Baltchem, który w zeszłym roku zmienił właściciela i z rąk funduszu inwestycyjnego przeszedł w ręce przedsiębiorców z Polski i Ukrainy, jest właścicielem dwóch nadmorskich terminali paliwowych, w Szczecinie i w Świnoujściu, które umożliwiają import paliw do Polski. Ze świeżo opublikowanego raportu finansowego wynika, że wojenny rok temu biznesowi sprzyjał.
Wojenny rynek sprzyjał paliwom
Przychody Baltchemu wzrosły o prawie jedną trzecią, z 34 do 44 mln zł, zysk operacyjny skoczył z 11 do 15,9 mln zł, a zysk netto – z 7,6 do 11 mln zł. Głównymi produktami przeładowywanymi i składowanymi przez Baltchem były: olej napędowy, benzyna silnikowa, metanol i nawozy płynne. Spółka przyjęła łącznie 1,711 mln ton substancji płynnych, czyli dużo więcej, niż rok wcześniej (1,327 mln ton).
Skąd wzrosty? Z raportów Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego wiemy, że miniony rok był dobry dla całej polskiej branży paliwowej. Widoczny był ok. 3-procentowy wzrost wolumenu sprzedanych paliw, na co wpłynęło pocovidowe odbicie gospodarcze, ukraińskie potrzeby wojenne, transportowanie i zaopatrywanie uchodźców, a także wzrost liczby samochodów w kraju. Za wzrost liczby aut, o 1-1,5 mln, odpowiadają nowi mieszkańcy, czyli Ukraińcy, którzy przenieśli się do Polski. Dodatkowo, ze względu na różnice w cenach, kierowcy z ościennych krajów przyjeżdżali tankować w Polsce.
Owocny handel z Ukrainą
Od zeszłorocznej zmiany właściciela Baltchem pracuje jednak wyłącznie na potrzeby rynku ukraińskiego. Opisywaliśmy w PB współwłaściciela firmy, Volodymyra Petrenkę, który jest właścicielem sieci stacji paliw UPG w Ukrainie. Po agresji Rosji na Ukrainę tamtejszy rynek odciął się od paliw z Rosji i z Białorusi. Potężną wyrwę trzeba było wypełnić dostawami z Zachodu, dlatego Petrenko zainwestował w Baltchem. Kupił jedynie połowę udziałów w firmie, a drugą połowę przejął młody polski biznesmen, Jan Bobrek, syn doświadczonego przedsiębiorcy o tym samym imieniu, o którym głośno było przy okazji przy okazji afery paliwowej, opisanej przez „Rzeczpospolitą” w 2002 r.
Początkowo współpraca się układała, a liczne cysterny przewoziły paliwa importowane poprzez terminale Baltchemu prosto na Ukrainę. Ten segment rynku przynosił w Polsce znaczące zyski. Owocna współpraca przerodziła się jednak w konflikt, który – jak opisywaliśmy – związany był z chęcią przejęcia przez Petrenkę całości Baltchemu. Volodymyr Petrenko przekonywał, że Jan Bobrek obiecał mu sprzedać swój pakiet, a Jan Bobrek twierdził, że owszem, ale zmienił zdanie.
Połowa przeciwko połowie
Z ogłoszeń dotyczących m.in. zwoływania walnych zgromadzeń akcjonariuszy Baltchemu wynika, że konflikt trwa. Walne zwołuje raz jedna, raz druga strona. Porozumienia w sprawach ważnych nie ma, o czym świadczy np. niepodjęcie uchwały o zatwierdzeniu sprawozdania finansowego spółki za 2022 r. Jeden akcjonariusz był „za”, drugi „przeciw”, a ponieważ mają dokładnie tyle samo akcji, uchwała nie przeszła.
W branży można też usłyszeć, że konflikt przekłada się na działalność Baltchemu, ponieważ wspólnicy blokują sobie nawzajem dostawy, utrudniając rozładunek statków. Jak to wpłynie na wyniki finansowe – dowiemy się za rok.
Terminale Baltchemu nie pracują na potrzeby polskiego rynku, co polska branża odbiera z irytacją. Warto przypomnieć, że kanały importowe paliw stały się ważne po tym, jak Unia Europejska wprowadziła sankcje na paliwa z Rosji. Z wagi takich aktywów zdały też sobie sprawę polskie władze, choć z opóźnieniem. 17 marca 2023 r. wpisały Baltchem na listę podmiotów podlegających szczególnej ochronie, co oznacza, że ewentualna sprzedaż akcji firmy wymaga uzyskania państwowej zgody na transakcję.

