodnie głosowali w sprawie zatwierdzenia sprawozdań finansowych czy przeznaczenia zysku.
Nagła strata Arcturusa
Nie wiemy, jak radzą sobie pozostałe biznesy Volodymyra Petrenki. Niewykluczone, że marże na transporcie paliw do Ukrainy kompensują mu słabsze wyniki Baltchemu. Wiemy natomiast, że w spółkach Jana Bobrka nie działo się dobrze.
Spółka Arcturus-Bunker zajmująca się handlem paliwami i za której pośrednictwem Jan Bobrek kontroluje połowę Baltchemu, ma za sobą zły rok. Przychody w 2023 r. spadły z 6,4 do zaledwie 2,2 mld zł. Na poziomie operacyjnym zamiast 188 mln zł zysku pojawiło się 12 mln zł straty, a na poziomie netto zamiast 140 mln zł jest prawie 8 mln zł straty. Można przypuszczać, że to efekt blokady dostępu do terminali Baltchemu.
„Wyniki spółki w okresie roku 2023 nie powinny w żadnym zakresie rzutować na ocenę sytuacji ekonomiczno-finansowej spółki” — komentuje to w raporcie Arcturus-Bunker.
Dalej zarząd uspokaja, że Arcturus jest akcjonariuszem atrakcyjnego Baltchemu, który ma „wartość rynkową przekraczającą kwotę 35 mln EUR”.
