Ukraińcy kupili terminale paliwowe nad Bałtykiem

opublikowano: 15-12-2022, 20:00
aktualizacja: 16-12-2022, 08:57
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Na trzy miesiące przed wejściem w życie embarga na paliwa z Rosji ukraińska firma, wespół ze szczecińskim biznesmenem, kupiła terminale w Świnoujściu i w Szczecinie. Polskiej branży paliwowej to nie cieszy.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • kto kupił Baltchem
  • jak komentuje to branża i jakie ma przewidywania na przyszłość
  • co o transakcji sądzi giełdowy Unimot

Sprzedaż Baltchemu wywołała poruszenie w polskiej branży paliwowej. Oto jeden z dwóch ogólnodostępnych dotychczas nadmorskich terminali paliwowych zmienił właściciela. Nabywców jest dwóch, z których jeden widnieje już w bazie Krajowego Rejestru Sądowego, a o drugim mówi się na razie nieoficjalnie. Obaj przykuwają uwagę.

Biznes z ojca na syna

Nowi inwestorzy Baltchemu mają z grubsza po połowie udziałów. W KRS można wyczytać, że nieco poniżej 50 proc. ma pośrednio Jan Bobrek (rocznik 1991), prawdopodobnie syn szczecińskiego biznesmena paliwowego Jana Edwarda Bobrka (rocznik 1960). Syn zarządza dziś firmami założonymi przez ojca, czyli m.in. spółkami paliwowymi Oktan Energy i Arcturus. O ojcu było głośno przy okazji afery paliwowej, opisanej przez „Rzeczpospolitą” w 2002 r. W PB pisaliśmy m.in. o jego powrocie do biznesu paliwowego i o przebiegu spraw sądowych.

Jan Bobrek syn zasiada w radzie nadzorczej Baltchemu. Jan Bobrek ojciec opowiadał zaś w kwietniu na antenie Radia Szczecin, jak założona przez niego Fundacja Oktanus i firma Oktan Energy Wina pomagają zaatakowanej Ukrainie. W branży paliwowej można usłyszeć, że Jan Bobrek - choć nie wiemy który - jest bardzo aktywny w obszarze importu paliw do Polski i ich eksportu prosto do Ukrainy.

Pytania do artykułu wysłaliśmy do ojca oraz do spółek syna, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Na wyłączność.
Na wyłączność.
Baltchem, który ma terminale paliwowe w Świnoujściu i Szczecinie, dotychczas współpracował z wieloma zewnętrznymi kontrahentami, ale wypowiedział im umowy. Teraz pracuje wyłącznie dla nowego właściciela, czyli wozi w kierunku Ukrainy.
FOT. CEZARY ASZKIELOWICZ / Agencja Wyborcza.pl

Sieć UPG zaprzecza

O drugim z właścicieli słyszymy tylko nieoficjalnie. Nieco powyżej 50 proc. kupiła podobno ukraińska firma Ukrpaletsystem, założona w 2003 r. i zarządzająca siecią stacji pod marką UPG. Właścicielem firmy jest Volodymyr Petrenko.

„Nasza firma nie prowadzi obecnie żadnych inwestycji w polskie spółki” – zaprzeczyła nam jednak w mejlu Katerina Drobilko w imieniu UPG.

W radzie nadzorczej Baltchemu zasiadają dwie osoby o nazwisku Petrenko. Zapytaliśmy UPG, czy Baltchem jest prywatną inwestycją Volodymyra Petrenki. Czekamy na odpowiedź.

W 2021 r. ukraiński „Forbes” podał, że sieć UPG liczy 73 stacje paliw zlokalizowane w 17 regionach Ukrainy, a firma plasuje się w pierwszej dziesiątce graczy rynku paliwowego i jest na 65 miejscu na liście największych prywatnych firm w Ukrainie.

Do 24 lutego 2022 r., czyli do pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę, Ukrpaletsystem importował paliwa z Białorusi, ale po ataku, w komunikacie z marca 2022 r., zapewnił klientów, że potępia Białoruś i już tam paliw nie kupuje. Firma deklaruje też, że od 2014 r. nie kupiła ani tony paliwa z Rosji. Na stronie internetowej marka UPG podkreśla zaś, że sprzedawane przez nią paliwa pochodzą wyłącznie z Europy. Nie wskazuje, gdzie je kupuje i jak sprowadza. W branży można natomiast usłyszeć, że Ukraińcy z UPG są bardzo aktywni na polskim rynku paliw i są dużym graczem na rynku dostaw na Ukrainę.

Nie znamy genezy współpracy Jana Bobrka z siecią UPG. W branży można usłyszeć, że Ukraińcy chcieliby mieć całość udziałów w terminalu, ale najwyraźniej to się nie udało.

Rosyjskie paliwa płyną szeroko do Polski

Do 5 lutego kraje europejskie mogą importować paliwa z Rosji, a po tej dacie wejdzie w życie unijne embargo. Dla Polski będzie to wyzwanie, ponieważ polskie rafinerie produkują mniej paliw, niż wynosi krajowe zużycie, więc import jest ważny.

Na dodatek popyt na paliwa zgłasza również Ukraina, która kiedyś importowała z Rosji i Białorusi, ponadto miała niewielką produkcję własną. Dziś nie ma ani paliw ze Wschodu, ani własnej produkcji, bo rafinerie zbombardowano. Popyt zaś jest duży, związany również z wojną, dlatego marże paliwowe w Ukrainie są dziś bardzo wysokie.

PKN Orlen deklaruje, że rosyjskich paliw do kraju nie sprowadza, ale inne firmy w Polsce to robią.

Szlak do Ukrainy

Zmiany właścicielskie w Baltchemie branża paliwowa uważa za wydarzenie znaczące.

- Tyle się mówi o przyszłych inwestycjach Polski w Ukrainie, tymczasem to Ukraina inwestuje w Polsce, i to w sektorze wrażliwym. Jednocześnie sieć UPG była znaczącym dystrybutorem paliw białoruskich w Ukrainie. Te powiązania nie budzą mojego entuzjazmu – mówi jeden z naszych rozmówców z polskiej branży paliwowej.

Na kwestię powiązań białoruskich wskazują też inni nasi rozmówcy. Zaznaczają jednak, że Baltchem to firma prywatna, cała transakcja też była prywatna i nie jest prawdopodobnie objęta żadnymi regulacjami dotyczącymi ochrony infrastruktury krytycznej.

- Wojna zmienia spojrzenie na własność w infrastrukturze. To, że polski stan posiadania w tym obszarze się zmniejszy, nie jest korzystne. Jednocześnie można się spodziewać, że Baltchem nie będzie działać na zasadach rynkowych, tylko będzie zaspokajać potrzeby Ukrainy, nawet jeśli pieniądze i tak zarobi, bo koniunktura handlowi paliwom sprzyja. To oznacza, że polskie możliwości importowe zostaną ograniczone – zauważa kolejny z naszych informatorów.

Każdy by tak robił

Nasi rozmówcy przyznają jednak, że z drugiej strony rozwój współpracy z Ukrainą jest dla Polski strategicznie dobry. Ukraińcom zaś nie można się dziwić.

- Widoczne jest duże ssanie Ukraińców na aktywa logistyczne w Polsce. Chcą zbudować alternatywę dla Morza Czarnego. Są zdeterminowani i nie patrzą na takie aktywa poprzez pryzmat rentowności, tylko bezpieczeństwa. Na ich miejscu robilibyśmy to samo – zauważa nasz rozmówca.

Baltchem pożegnał już kontrahentów

Unimot, giełdowa firma obracająca paliwami, nie kryje niezadowolenia ze zmian w Baltchemie.

„Do czasu transakcji Baltchem był jednym z dwóch ogólnodostępnych terminali morskich, umożliwiających przeładunek paliw płynnych na polskim wybrzeżu z dużych jednostek pływających na cysterny kolejowe i autocysterny transportujące paliwa wewnątrz kraju. Dostępny był wówczas dla wszystkich uczestników rynku, natomiast obecnie świadczy usługi na rzecz jednego podmiotu – właściciela” – napisało nam biuro prasowe Unimotu.

Unimot zauważa, że to proces odwrotny do tego, który niebawem zostanie przeprowadzony w stosunku do terminali paliwowych Orlenu i Lotosu (w ramach realizacji środków zaradczych zdefiniowanych przez Komisję Europejską). Terminale, które do tej pory wykorzystywane były jedynie na potrzeby właściciela, po przejęciu ich przez Unimot będą dostępne dla wszystkich zainteresowanych uczestników rynku na warunkach komercyjnych.

„Sytuacja, w której tylko jeden podmiot może korzystać z infrastruktury magazynowania, nigdy nie jest korzystna dla rynku” – stwierdza Unimot.

Unimot był partnerem handlowym firmy Baltchem do czerwca 2022 r. Nie uczestniczył w sprzedaży i nie prowadził rozmów w tej sprawie.

„Umowa została wypowiedziana przez Baltchem w czerwcu 2022 r. Z tego co nam wiadomo, obecnie Baltchem nie świadczy usług dla zewnętrznych operatorów” – pisze Unimot.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane