Ukraiński inwestor odkrywa karty

Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Volodymyr Petrenko, właściciel ukraińskiej sieci stacji UPG, opowiada o początkach biznesu, jego odbudowie po ataku Rosji na Ukrainę, przejęciu terminali paliwowych w Szczecinie i Świnoujściu oraz pomysłach na kolejne inwestycje w Polsce.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • kim jest ukraiński inwestor, o którym ostatnio głośno w polskiej branży paliwowej
  • jakie są początki jego biznesu
  • jak na jego firmy wpłynęła wojna
  • skąd wziął się w Polsce
  • w co zamierza inwestować
  • skąd pomysł na współpracę z Janem Bobrkiem
  • dlaczego Jan Bobrek mówi teraz o konflikcie z Petrenką
  • jak Volodymyr Petrenko odnosi się do doniesień o powiązaniach z Białorusią
  • jakie składa deklaracje w kwestii współpracy z polskimi importerami paliw

- Jestem teraz w Korosteniu – mówi Volodymyr Petrenko, prezes firmy Ukrpaletsystem, i za pomocą Zooma pokazuje mi swoje biuro i logo UPG na ścianie.

Korosteń to miasto w Ukrainie położone na północny Zachód od Kijowa, w kierunku granicy z Białorusią. To w tym mieście Volodymyr Petrenko zaczął rozwijać firmę w 2003 r. 20 lat później rozmawiamy o jego planach inwestycyjnych w Polsce, gdzie kupił właśnie połowę udziałów w firmie Baltchem, posiadającej terminale paliwowe w Szczecinie i Świnoujściu.

Podium w Ukrainie, start w Polsce.
Podium w Ukrainie, start w Polsce.
  • Mieszkam w Ukrainie. Tu jest moja rodzina, mój biznes i moje serce mówi Volodomyr Petrenko. W biznesie doszedł do pozycji drugiego gracza na rynku dostaw paliw w Ukrainie. Teraz inwestuje w Polsce.
  • Artem Galkin

    Drewno dało pierwsze zyski

    Początki Ukrpaletsystemu to biznes drzewny.

    - Zajmowaliśmy się wtedy przetwórstwem drewna i jego eksportem do Europy, co było bardzo zyskownym przedsięwzięciem – opowiada Volodymyr Petrenko.

    W kolejnych latach firma zaczęła kupować bazy paliwowe, najpierw w Korosteniu, rodzinnym mieście Volodymyra Petrenki.

    - W 2007 r. kupiliśmy pierwszą stację paliw, potem kolejne. Konkurencja na tym rynku była wtedy potężna, marże minimalne, ale przetrwaliśmy i od 2010 r. rozwijaliśmy się już bardzo szybko – mówi przedsiębiorca.

    Jednocześnie zaczął inwestować we flotę cystern paliwowych, czyniąc z logistyki przewagę konkurencyjną firmy.

    - Dziś sieć UPG liczy 80 stacji paliw i nie przestajemy jej rozwijać. To nowoczesne obiekty oferujące paliwo wysokiej jakości i szereg usług okołopaliwowych. W budowie są obecnie trzy stacje. Zatrudniamy ok. 4 tys. ludzi – wylicza Volodymyr Petrenko.

    Według niego, firma ma dziś pozycję drugiego gracza na rynku dostaw paliw w Ukrainie.

    Powrót do punktu wyjścia

    24 lutego 2022 r. rosyjskie bomby zniszczyły terminal celny Ukrpaletsystemu.

    - Przysiągłem sobie wtedy, że nie tylko wszystko odbuduję, ale też będę budował nowe obiekty. Udało się to zrobić – mówi Volodymyr Petrenko.

    Opowiada, że pod względem biznesowym atak Rosji na Ukrainę oznaczał dla niego powrót do punktu wyjścia.

    - Zaczynaliśmy od zera, jak w 2003 r. – mówi Volodymyr Petrenko.

    Powrót do punktu wyjścia wynikał z tego, że do 24 lutego firma zaopatrywała się w paliwo w 100 proc. w białoruskiej rafinerii w Mozyrzu, leżącej niedaleko granicy ukraińsko-białoruskiej. Korosteń od Mozyrza dzieli tylko 140 km.

    Przed wojną Ukrpaletsystem był jednym z większych importerów białoruskich paliw do Ukrainy, której cały sektor paliwowy opierał się niemal wyłącznie na imporcie. Krajowe moce rafineryjne były małe (dziś – po bombardowaniach – są zerowe), więc kupowano głównie z Rosji i z Białorusi, ponadto paliwa wysyłała na Ukrainę również orlenowska rafineria w litewskich Możejkach.

    Szczecin daleki i bliski

    Po ataku Rosji, w komunikacie z marca 2022 r., właściciel stacji UPG zapewnił klientów, że potępia Białoruś za jej współpracę z Rosją i już tam paliw nie kupuje. Zadeklarował też, że od 2014 r. nie kupił ani tony paliwa z Rosji, a dziś sprzedawane przez niego paliwa pochodzą wyłącznie z Europy. Jak do tego doprowadził?

    - Pierwsze dwa tygodnie wojny były czasem ogromnego stresu. W końcu jednak postanowiliśmy poszukać nowych źródeł dostaw paliwa – wspomina Volodymyr Petrenko.

    Wsiadł z synem w samochód i pojechali do Polski.

    - Najpierw nawiązaliśmy współpracę z Unimotem, która trwała 3-4 miesiące. Niestety Unimot nie był nam później w stanie zapewnić potrzebnych wolumenów, dlatego zaczęliśmy szukać nowego partnera – mówi ukraiński biznesmen.

    Znajomy z firmy Stokota, zajmującej się transportem paliw, podrzucił mu kilka kontaktów i tak Volodymyr Petrenko trafił z synem do Szczecina.

    - Nigdy wcześniej tam nawet nie byliśmy – zauważa szef Ukrpaletsystemu.

    Pod względem logistycznym Szczecin leży daleko od Ukrainy, dlatego najpierw Volodymyr Petrenko odrzucił tę opcję dostaw. Pierwszy kontrakt na dostawy zawarł w Rumunii, przez port Konstanca, a drugi w Grecji, z firmą Motor Oil.

    - Kiedy wracaliśmy z Grecji, perspektywę mieliśmy już odmienną i Szczecin wcale nie wydawał się taki odległy. W efekcie podpisaliśmy umowę z firmą Arcturus – mówi Volodymyr Petrenko.

    Apetyt na handel

    Szczeciński Arcturus to jedna z firm należących do Jana Bobrka, syna Jana Edwarda Bobrka, o którym było głośno przy okazji afery paliwowej, opisanej przez „Rzeczpospolitą” w 2002 r. W PB pisaliśmy m.in. o jego powrocie do biznesu paliwowego i przebiegu spraw sądowych.

    Poza Arcturusem Jan Bobrek syn ma też firmę Oktan Energy, a ostatnio kupił połowę udziałów w Baltchemie, który ma terminale w Szczecinie i Świnoujściu. Drugą połowę udziałów kupił Volodymyr Petrenko.

    - O tym, że Baltchem jest na sprzedaż, dowiedzieliśmy się pewnego piątku. Dwa kolejne dni spędziliśmy na negocjacjach w warszawskim hotelu Intercontinental. Okazały się bardzo owocne – wspomina ukraiński biznesmen.

    Podkreśla, że Baltchem to jego pierwsza inwestycja w Europie, ale nie ostatnia. Od bułgarskiego Kolowagu kupuje też kolejowe cysterny paliwowe i planuje te zakupy kontynuować. Interesuje go również rozwój w obszarze handlu paliwami. Na razie ma tradingową spółkę w Estonii.

    - Patrzymy przede wszystkim na rynek w Polsce, bo tu czujemy się najlepiej, czujemy przyjaźń Polaków. Dziękuję Polakom, polskiemu rządowi i prezydentowi za wspieranie Ukrainy od pierwszych dni wojny – mówi Volodymyr Petrenko.

    Konflikt w terminalu

    Polsko-ukraińskie partnerstwo w Baltchemie szybko przerodziło się jednak w konflikt. Tak nazywa tę sytuację Jan Bobrek ojciec, który podaje, że pełni funkcję doradcy spółki Arcturus Bunker, udziałowca Baltchemu.

    Pytam go o historię wspólnej inwestycji.

    - Rozmowy z funduszem WEG (Warsaw Equity Group, sprzedającym – red.) o przejęciu Baltchemu rozpoczęły się jeszcze przed wojną w Ukrainie. Samodzielnie byłem jednak w stanie sfinansować tylko połowę transakcji, potrzebowałem więc partnera. Po ataku Rosji na Ukrainę pojawiło się zainteresowanie ze strony Volodymyra Petrenki, który szukał dostawców paliwa – opowiada Jan Bobrek ojciec.

    Podaje, że całkowita wartość transakcji wyniosła ok. 50 mln EUR, a dwaj główni akcjonariusze Baltchemu mają po tyle samo udziałów, czyli po połowie bez jednej akcji. Po jednym walorze mają dwaj prawnicy każdej ze stron.

    - Nasza współpraca z drugim akcjonariuszem układa się źle. Mimo że mamy tyle samo akcji, druga strona uzurpuje sobie prawo do całkowitej kontroli nad firmą. Ponadto przedstawiciele Volodymyra Petrenki złożyli rezygnację z zasiadania w radzie nadzorczej, przez co rada nie może podejmować decyzji. Sytuacja jest patowa – twierdzi Jan Bobrek ojciec.

    Jan Bobrek się wycofa?

    O konflikt pytamy więc Volodymyra Petrenkę.

    - Nie zauważam konfliktu w naszej relacji z Janem Bobrkiem – odpowiada przedsiębiorca z Ukrainy.

    Jego wyjaśnienia przynoszą nam jednak nowe informacje.

    - Jestem poważną osobą i uważam po prostu, że każdy powinien dotrzymywać słowa. Skoro zawarłem z Janem Bobrkiem wstępną umowę przejęcia jego firmy Oktan Energy, to oczekuję dalszych kroków w tej sprawie. To prawda, że moi przedstawiciele w radzie nadzorczej Baltchemu złożyli rezygnację. Jesteśmy jednak z Janem w kontakcie i nie nazywałbym tego konfliktem – mówi ukraiński biznesmen.

    W tej dynamicznej sytuacji wracamy z pytaniami do Jana Bobrka ojca.

    - Wycofałem się z planu sprzedaży Oktanu Energy. Konflikt z Petrenką trwa, więc teraz być może sprzedam pakiet udziałów w Baltchemie – odpowiada nam Jan Bobrek ojciec.

    Komu sprzeda Baltchem? Wskazuje na Volodymyra Petrenkę albo… skarb państwa. W dzisiejszym PB piszemy o okolicznościach przyjęcia w piątek przez Sejm kontrowersyjnych przepisów o przysługującym państwu prawie pierwokupu akcji firm użytkujących grunty w portach.

    Baltchem zaprasza do rozmów

    Tarciom wewnątrz Baltchemu towarzyszą krzywe spojrzenia na Baltchem ze strony polskiej branży paliwowej. Konkurenci zauważają, że po zmianie właściciela firma pożegnała się z polskimi kontrahentami i realizuje dostawy wyłącznie na rynek ukraiński. W obliczu nadchodzącego embarga na paliwa z Rosji, które utrudni zaopatrzenie polskiego rynku w paliwa, budzi to emocje.

    Volodymyr Petrenko zapewnia jednak PB, że Baltchem nie będzie pracował tylko na potrzeby dostaw do Ukrainy.

    - W momencie zawierania transakcji rzeczywiście polscy kontrahenci odeszli, ale to dlatego, że akurat wtedy umowy wygasały. Zapraszamy serdecznie polskich przedsiębiorców do współpracy. Jesteśmy gotowi do rozmów. W Baltchemie prowadzone są właśnie inwestycje, które zwiększą moce przeładunkowe, ponadto budowane są tory kolejowe. Baltchem będzie w stanie pracować zarówno dla klientów ukraińskich, jak i polskich – zapewnia Volodymyr Petrenko.

    Podkreśla, że rozumie znaczenie Baltchemu dla polskiego rynku paliwowego.

    - Zapewniam, że wejście ukraińskiego inwestora da tylko pozytywne efekty – mówi biznesmen.

    Artykuł znika i powraca

    6 stycznia rano na stronach ukraińskiego portalu Obozrevatel pojawił się artykuł, w którym autorka przekonywała, że za inwestycjami Ukrpaletsystemu stoi tak naprawdę białoruski oligarcha Nikołaj Worobiej oraz syn Aleksandra Łukaszenki, Wiktor. Miałby to być sposób na ominięcie przez Białorusinów europejskich sankcji. Po południu artykuł został zdjęty, a Ukrpaletsystem opublikował stanowcze dementi. 9 stycznia artykuł powrócił na strony Obozrevatela, a jego autorka wyjaśniła, że sprawdziła jeszcze raz fakty i podtrzymuje wcześniejsze tezy.

    Ponieważ artykuł nie dostarcza czytelnikowi dowodów na powiązania Ukrpaletsystemu z Worobiejem i Łukaszenką, napisałam do autorki mejla, lecz nie odpisała. Dzwoniłam, ale podany numer był niedostępny. Z historii publikacji wynika, że dziennikarka porusza szeroki wachlarz tematów, bez konkretnej specjalizacji.

    Proszę więc Volodymyra Petrenkę o komentarz.

    - Plotki o powiązaniach mojej firmy z kapitałem białoruskim są dla mnie szokujące. Nie mamy dziś relacji z tym krajem – odpowiada przedsiębiorca.

    Podkreśla, że grupa firm skupionych wokół marki UPG to biznes rodzinny, dla którego pracuje również jego starszy syn, żona, matka oraz siostra. W tym roku grupa obchodzi dwudziestolecie działalności.

    - Dzięki doskonałej logistyce osiągnęliśmy pozycję gracza numer dwa na ukraińskim rynku, oferujemy szybkie dostawy i najniższe ceny paliw, dzięki czemu zwiększamy wolumeny. To smutne, że konkurenci w ten sposób nas atakują – mówi Volodymyr Petrenko.

    Wiadomo, że nic nie wiadomo

    O odniesienie się do informacji z artykułu poprosiłam też Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii. MSWiA odpowiedziało ogólnikowo.

    „Minister spraw wewnętrznych i administracji jest upoważniony do wydawania decyzji w sprawach wpisu na listę sankcyjną oraz wykreślenia z niej osób lub podmiotów. W związku z tym na bieżąco, we współpracy z właściwymi służbami, monitoruje okoliczności mogące stanowić przesłankę objęcia poszczególnych osób lub podmiotów sankcjami krajowymi” - napisało ministerstwo spraw wewnętrznych.

    Bardziej konkretna, choć nieszczególnie pokrzepiająca jest odpowiedź resortu rozwoju.

    „Autorzy artykułu, który został opublikowany na ukraińskim portalu Obozrevatel, nie podają źródeł posiadanych informacji (powołują się na “własne źródła” i “swoje dane”). Wobec powyższego nie mamy możliwości sprawdzenia faktycznych powiązań ukraińskiego inwestora Volodymyra Petrenko z białoruskim oligarchą Nikolajem Worobiejem i synem prezydenta Białorusi, Viktarem Łukaszenką” - odpisał MRiT, potwierdzając, że Nikolai Vorobey oraz Viktar Lukashenka (...) znajdują się na unijnej liście sankcyjnej, toteż działania umożliwiające tym osobom nabywanie zasobów gospodarczych na terytorium UE stanowią naruszenie obowiązującego reżimu sankcyjnego”.

    © ℗
    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Polecane