Dzisiaj kończy się konkurs na obsadę stanowisk w zarządzie PKO BP. Nikt nie oczekiwał, że kwalifikacje odbędą się łatwo i bez zgrzytów. Ale mało kto spodziewał się, że sprawy przybiorą taki obrót. Dzisiaj rano rada nadzorcza spotka się z prezesem banku, żeby przedstawić mu kandydatów na sześć posad w kierownictwie. Spośród nich dobierze sobie współpracowników. Z naszych informacji wynika, że nie zgodzi się na dwie osoby.

Nie było większych problemów z obsadą czterech stanowisk: szefa pionu IT, finansów, inwestycji oraz korporacji. Problem od samego początku konkursu stanowiły nominacje do dwóch funkcji kluczowych w banku: wiceprezesa ds. detalicznych (przynosi 85 proc. przychodów banku) oraz ds. ryzyka (trzyma w ręce klucz do kurka z kredytami). Według nieoficjalnych informacji, w tych dwóch fotelach resort skarbu, większościowy akcjonariusz banku, chciał posadzić Jacka Obłękowskiego oraz Krzysztofa Dresslera.
W ubiegłym tygodniu, kiedy oferty na konkurs już wpłynęły, prezes Jagiełło zakomunikował resortowi skarbu, że nie godzi się na dwie, wspomniane wcześniej kandydatury: Krzysztofa Dresslera dlatego, że stracił do niego zaufanie i Jacka Obłękowskiego, bo po prostu nie chce go w swoim zespole.
Więcej w piątkowym "Pulsie Biznesu"