Bentley do apartamentu

Rafał Kerger
13-02-2008, 07:46

100 tys. euro wystarczy wydać na dubajskim rynku nieruchomości, by dostać od dewelopera auto. W prezencie.

Tak spektakularnej — wręcz bajkowej — oferty dla polskich inwestorów w nieruchomości jeszcze nie było. Dzięki związanej z kolejnym Dubajskim Festiwalem Zakupów promocji jednego z największych arabskich deweloperów, firmy Damac, dwie z polskich agencji — Carisma i Lifehouse International — ruszyły z niecodzienną promocją.

Kto do 24 lutego zdecyduje się kupić apartament w najszybciej rozwijającej się metropolii świata, z oferty Damacu dostanie jako prezent samochód marki Bentley lub BMW. Lokalizacji jest w każdej agencji sześć. Najtańsza inwestycja to Lakeside, kompleks czterech 21-piętrowych wież z siłowniami i z basenami (około 3 tys. euro za mkw.). Najdroższe są penthouse’y w dwóch wieżowcach w DIFC, czyli w wolnej strefie ekonomicznej, wydzielonej w Dubaju — z widokiem na sztuczną wyspę-palmę Dżumajra (ponad 8 tys. euro).

Model Bentley Continental Flying Spur dodawany jest do dużych dupleksów i penthouse’ów w ofertach na indywidualne zamówienie o cenie przekraczającej milion euro. Z samochodu można zrezygnować. Wtedy otrzymamy rabat w wysokości, bagatela, 112,5 tys. euro. BMW serii 3 Damac dodaje do dwu-, trzy- lub czteropokojowych apartamentów (możliwa zamiana na rabat — 14,4 tys. euro). Do jednosypialniowych apartamentów arabski deweloper dorzuca BMW serii 1 (albo rabat wysokości 10,8 tys. euro).

Szok? Spokojnie. Na tym nie koniec zaskakujących promocji rodem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Każda osoba, która w najbliższych 10 dniach nabędzie nieruchomość dewelopera w Dubaju, weźmie udział w losowaniu wyspy Pelican Caye (6,1 tys. mkw.) na Morzu Karaibskim oraz samolotu Eclipse 500.

Kupujący ma prawo do zamiany wylosowanej wyspy na dowolną nieruchomość z oferty dewelopera o wartości 186 tys. euro., a samolotu na apartament o wartości 931 tys. euro.

Ponadprzeciętne wzrosty

Powstaje jednak pytanie zasadnicze — czy aby opłaca się kupować nieruchomości w Dubaju, skoro apartamenty, o których mowa — potrafią kosztować ponad 8 tys. euro za metr? Do tego pierwszą dynamiczną falę wzrostu ceny nieruchomości w Dubaju mają już za sobą. Dla przykładu, właściciele apartamentów w wysokim na 183 metry wieżowcu Marina Terrace w Dubai Marina — nowej dzielnicy, która ma się stać najbardziej poszukiwanym adresem na świecie — tylko od maja 2003 r. do lutego 2005 r. na zainwestowanej sumie zarobili średnio 154 proc. Cztery lata temu najmniejsze apartamenty kosztowały tu 120,3 tys. euro, dwa lata temu już 334,3 tys. euro. Może dlatego ruszyła też tak wielka wyprzedaż Damaku?

Krzysztof Florek, menedżer sprzedaży z Lifehouse, International przekonuje, że wzrosty cen na tutejszym rynku wciąż są mocno ponadprzeciętne. Do tego jego agencja zastrzega, że oferta po zakończeniu promocji nie zniknie z polskiego rynku — bo nadal (nawet bez auta gratis) jest interesująca.

— Warto zauważyć, że średni zysk roczny z wynajmu wynosi w Dubaju 15 proc. wartości nieruchomości. Podczas gdy w Polsce, lub nawet w Wielkiej Brytanii, daje około 3 do 5 proc. zysku — tłumaczy Krzysztof Florek.

— Dodatkowo Dubaj to czystej wody raj podatkowy. Nie płaci się tu żadnych podatków dochodowych. Założenie firmy kosztuje 15 tys. zł, ale można to zrobić przez internet. Kupno apartamentów w Dubaju można kredytować — mówi z kolei Michalina Augustyniak, specjalista ds. sprzedaży w Carismie.

Ci, którzy mają status rezydenta, mogą pożyczyć od arabskiego banku 80 proc. wartości nieruchomości. Ci, którzy nimi nie są — 65 proc.

Ucieczka w przyszłość

Za kupnem apartamentu w Dubaju przemawia przede wszystkim wielki rozmach, z jakim Muhammad ibn Rashid al-Maktoum, emir Dubaju, premier i wiceprezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wdraża tu swoje pomysły na nową przyszłość utrzymującego się dziś ze sprzedaży ropy kraju. W Emiratach już niemal wszyscy

— łącznie z prezydentem Chalifą ibn Zaid an-Nahajanem — zdają sobie sprawę, że wyczerpanie złóż surowca coraz bliżej.

Proste matematyczne wyliczenia pokazują, że przy obecnym poziomie wydobycia ropy starczy jeszcze na blisko 40 lat. Optymiści mówią o 70 latach. Wszystko zależy od zużycia ropy na świecie.

Nim to się stanie — Dubaj al-Maktoumów ma zostać Wenecją XXI wieku. Handlową potęgą, epicentrum globalizacji, nad którym lata się i w którym ląduje się w drodze między Hongkongiem a Nowym Jorkiem, Szanghajem a Londynem. To tylko jedna strona medalu. Druga? Turystyka dla zamożnych. W Dubaju powstają i będą powstawać w najbliższych latach tak bajkowe obiekty jak The World — archipelag składający się z 303 sztucznych wysp usypywanych na dnie szelfu u wybrzeży miasta. Wyspy (średnio 30 mln dol. za sztukę) widziane mają być z kosmosu i docelowo ułożą się w obraz kuli ziemskiej, z kontynentami i krajami. Kolejnym cudem są znane już trzy Wyspy Palmowe — Dżabal Ali, Dżumajra i Dajra, których budowa wciąż trwa. Gdyby ktoś miał wątpliwości, w Dubaju trwa także stawianie najwyższego drapacza chmur na świecie. Wysokość Burj Dubai, czyli Wieży Dubajskiej, utrzymywana jest w ścisłej tajemnicy, choć nieoficjalnie szacuje się, że wynosić będzie 808 lub 818 metrów. Według budowniczych, może to jednak się zmienić, jeśli zajdzie taka potrzeba, czyli tytuł najwyższego budynku zostanie zagrożony przez konkurentów. Burj Dubai ma m.in. mieścić pierwszy na świecie hotel Armaniego. W Dubaju jest też kompleks Ski Dubai, kryte centrum sportów zimowych z trzema wyciągami krzesełkowymi i pięcioma trasami, każda po 400 metrów. Śnieg nie wylatuje tu z armatek, tylko sypie się ze sztucznej chmury. Ski Dubai stoi w budowanym centrum handlowym Emirates Mall (też największym na świecie).

Perspektywy przed Dubajem są ogromne. Świadczą o tym także liczby. W ostatnich 15 latach dochód narodowy Dubaju wzrósł o 300 procent. Jedynie 6 proc. z tego to dochody z handlu surowcami petrechomicznymi — Dubaj czerpie jednak znaczne profity z logistycznej obsługi dystrybucji ropy. Jest tu największy na świecie port kontenerowy.

W 2006 r. ruszyła również pod Dubajem budowa ogromnego lotniska. Dubai World Central, kosztujące 33 mld dolarów, będzie największym portem lotniczym świata. W 2015 r. ma przyjmować 150 mln pasażerów, więcej niż dziś obsługują giganty — londyńskie Heathrow i O’Hare w Chicago łącznie.

Inwestycja nie powinna dziwić. W 2006 r. emirat odwiedziło 6,6 mln turystów, wobec 6,2 mln w 2005 r. Szacuje się, że w 2010 r. liczba ta zwiększy się do 16 mln. W 2006 r. w Dubaju mieszkało 1,44 mln mieszkańców — w 2012 r. ma ich być 2,16 mln.

Więcej liczb? W metropolii pracuje dziś 15 proc. wszystkich żurawi budowlanych na świecie. W 1996 r. inwestycje na rynku nieruchomości wyniosły 78 mld dolarów, dziesięć lat później — 400 mld.

Co tam jednak Dubaj. Taki Bentley (za darmo) to jest coś. 

Rafał Kerger, r.kerger@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Bentley do apartamentu