Bitwa o zarząd PKO BP

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2011-04-01 06:24

To już nie jest przeciąganie liny, ale otwarta wojna o stanowiska we władzach największego polskiego banku, którym kieruje Zbigniew Jagiełło. Dzisiaj kończy się zawieszenie broni. Kto wygra?

Dzisiaj kończy się konkurs na obsadę stanowisk w zarządzie PKO BP. Nikt nie oczekiwał, że kwalifikacje odbędą się łatwo i bez zgrzytów. Ale mało kto spodziewał się, że sprawy przybiorą taki obrót. Dzisiaj rano rada nadzorcza spotka się z prezesem banku, żeby przedstawić mu kandydatów na sześć posad w kierownictwie. Spośród nich dobierze sobie współpracowników. Z naszych informacji wynika, że nie zgodzi się na dwie osoby.

Aleksander Grad forsuje własnych kandydatów. Zbigniew Jagiełło kładzie się Rejtanem.
Aleksander Grad forsuje własnych kandydatów. Zbigniew Jagiełło kładzie się Rejtanem.
None
None

Nie było większych problemów z obsadą czterech stanowisk: szefa pionu IT, finansów, inwestycji oraz korporacji. Problem od samego początku konkursu stanowiły nominacje do dwóch funkcji kluczowych w banku: wiceprezesa ds. detalicznych (przynosi 85 proc. przychodów banku) oraz ds. ryzyka (trzyma w ręce klucz do kurka z kredytami). Według nieoficjalnych informacji, w tych dwóch fotelach resort skarbu, większościowy akcjonariusz banku, chciał posadzić Jacka Obłękowskiego oraz Krzysztofa Dresslera.

W ubiegłym tygodniu, kiedy oferty na konkurs już wpłynęły, prezes Jagiełło zakomunikował resortowi skarbu, że nie godzi się na dwie, wspomniane wcześniej kandydatury: Krzysztofa Dresslera dlatego, że stracił do niego zaufanie i Jacka Obłękowskiego, bo po prostu nie chce go w swoim zespole.

Więcej w piątkowym "Pulsie Biznesu"

KUP ONLINE>>